Super-Pharm, kanadyjsko-izraelska firma, rzuciła rękawicę konkurentom. W piątek w warszawskim centrum handlowym Klif otworzyła 49. placówkę. I nieostatnią.

— Za trzy lata chcemy mieć ich 100 [w miastach powyżej 100 tys. — red.]. Planujemy rozwijać się organicznie i poprzez przejęcia. Na celowniku są zarówno sieci, jak i pojedyncze placówki z rynku aptecznego i drogeryjnego. Do ewentualnych transakcji mogłoby dojść najwcześniej w 2015 r. — twierdzi Grzegorz Kowalski, prezes Super-Pharmu.
O placówki do kupienia nie jest łatwo, ponieważ muszą mieć powyżej 300 mkw. Na jednej powierzchni musi się przecież zmieścić apteka oraz część drogeryjno-perfumeryjna. Witold Lelental, dyrektor finansowy Super-Pharmu, twierdzi, że warto ich poszukać, ponieważ to koncept 3 w 1 uchronił grupę przed spadkami, związanymi z nowym prawem farmaceutycznym (obowiązuje od 2012 r.).
— Po wejściu w życie ustawy refundacyjnej grupa rosła, choć oczywiście przepisy hamowały nasz rozwój [obniżono marżę apteczną i zakazano reklamy — red.]. W 2012 r. przychody całej grupy wyniosły 650 mln zł, zysk netto 21 mln zł. W kolejnych latach planujemy dwucyfrowy wzrost sprzedaży — mówi Witold Lelental.
Dzisiaj najszybciej ze wszystkich trzech segmentów rośnie — na poziomie kilkunastu procent — kanał apteczny. Grzegorz Kowalski tłumaczy, że za tym wzrostem stoją przede wszystkim preparaty bez recepty. Część drogeryjna również radzi sobie dobrze — ma dynamikę dwucyfrową, perfumeryjna kilkuprocentową. Szczególnie dobrze ma się sprzedaż kosmetyków z dopiskiem „dermo” — ta kategoria notuje kilkunastoprocentowy wzrost. Jeszcze wyższą dynamikę, ze względu na niską bazę, mają nowe kategorie. Ostatnio na półkach apteki pojawiły się płyny i soczewki do oczu oraz produkty dla sportowców, np. opaski ortopedyczne. Klienci na te ostanie, zdaniem prezesa, powinni się znaleźć, w końcu sport, a szczególnie bieganie, jest ostatnio bardzo modne. Super-Pharm, jako jedna z nielicznych sieci aptecznych rok temu wprowadziła markę własną — Life.
— Pod tym brandem sprzedajemy suplementy diety oraz kosmetyki. W planach jest poszerzanie marki, m.in. o zdrową żywność — twierdzi Grzegorz Kowalski.
Prezes zaznacza, że Life nie przypomina typowych marek dystrybutora, dostępnych na polskim rynku — jest ona pozycjonowana na średnio-wyższej półce, podczas gdy dzisiaj większość produktów wytwarzanych dla dystrybutorów znajduje się na najniższej. Po piętach izraelsko-kanadyjskiej sieci depczą rywale, m.in. Hebe, należące do Jeronimo Martins, właściciela Biedronki.
Grupa, która ma podobny model jak Super-Pharm (apteczno-drogeryjno-perfumeryjny), była ostatnio bardzo aktywna i otwierała placówkę za placówką. Obecnie w jej skład wchodzi 57 podmiotów. Rynek drogeryjny kusi kolejnych przedsiębiorców z rynku aptecznego. Sieć Ziko tylko w tym miesiącu otworzyła 10 butików z szyldem Ziko Dermo.
OKIEM EKSPERTA
Sprawdzony model biznesowy
MICHAŁ PILKIEWICZ
szef polskiego oddziału firmy badawczej IMS Health
Grupa nie skupia się na rynku aptecznym, ale śledzi globalne trendy konsumenckie i ten model biznesowy Super-Pharmu sprawdził się w Polsce. Dzisiaj klient nie chce iść do trzech różnych sklepów, by kupić lek, krem i perfumy. Z tego powodu to nie sieci apteczne są dla Super-Pharmu największą konkurencją, ale rynek drogeryjno-perfumeryjny i np. taki potentat jak Rossmann. Pojawia się jednak pytanie, czy niemiecki koncern nie ma zakusów na rynek apteczny.
Super-Pharm może pochwalić się dużymi sukcesami na rynku dermokosmetyków. W przeciwieństwie do innych zagranicznych rywali notuje dwucyfrowy wzrost, a dziś cały rynek dermokosmetyków spada — Polacy zaczynają oszczędzać i rezygnują z zagranicznych marek na rzecz tańszych polskich. Plany akwizycyjne sieci wpisują się w trendy rynkowe. Według szacunków IMS Health, na koniec tego roku sieci będą miały 41 proc. rynku, rok później — już 50 proc.