Strefy planują atak medialny

Małgorzata GrzegorczykMałgorzata Grzegorczyk
opublikowano: 2013-02-01 00:00

Spoty reklamowe, wywiady w gazetach i konferencja na kilkaset osób mają przekonać, że o inwestorów warto walczyć.

Tego jeszcze nie było. Ministerstwo Gospodarki (MG) przypuszcza zmasowany atak medialny. Cel? Przekonanie, że specjalne strefy ekonomiczne to najlepszy sposób na przyciąganie inwestycji. W lutym pojawią się spoty reklamowe na kanałach biznesowych oraz wywiady w prasie. 18 lutego w Centrum Nauki Kopernik w Warszawie odbędzie się konferencja o budowie przewag konkurencyjnych Polski. Będzie o wspieraniu inwestorów i o prawie pracy. Zaproszenia dostali m.in. Jacek Rostowski, minister finansów, Władysław Kosiniak-Kamysz, minister pracy, Jerzy Buzek, Jerzy Hausner, Janusz Steinhoff czy Marek Belka. Na konferencji będzie 250-300 osób związanych ze ściąganiem inwestorów: samorządowcy, parlamentarzyści, pracownicy firm doradczych.

Warto spróbować

— Strefy próbowały już różnych sposobów, by przekonać, że są niezbędne, warto spróbować i tego. Jeśli będzie szansa na dialog z przeciwnikami pomocy publicznej, warto to robić — uważa Marek Sienkiewicz z Deloitte.

— Moment jest gorący. MG ruszyło niedawno z nową ofensywą legislacyjną zmian w przepisach strefowych. Jednocześnie pojawiają się opinie, że działanie stref szkodzi konkurencyjności mniejszych polskich firm. Tymczasem, jeśli zlikwidujemy strefy, nie będziemy mieli żadnych ciekawych zachęt do zaoferowania nowym inwestorom. Przynajmniej do momentu uruchomienia funduszy unijnych z nowej perspektywy — uważa Rafał Pulsakowski z PwC.

Dwa scenariusze

MG stara się o wydłużenie działalności SSE do 2026 r. Rozporządzenia w tej sprawietrafiły pod obrady rządu, ale ze względu na sprzeciw Ministerstwa Finansów sprawa została przełożona. Dziś strefy działają do 2020 r. Resort gospodarki przygotował też założenia do nowelizacji ustawy o SSE, które m.in. pozwalają inwestorom z zezwoleniami sprzed 2008 r. na zmniejszenie liczby etatów o 20 proc., gwarantują możliwość rozliczania strat, a zarządy stref zobowiązują do dostosowania szkolnictwa do potrzeb przedsiębiorców. Lista zarzutów resortu finansów do stref jest długa: firmy nie wywiązują się z obietnic, nie można od nich mimo to odzyskać należności podatkowych, niewiele jest inwestycji innowacyjnych, zarządy stref nie kontrolują inwestorów, strefy wchodzą do miast, gdzie bezrobocie jest niskie i nie potrzeba dodatkowych zachęt, brakuje statystyk, które pokazałyby, ile krajowych firm upadło przez nierówną konkurencję z firmami strefowymi, a projekty nie są trwałe i łatwo można je przenieść do innych części Europy.

Możesz zainteresować się również: