Symulacje od serca

Krakowska spółka, wykorzystując opatentowane oprogramowanie, chce wspierać symulacyjne szkolenia lekarzy. Poczyniła już pierwsze kroki.

Nie każdy lekarz od razu operuje na otwartym sercu i nie każdy z miejsca wykonuje trudne zabiegi medyczne. Do niedawna, by nabrać wprawy, młodzi lekarze nie mieli jednak wyjścia i zdobywali szlify na pacjentach. Na szczęście pojawiają się symulatory, które, przynajmniej w pewnych specjalizacjach, pozwalają część treningu przenieść w kontrolowane warunki i podnieść umiejętności adeptów medycyny jeszcze przed wykonaniem pierwszego zabiegu na żywym człowieku. Co więcej, w świat symulacji przenosi się kolejne procedury, chociażby operację rozszczepu podniebienia. W tę tendencję chce się wpisać Medical Simulation Technologies (MST) — polska firma założona przez lekarza, inżynierów i biznesmenów.

Szkolenie bez pacjenta.
Wyświetl galerię [1/2]

Szkolenie bez pacjenta.

Spółka chce wykorzystywać symulator nie tylkodo naukiwykonywaniajednego zabiegu,ale również do procedur,przy którychechokardiografiaprzezprzełykowa jest elementem całej operacji. FOT. TOMASZ GOTFRYD

Trening czyni specjalistę

Chociaż spółka powstała w 2016 r., prace nad kompleksowym systemem symulacji rozpoczęto już siedem lat temu. Projekt zapoczątkowali programista z lekarzem kardiologiem, którzy pracowali nad oprogramowaniem do tworzenia elektronicznych obrazów serca przy pomocy zdjęć z tomografii komputerowej. Zamierzali opracować urządzenie do symulacji echokardiografii przezprzełykowej.

— Echokardiograficzne badanie przezprzełykowe nie należy do najłatwiejszych i jest dość inwazyjne, ponieważ konieczne jest wprowadzenie sondy ultrasonograficznej do przełyku pacjenta. Wymaga to dużej wprawy od lekarza, który musi operować sondą tak, by pokazywała odpowiednie przekroje serca. Nauka wykonywania tego zabiegu odbywa się na pacjentach, co często nie jest dla nich przyjemne. Skomplikowana jest również prawidłowa interpretacja dwuwymiarowych obrazów. Natomiast nasze rozwiązanie umożliwia symulacyjne szkolenie specjalistów, które nie wymaga angażowania pacjentów. Ułatwia to i znacznie skraca prawdziwe badanie, zmniejszając tym samym dyskomfort chorych. Dzięki wykorzystaniu zdjęć z tomografii komputerowej tworzymy bardzo realistyczne środowisko do treningu, obejmujące nie tylko prawidłową anatomię serca, ale także przykłady patologiczne. Obrazowanie serca za pomocą grafiki komputerowej nie jest tak dokładne — opowiada Kamil Kipiel, członek zarządu Medical Simulation Technologies, zajmujący się w firmie rozwojem biznesu. Kiedy projekt wkroczył w fazę sprzętową, do zespołu dołączyli inżynierowie, którzy pracują nad urządzeniami wykorzystywanymi w symulatorze, rozwojem grafiki i systemu operacyjnego.

Oprogramowanie to podstawa

Pierwsze rozwiązanie MST, czyli symulator do echokardiografii przezprzełykowej, składa się ze specjalistycznego komputera, oprogramowania, manipulatora bardzo zbliżonego do prawdziwej sondy i fantoma medycznego. Firma widzi swą przyszłość w systemach do symulacji zabiegów medycznych i nie rezygnuje z prac nad sprzętem, ale to właśnie oprogramowanie jest podstawą całego systemu. Kamil Kipiel twierdzi, że jako jedyni na świecie oferują obrazowanie 3D serca z wykorzystaniem zdjęć z tomografii komputerowej prawdziwych pacjentów.

— Jest kilka globalnych korporacji, które produkują specjalistyczny sprzęt do zabiegów medycznych na sercu. Naszą strategią jest kooperacja z tymi firmami w zakresie tworzenia symulatorów na potrzeby produkowanych przez nich urządzeń medycznych, które mogą wykorzystywać nasze oprogramowanie. Szczególny potencjał w wykorzystaniu naszej technologii widzimy w związku z popularyzacją mikroinwazyjnych operacji na bijącym sercu. Echokardiografia przezprzełykowa jest niezbędnym elementem tych procedur, ponieważ chirurg podczas zabiegu bazuje jedynie na obrazie ultrasonograficznym, bez którego nie mógłby się orientować w ciele pacjenta. Perfekcyjny obraz z echokardiografu i współpraca obu lekarzy są niezbędne dla powodzenia operacji, a nasze rozwiązanie będzie mogło pomóc w trenowaniu lekarzy przeprowadzających takie zabiegi — wyjaśnia Kamil Kipiel.

