Gdy 21 stycznia prezydent USA Donald Trump wycofał się z ceł na Europę i planów zbrojnej aneksji Grenlandii, na Wall Street zapanowała ulga, a giełdowe indeksy zyskały po przeszło 1 proc. S&P 500 rósł przez cztery kolejne sesje, aż we wtorek, 27 stycznia, zameldował się z nowym rekordem wszech czasów.
Ta zwyżka ulgi nastąpiła po najsilniejszych giełdowych spadkach od października, kiedy to w styczniowy weekend Donald Trump zagroził wprowadzeniem ceł na osiem europejskich państw popierających Danię w sporze o kontrolę nad Grenlandią, której przejęcia przez USA domagał się amerykański lider. W reakcji na te wydarzenia S&P 500 i Nasdaq spadły po przeszło 2 proc. A do finansowych mediów znów trafił slogan „sell America” (ang. sprzedaj Amerykę), ponieważ wraz z akcjami taniały także obligacje skarbowe USA oraz dolar amerykański.
- To tylko TACO – tak całą sytuację skwitowała Wall Street, gdy prezydent Trump wycofał się ze wszystkich gróźb. Zaniechał ceł (które przecież miały wejść w życie już 1 lutego) oraz zadowolił się powiększeniem zakresu amerykańskiej kontroli nad największą wyspą świata (gdzie i tak US Army stacjonuje od czasów zimnej wojny).
Czym jest TACO i dlaczego to takie smaczne?
TACO jest akronimem angielskiego zwrotu „Trump Always Chicken Out”, co w wolnym tłumaczeniu znaczyłoby mniej więcej tyle co „Trump zawsze tchórzy”. Chodzi o specyficzną strategię negocjacyjną obecnego prezydenta USA, który najpierw straszy adwersarzy użyciem nieproporcjonalnie surowych środków (wprowadzeniem zaporowych ceł, zerwaniem sojuszu militarnego, blokadą dostaw etc.), by następnie ze wszystkiego się wycofać, otrzymując w zamian jedynie umiarkowane ustępstwa drugiej strony (oraz nie dając praktycznie nic w zamian).
W ramach tej strategii kupuje się akcje przecenione po zapowiedziach Trumpa, a następnie sprzedaje się z zyskiem po wzroście cen wywołanym negocjacyjnym odwrotem amerykańskiego prezydenta.
Taki sam schemat poprzednio obserwowaliśmy wiosną ubiegłego roku. Tylko że wtedy było znacznie poważniej, gdyż gra toczyła się o znacznie wyższą stawkę. Był to jeszcze czas, gdy uczestnicy rynków finansowych nie mieli pewności, czy gospodarz Białego Domu gra poważnie, czy tylko żartuje. Dlatego na przełomie marca i kwietnia 2025 r. na Wall Street doszło do gwałtownego spadku cen akcji. Indeks S&P 500 w porywach tracił ponad 21 proc. względem szczytu, ocierając się o umowną granicę bessy (czyli -20 proc.). Stało się to w reakcji na dzień wyzwolenia, kiedy to 2 kwietnia Donald Trump pokazał całemu światu słynne tablice zawierające stawki celne w wysokości kilkudziesięciu procent na towary z prawie wszystkich największych gospodarek globu.
Jednak pod presją rynków finansowych, które zaczęły wyprzedawać amerykańskie obligacje skarbowe, prezydent Trump szybko wycofał się z gróźb celnych i pozawierał szereg porozumień handlowych redukujących taryfy celne do bardziej akceptowalnych, lecz wciąż wysokich poziomów. Ceny akcji ponownie ruszyły w górę i już od czerwca wrócił do seryjnego śrubowania szczytów hossy.
