Strofy wieszczą o Volkswagenie

Marcin BołtrykMarcin Bołtryk
opublikowano: 2015-01-30 00:00

AUTOPORTRET: Gdyby Adam Mickiewicz żył dziś i pisał wiersze, to „Niepewność” byłaby o Volkswagenie. onkretnie o Touaregu.

Trudno o bardziej obojętny mi samochód. Trudno też o lepszy przykład wzornictwa maskującego wszelkie przejawy luksusu. W rezultacie mamy do czynienia ze świetnie wykonanym pojazdem, któremu towarzyszy kompletny brak chęci posiadania. Trochę jak z kobietą, którą cenisz za to, jaka jest, nie za to, jak wygląda. Idę o zakład, że prędzej zaproponujesz jej przyjaźń i film niż kino i wszystko co potem.

Galanteria skórzana

Gdzieś w mojej już nieco siwiejącej świadomości duże SUV-y muszą być amerykańskie. Muszą mieć benzynowe motory i muszą lśnić chromem. Blichtr i powalające rozmiary. I choć Amerykanie nie nazywają ich SUV- -ami ani dużymi SUV-ami, mnie właśnie tak kojarzy się zbitka: duży SUV. Ogromne auto terenowe, odarte z terenowych możliwości na rzecz możliwości błyszczenia. Pokazywania wszem i wobec ogromu ego właściciela. Muszą „mówić” wszystkim: „Patrzcie! Auto też mam duże. Patrzcie! Jestem bogaty i chcę to obwieścić światu. Mam skórę, wideo i terenówkę, którą nigdy nie wyjadę w teren. Bo tak chcę! Trzeba mieć styl, a nie błoto za cholewką. Moje auto ocieka dekadencją? Tak! Ma ociekać. Moje auto ma 500 KM! Owszem, mocniejszych nie było. Buja się na zakrętach? A jak! I rapuje!”. Innymi słowy, mówisz: duży SUV, a ja widzę: Cadillaca Escalade i Lincolna Navigatora, potem BMW X5, Mercedesa ML i Audi Q7 lub Porsche Cayenne. Ale nie widzę Touarega. Problem tkwi w postrzeganiu marki. I wyłącznie w tym. „Auta dla ludu” za trzysta tysięcy złotych? No nijak logo na masce nie współgra mi z ceną na metce. Mam z tym samochodem taki sam problem jak moja koleżanka z torebkami od Wittchena. Były super, dopóki sprzedawano je w firmowych butikach. Przestały, kiedy rozpoczęła się ich sprzedaż w dyskoncie. I tak jak w świadomości mojej koleżanki Wittchen nie był marką dyskontową, tak w mojej VW nie był premium. W obu przypadkach nasze „wydaje mi się” wpadło do studni. O torebki Wittchena bili się (dosłownie) klienci dyskontu, a VW robi sobie auto premium. Zupełnie, jakby nie przejmował się moimi uwagami.

Z wyższej półki

Touareg pierwszej generacji pojawił się w 2002 r. i swój ośmioletni żywot zakończył wynikiem niemal 460 tys. sprzedanych aut na całym świecie. Sukces? Zależy, jak oceniać. Pierwsza generacja BMW X5 (w latach 1999-2005) uzyskała wynik 620 tys. sprzedanych aut. Ale „iks piątce” było (i jest) zdecydowanie bliżej do tego, czego ja (i — jak widać — inni) oczekuję, szukając dużego SUV-a. Ale jeśli pomyśleć tak: marka ze średniej półki buduje auto z półki wyższej i znajduje aż 460 tys. nabywców? Lepiej, prawda? Druga generacja VW Touarega (zadebiutowała w 2010 r.) do 2014 r. przekonała do siebie 300 tys. klientów. Tym samym wynik Touarega (do 2014 r.) nie otarł się nawet o milion sztuk. BMW w podobnym czasie (od 1999 do 2013 r., czyli do debiutu trzeciej generacji X5) znalazło klientów dla 1,3 mln swoich dużych SUV-ów. Czy 760 tys. sprzedanych Touaregów oznacza, że auto jest prawie dwa razy gorsze? Oczywiście, że nie. Powodów jest kilka i o nich za chwilę.

WWW w VW

Do salonów właśnie wjechała generacja „w pół do trzecia” VW Touarega. I jest… taka sama jak druga. Na pozór. VW raczej nie wykonuje gwałtownych ruchów. To bardziej tai chi niż karate. Touareg „dwa i pół” stracił nieco mocy w wyglądzie, ale stał się odrobinę bardziej wysublimowany. Delikatniejszy nieco. Jakby bardziej chciał kokietować kobiety, niż oczarowywać mężczyzn. Ma też w wyglądzie więcej czegoś, co można by określić mianem „pierwiastka premium”. Gdy się patrzy na Touarega II po faceliftingu, pewne jest jedno: chce ścigać BMW, ganiać się z Mercedesem (stąd te porównania powyżej).