Echokardiografia przezprzełykowa może być stosowana jako standardowe badanie lub w szczególnych przypadkach, na przykład kiedy pacjent ma grubą klatkę piersiową lub jest otyły. Podczas tego zabiegu można też zrobić zdjęcia, które wyraźniej pokazują niektóre części serca. Badanie nie należy do najłatwiejszych, więc — zdaniem prof. Andrzeja Gackowskiego, kardiologa pracującego nad rozwiązaniem MST — aby nabrać wprawy w jego wykonywaniu, trzeba je przeprowadzić i zinterpretować przynajmniej sto razy. Zalecenia Amerykańskiego Stowarzyszenia Echokardiografii i Stowarzyszenia Anestezjologów Sercowo-Naczyniowych z 2013 r. podnoszą tę poprzeczkę nawet do 150 badań. Przedstawiciele MST twierdzą, że po czerech godzinach spędzonych przy ich symulatorze efektywność przeprowadzania zabiegu rośnie i odpowiada doświadczeniu, które zdobywa się po wykonaniu kilkudziesięciu prawdziwych badań.

Czas na ekspansję

W Polsce firma przeszkoliła za pomocą swojego urządzenia już około tysiąca osób. Na razie symulatory są głównie wypożyczane. Spółka liczy na zainteresowanie polskich centrów symulacji medycznych, które w nowej perspektywie finansowej Unii Europejskiej mogą otrzymać dofinansowania na wyposażenie swoich placówek. MST najbliższą przyszłość dostrzega jednak na innym rynku.

— Nawiązaliśmy współpracę z Rebeccą Hahn, dyrektor echokardiografii interwencyjnej przy Columbia University. Nasze rozwiązanie bardzo przypadło jej do gustu, co otworzyło nam też drzwi to kontaktów w USA. Na zamówienie jednej z amerykańskich firm przygotowaliśmy też symulator wraz z oprogramowaniem do treningu nowego zabiegu na zastawce mitralnej. Liczymy, że ten rynek pozwoli nam szerzej rozpropagować naszą technologię — mówi Kamil Kipiel.

Dodaje, że spółce pomogła także kwalifikacja do finału programu akceleracyjnego MIT Enterprise Forum Poland, dzięki czemu MST uczestniczyła w warsztatach na bostońskiej uczelni. Jedno z urządzeń trafiło już do centrum medycznego Columbia University. Wchodzenie spółek oferujących urządzenia medyczne na amerykański rynek jest z reguły trudne i długotrwałe. Kamil Kipiel zaznacza jednak, że w przypadku symulatora nie ma takiego problemu, ponieważ ich rozwiązanie kwalifikuje się jako technologia edukacyjna, która nie podlega tak ostrym regulacjom. Model biznesowy spółki bazuje na sprzedaży symulatora (wraz z osprzętem i licencją) i samego oprogramowania. Koszt licencji jest jednorazowy i nie trzeba jej odnawiać. Użytkownik będzie musiał zapłacić jedynie za dodatki do systemu i nowe przykłady patologiczne, które będą się pojawiały w przyszłości. Płatne aktualizacje mają być już dobrowolne. W przypadku zakupu całego symulatora firma umożliwia rozłożenie kwoty na raty, pod postacią opłaty licencyjnej, co ma też zastosowanie praktyczne.

— Placówki medyczne i korporacje często mają ściśle zaplanowany budżet na zakup sprzętu i jeśli jakaś inwestycja nie mieści się we wcześniejszych planach, to po prostu nie będzie na nią funduszy. Opłaty licencyjne podlegają już pod inny, bardziej elastyczny budżet, co ułatwi potencjalnym klientom zakup naszego urządzenia — twierdzi Kamil Kipiel. Firma dotychczas działała z pieniędzy wspólników i nagród zdobytych w startupowych konkursach. Obecnie szuka inwestora. Kamil Kipiel podkreśla, że spółce zależy nie tylko na wsparciu finansowym, ale też na branżowej współpracy z inwestorem. &

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rafał Fabisiak

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Symulacje od serca