Dla rynku była to cenna lekcja, która nauczyła inwestorów trzech rzeczy. Po pierwsze, że Donald Trump to taki zwierz, co głośno szczeka, ale nie gryzie. Po drugie, że gdy tylko prezydent USA zmieni retorykę, to ceny akcji ruszą ostro w górę i szybko można zarobić duże pieniądze. I po trzecie, że dopiero głębsze rynkowe perturbacje (czytaj: wzrost kosztów obsługi długu publicznego) zmuszają Donalda Trumpa do podkulenia ogona.
TACOsy czy cykory?
Warto przy tym uświadomić sobie dwie rzeczy. Po pierwsze styczniowa reakcja rynku była już nieporównanie słabsza od wydarzeń z marca i kwietnia 2025 r. A to dlatego, że inwestorzy byli świadomi tego, że to tylko TACO. Czyli że Donald Trump pomacha szabelką, ale potem szybko się dogada. Czyli że trzeba kupować akcje, bo te wtedy podrożeją. A po drugie ruch w górę był, przynajmniej dotychczas, znacznie słabszy i niemrawy w porównaniu do odbicia, jakie widzieliśmy w kwietniu. To znana na rynkach finansowych prawidłowość, że wygrywające strategie z czasem przestają działać. A to dlatego, że stają się zbyt popularne i zbyt wielu inwestorów zajmuje pozycje wcześniej, co tłumi rynkowe wahania. Znika wtedy okazja do zarobku.
Jednakże takie zderzenie rynków finansowych i taktyki Donalda Trumpa może w pewnym momencie doprowadzić do powstania mieszanki wybuchowej. Z jednej strony wiemy bowiem, że wiele deklaracji prezydenta USA jest zwykłym blefem. Wiedzą to zarówno inwestorzy, jak i polityczni oponenci Donalda Trumpa. Ci drudzy mogą zatem pozwolić sobie na ostrzejszą grę, co zresztą widać już było po zdecydowanej odpowiedzi Europy w przypadku Grenlandii. Bo jeszcze w zeszłym roku cała Unia podkuliła ogon i grzecznie zgodziła się na trumpowe cła. Ale już tacy Chińczycy skontrowali amerykańskiego prezydenta i nie dali się zastraszyć. Zatem sam Donald Trump także musi licytować ostrzej, żeby w ogóle ktokolwiek się jego groźbami przejął.
Z drugiej strony brak zdecydowanej reakcji rynku zachęca przywódcę USA do jeszcze większej eskalacji sporów międzyrządowych. Dopiero zmasowana wyprzedaż papierów skarbowych jest w stanie skłonić ekipę Donalda Trumpa do ustępstw i odwrotu na z góry upatrzone pozycje negocjacyjne. W ten sposób gra w TACO przeistacza się w grę w cykora znaną z teorii gier (i starych amerykańskich filmów). Jej klasyczna postać polega na tym, że dwóch kierowców wsiada do samochodów i z możliwie dużą prędkością jadą naprzeciwko siebie. Ten, który pierwsze zjedzie, przegrywa i zostaje cykorem, choć ratuje życie obu graczom. Problemu nie ma, gdy zjadą obaj. Gorzej, gdy żaden nie stchórzy. Wtedy dochodzi do zderzenia, w którym obaj gracze tracą życie. Można to wtedy uznać za remis.
Może się zdarzyć, że taki remis w grze w cykora przydarzy się na rynkach finansowych. Czyli że dojdzie do sytuacji, gdy ani rynki, ani Donald Trump nie ustąpią, co będzie skutkowało krachem.
"W sytuacjach rzeczywistych, które modeluje gra w cykora, najbardziej opłacalna jest strategia szaleńca – trzeba przekonać przeciwnika, że nie myśli się racjonalnie i zamierza jechać bez względu na okoliczności" – ten podręcznikowy opis gry w cykora jak ulał pasuje do stylu uprawiania polityki przez Donalda Trumpa. Pytanie tylko, czy rynki finansowe są gotowe na taką konfrontację. Albo czy do takiej nie dojdzie z powodu niezrozumienia reguł gry. Donald Trump będzie myślał, że gra w cykora, a rynki - że to tylko TACO.
