Szycie jakby w genach

Agnieszka Janas
25-04-2008, 00:00

Rozbuchana forma przy stonowanych barwach — znak firmowy wieczorowych kreacji Grzegorza Kasperskiego. Zestawienie, które już raz stało się powodem skandalu...

Dwadzieścia lat temu Katarzyna Kasperska była nastolatką. Umawiała się na randki i dbała o wygląd. Jej brat — młodszy o osiem lat — upatrywał w tym szansy na debiut. Na starym singerze ojca uszył dla siostry garsonkę. W grochy — mimo obaw mamy, że zmarnuje dobry materiał.

— Kasia wyszła w niej na ulicę. Tym samym zdałem egzamin na krawca i projektanta — śmieje się Grzegorz Kasperski.

Ekstrawagancko ubrany trzydziestolatek właśnie podnosi wieszaki z sukniami gotowymi do oddania klientkom. Każdą wykonał własnoręcznie.

Jedną z jego najgłośniejszych kreacji jest czarna suknia, którą Anna Mucha nosiła na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni w 2006 roku. Z plecami odkrytymi aż do pośladków. I to, i niewybredny styl konferansjerki młodej aktorki, przyczyniły się do skandalu. A potem… Dochód ze sprzedaży sukni zasilił konto Polskiej Akcji Humanitarnej.

Dyplom z karnawału

Ojciec Grzegorza Kasperskiego, gdy tylko miał trochę wolnego czasu, siadał przy maszynie do szycia. Potrafił skroić i uszyć płaszcz z podszewką, garnitur, suknię wizytową dla żony.

— Był samoukiem. Nawet mnie trudno uwierzyć, kiedy widzę skomplikowane technicznie ubrania i wysokiej jakości wykonanie. Miał profesjonalne książki o „konstrukcji odzieży”. Bawiłem się ścinkami tkanin, guzikami, szpulkami nici. No i sam zacząłem szyć — wspomina Grzegorz Kasperski.

Poszedł do słynnego w Warszawie technikum krawieckiego.

— Fantastyczne lata. Klasa liczyła 30 osób. W tym tylko trzech chłopaków. Traktowano nas jak rodzynków, trochę nam odpuszczano. W szkole poznałem tajemnicę przekształcania ubrania narysowanego na papierze w odzież — opowiada projektant.

Fascynowało go tworzenie: od projektu, przez uszycie stroju, aż do odpowiedniego zaprezentowania gotowej roboty na kobiecie-modelu. Po maturze trafił więc do studium charakteryzacji i projektowania kostiumu teatralnego.

— Na początku się rozczarowałem. Zajmowaliśmy się głównie makijażem i perukarstwem. Ale życie pokazało, że warto się było uczyć w tej szkole — konkluduje Kasperski.

Pracą dyplomową była seria peruk i makijaży inspirowanych weneckim karnawałem. Uzupełnił je swoimi strojami.

— Utrzymuję się z szycia ubrań i malowania kobiet. Wykonuję makijaże na potrzeby sesji zdjęciowych czy pokazów mody. Nie potrafię już jednak zrobić peruki — dodaje projektant i wizażysta.

Fiolet z czerwienią

Anna Mucha twierdzi, że Kasperski „potrafi strojem podkreślić urodę kobiety. Wyeksponować jej piękne piersi albo plecy. W jego kreacjach po prostu czuję się piękna”. Wtóruje jej stylistka Joanna Horodyńska, chwaląca Kasperskiego za to, że „świetnie łączy tradycję z nowoczesnymi dodatkami. Nigdy nie poczujesz się jak własna prababka”. Agnieszka Włodarczyk podkreśla zaś, że „Grześ wszystkie stroje szyje sam. I wkłada w to całe serce”.

Co sprawia, że suknie od tego projektanta chcą nosić i gwiazdy, i anonimowe klientki? Nie jest to przecież tania przyjemność. Skromna mała czarna z jedwabiu to wydatek rzędu 2,5-3 tys. zł.

— Suknia jest dziełem sztuki użytkowej. Ma być dodatkiem do kobiety, a nie ją przyćmiewać. Ot, cały sekret — zdradza Grzegorz Kasperski.

Cechy charakterystyczne jego stylu?

— Moje ubrania są zwiewne, kobiece. Choć większość modeli wymaga dobrej figury, potrafię krojem zamaskować niedoskonałości. Lubię naszywać aplikacje. Szukam najlepszego połączenia kroju i ozdób. Stworzyłem kolekcję sukien krojonych ze skosu i obszytych ruchomymi, czarnymi paciorkami, a teraz bawię się błyszczącymi kryształami. Lubię krój ubrań o linii A oraz w kształcie tulipana. Mój ulubiony kolor to ciemny fiolet. Szyję głównie stroje wieczorowe, więc najczęściej stosowaną przez mnie tkaniną pozostaje jedwab — tak opisuje to, co robi.

Ostatnia kolekcja — zaprezentowana późną jesienią 2007 roku w Galerii Dominikańskiej we Wrocławiu — łączy to, co modne z charakterystycznymi cechami stylu Grzegorza Kasperskiego. Nie brakuje przecież wydłużonej linii sylwetki, buf, szerokich pasów podkreślających talię, koronkowych legginsów. Rozbuchana forma. Za to paleta barw ograniczona — do chabrów, fioletów i szarości, odważnie łączonych z intensywną czerwienią.

Ubrać Madonnę

Największy sukces projektanta?

— Zapracowałem na cztery kąty, których jestem współwłaścicielem — projektowaniem, szyciem i robieniem makijaży. Cieszą mnie też ludzie, którzy mnie tam odwiedzają: ciekawi, wspaniali partnerzy do rozmów. Cenię sobie, że wieczorami mogę delektować się winem w towarzystwie przyjaciół. Stać mnie także na podróże — właśnie wróciłem z Tajlandii. Pewnie mógłbym osiągnąć więcej w sferze materialnej, chociaż… Nie, nie mógłbym. Nie mam żyłki do interesów. Nie wyobrażam sobie na przykład otwierania butików, zatrudniania ludzi. Wystarcza mi to, na co sam zapracowałem — twierdzi projektant.

Cieszą go pokazy jego kolekcji, dowody uznania.

— Najbardziej zapadł mi w pamięć pokaz mody we Wiedniu. Zostałem zaproszony jako „gwiazda”. Mieszkałem w dobrym hotelu, miałem do dyspozycji limuzynę. Chwila próżności — śmieje się.

A marzenia?

— Chciałbym ubrać Madonnę. Fascynuje mnie jej osobowość. To także piękna, dojrzała kobieta nieponaciągana przez chirurga. Jest pewna siebie — nie bez przyczyny, ciężko na to pracowała. To byłoby coś — zaprojektować dla niej suknię — wzdycha Grzegorz Kasperski.

Trzymamy kciuki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Janas

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / / Szycie jakby w genach