Cóż to za delikatne zmiany? To bardziej zabieg prasowania niż doszywania. Trzeba się długo przyglądać, by je dostrzec. Pas przedni zyskał nową atrapę chłodnicy z większą liczbą chromowanych żeber i nowy zderzak z ostro narysowanymi wlotami powietrza. Z tyłu zmieniono kształt lamp, które (za dopłatą) mogą być rozświetlane diodami. Do tego (co jest faceliftingowym standardem) kilka nowych lakierów i wzorów felg.

Patrząc na nowego VW, bardziej czujesz te zmiany, niż je widzisz. Trochę tak jak z żoną, która wróciła od fryzjera. Wiesz, że coś się zmieniło, ale dopiero jak pokaże palcem, dowiesz się co. I tak ma być. Konstruktorzy nie tylko wygładzili zmarszczki na Touaregowym ciele. Dopieścili również wnętrze. I choć wygląda ono nadal niemal tak samo, to takie samo nie jest. Zmienionokilka pokręteł i kolor podświetlenia (na biały). Nie brakuje „premium” wstawek, podnoszących subiektywne odczucie „przebywania w luksusie”. Samochodowe centrum dowodzenia wzbogacono o funkcję online zawierającą między innymi informacje o natężeniu ruchu i mapę z widokiem Google Earth.

Wśród jednostek napędowych na szczęście obyło się bez downsizingowej rewolucji. Lista silników odnowionego Touarega składa się z trzech jednostek wysokoprężnych i hybrydy. W ofercie nie ma silników benzynowych, jako że niemal nikt w Europie ich nie wybierał. Ponad 90 proc. klientów decyduje się na silnik V6 3.0 TDI oferowany w dwóch wariantach mocy. Słabszy rozwija niezmiennie 204 KM, mocniejszy ma teraz jeszcze więcej rumaków. Zamiast dotychczasowych 245 KM oferuje 262 KM. W poszukiwaniu mocy można się zdecydować na wersję V8 4.2 TDI oferującą 340 KM. Ten silnik imponuje przede wszystkim znakomitą elastycznością. 800 Nm maksymalnego momentu obrotowego jest dostępne w przedziale 1750-2750 obr./min. Uzupełnieniem oferty jest hybryda skonstruowana z myślą o rynku amerykańskim. Serce układu stanowi doładowany silnik benzynowy V6 3.6 TSI o mocy 333 KM, współpracujący z motorem elektrycznym oferującym 46 KM. Łączna moc układu to 380 KM, a moment może osiągnąć wartość 580 Nm. Średnie zużycie paliwa zostało określone na 8,2 l/100 km.

I po błocie pójdzie

Touareg nie jest takim znowu bulwarowcem, jakim go czasami malują. Poza utwardzonymi drogami (gdzie radzi sobie lepiej niż dobrze) niestraszne mu ani półmetrowe przeszkody wodne, ani błotniste koleiny. Pneumatyczne zawieszenie pozwala zwiększyć prześwit do niemal 31 centymetrów. Można też zbloko centralny mechanizm różnicowy.

Na nierównościach przydaje się funkcja Skyhook, kompensująca ubytki w jezdni. N jednokrotnie miałem wrażenie, że jedyny ograniczeniem w terenie są dla tego auta szosowe opony, w jakie był obuty. Innymi słowy: w 2002 r. VW stworzył Touarega. Samochód wszechstronny, zdol pełnić funkcję rodzinnego środka transpo tu, a także reprezentacyjnego auta firmow go. Potrafi się pobrudzić, ale też dynamicz pokonać kilkaset kilometrów autostrady. T się nie zmieniło. Przez kolejne modyfikacj samochód jedynie złagodniał (ale bez stra w osiągach). Nie zmieniły się tylko powod

Wieszcz wiedział

Powód pierwszy: Touareg jest innym samo chodem niż te, do których go odnosiłem. Innym z zewnętrz. Wewnątrz potrafi być niemal tak samo luksusowy. Może mniej finezyjny, mniej rozpieszczający, ale jedna luksusowy. Powód drugi: ani ten, ani żade poprzedni Touareg nie odkrywa Ameryki jeśli chodzi o duże SUV-y (odkryto ją w Am ryce, chociaż chyba nie do końca świadom Niemniej SUV od VW stanowi doskonałą alternatywę dla ceniących komfort i nowo czesność, którzy jednocześnie pozbawien skłonności ekshibicjonistycznych. Dla tych którzy powierzchowność wolą zachować przeciętną, ale nie mają nic przeciwko pie czotom. Cena (od 228 tys. zł) pozycjonuje uarega nieco niżej niż X5 czy ML. Nieco in jest też powszechny odbiór marki. Charak ma jednak ciągle taki sam. I stąd te Mickie czowskie dylematy. Po przejażdżce nowym Touaregiem doprawdy nie wiem, czy go ch czy nie. Czy wolę się zakochać, czy jedyni poprzyjaźnić. Z pomocą przychodzi mi sa Na koncie. To będzie jednak przyjaźń. Naw tylko wakacyjna przygoda. &