Tak drogo w salonach jeszcze nie było

Marcin BołtrykMarcin Bołtryk
opublikowano: 2020-12-11 15:15

Nowe samochody systematycznie drożeją. W ostatnich pięciu latach średnio o ponad 6 proc. rocznie. W 2021 r. czeka nas kolejna podwyżka. Tym razem wyższa.

2020 r. przyniósł rekordowe spadki sprzedaży nowych samochodów. Przez dziesięć miesięcy tego roku w całej Unii Europejskiej z salonów wyjechało o 27 proc. aut mniej niż rok wcześniej. Z podobnymi spadkami mamy do czynienia w Polsce. Wydawać by się mogło, że tak drastyczny spadek liczby rejestracji nowych samochodów powinien wpłynąć na – choćby symboliczną – obniżkę cen. Tymczasem nic takiego się nie wydarzyło i nie wydarzy.

Fala podwyżek

Oczekiwany zwrot
Oczekiwany zwrot
Branża motoryzacyjna ponosi ogromne wydatki na badania i rozwój. W 2018 r. globalnie było to 125 mld USD. Nawet jeśli w czasie pandemii budżety na innowacje zostały uszczuplone, to wciąż są to ogromne kwoty, które niestety muszą się przełożyć na wzrost cen wszystkich pojazdów.
Milan Jaros / Blomberg

Z ewentualnym spadkiem ceny aut możemy mieć do czynienia wyłącznie w przypadku tzw. aut ze stocku, czyli takich, które stoją u dilera na placu. O tańszych autach zamawianych do produkcji mowy być nie może.

– Mimo mniejszego popytu na nowe samochody ich ceny w tym roku nie spadły. Nie spadną też w kolejnych latach. Głównym powodem są wymagania dotyczące emisji spalin i minimalnego wyposażenia pojazdów nakładane przez Unię Europejską w trosce o klimat i bezpieczeństwo na drogach. Powodują, że produkowanie samochodów z roku na rok jest coraz droższe, na co teraz nakładają się ograniczenia pracy fabryk związane z pandemią. Dlatego nastawmy się na kolejne podwyżki cen aut od nowego roku – radzi Michał Knitter, wiceprezes Carsmile.

O jakiej podwyżce mówimy? Analitycy Carsmile szacują, że w 2021 r. nowe samochody podrożeją średnio o 10 proc.

– Oznacza to kontynuację tendencji obserwowanej w roku 2020. Wspomniane 10 proc. to wypadkowa zakresu prognoz, jakie uzyskaliśmy, analizując wpływ różnych czynników na ceny aut – mówi Michal Knitter.

Według danych Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar średnia ważona cena nowego samochodu w Polsce wyniosła (od stycznia do października 2020 r.) prawie 122,5 tys. zł i była o 10,9 proc. wyższa niż przed rokiem.

Od 2021 r. będzie już w pełni obowiązywał w UE bardzo restrykcyjny limit emisji spalin, wynoszący 95 g CO2/km. Producenci niespełniający tego wymagania będą musieli płacić ogromne kary – 95 euro za każdy gram dwutlenku węgla ponad limit. Kary są naliczane od każdego sprzedanego samochodu. Średnia emisja dwutlenku węgla przez auta zarejestrowane w UE w 2019 r. wyniosła 122,4 g/km, czyli aż o 27,4 g więcej od obowiązującego limitu. Matematycznie oznacza to konieczność zapłaty średnio 2,6 tys EUR kary od każdego sprzedanego samochodu. Według szacunków Carsmile, opartych na obecnych poziomach emisji spalin najpopularniejszych samochodów w Polsce, konieczność spełnienia rygorystycznych norm emisyjnych może skutkować podwyżką cen nowych samochodów nawet o… 20 proc. rocznie.

Zalew staroci

Nowe auta drożeją systematycznie. Od 2015 r. najpopularniejsze modele zdrożały o niemal jedną trzecią. Jak to wygląda w praktyce? Analitycy Carsmile sprawdzili, w jakim tempie drożały w ostatnich pięciu latach: Skoda Octavia, Toyota Yaris, Skoda Fabia, Renault Clio i VW Golf. Porównali ceny tych modeli (wersje z najuboższym wyposażeniem) z 2020 r. z cenami z 2015 r. Uśredniona różnica wyniosła 31 proc.

– Na podstawie tej liczby można szacować, że najpopularniejsze modele aut drożeją o około 6-7 proc. rocznie – wyjaśnia Michał Knitter.

W nadchodzących dwóch latach podwyżki znacznie przyspieszą. W lipcu 2022 r. wejdą w życie nowe wymagania dotyczące minimalnego wyposażenia samochodów, bez którego nie będzie możliwe zarejestrowanie pojazdu w UE. Celem wprowadzanych regulacji jest ograniczenie śmiertelności na drogach i zwiększenie ochrony nie tylko kierowców i podróżnych, ale też innych uczestników ruchu drogowego, w szczególności pieszych. Na liście obowiązkowych elementów wyposażenia (rozporządzenie KE) znalazły się m.in.: systemy monitorujące senność i uwagę kierowcy, systemy rejestrujące zdarzenia na drodze, systemy umożliwiające montaż alkomatu, systemy utrzymujące samochód na pasie ruchu w nagłej sytuacji i systemy awaryjnego hamowania. Obowiązkowe wyposażenie samochodów w te urządzenia spowoduje wzrost cen w szczególności aut z najniższej półki, a w rezultacie ograniczenie dostępności nowych samochodów dla osób o niższych dochodach. To z jednej strony może zaowocować zwiększeniem zainteresowania nowoczesnymi formami finansowania aut, z drugiej – silnym impulsem do inwestowania w używane, zamiast nowe auta. I to te najstarsze.

Zrównanie cen

Kara w cenie
Kara w cenie
Średnia emisja dwutlenku węgla przez nowe auta zarejestrowane w UE w 2019 r. wyniosła 122,4 g/km, czyli aż o 27,4 g więcej od obowiązującego limitu. Matematycznie oznacza to konieczność zapłaty średnio 2,6 tys EUR kary od każdego sprzedanego samochodu.
AdobeStock

Kolejnym czynnikiem, jaki wzięli pod uwagę analitycy Carsmile, prognozując przyszłoroczne podwyżki cen nowych aut, są nadchodzące ograniczenia w rejestracji pojazdów z silnikami spalinowymi w poszczególnych krajach europejskich. Według opracowania przygotowanego przez Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych pierwszym krajem w Europie, który już za pięć lat zakaże rejestracji aut z silnikami spalinowymi, będzie Norwegia. W kilku kolejnych państwach (Szwecja, Holandia, Dana, Irlandia) to ograniczenie będzie obowiązywało od 2030 r. Ten proces uzasadnia założenie, że w nadchodzących latach będziemy obserwowali zbliżanie cen samochodów z napędem spalinowym do ich odpowiedników oferowanych w wersji elektrycznej.

Analitycy Carsmile porównali ceny elektrycznych samochodów: Mercedesa EQC, VW Id3, Hyundaia Kony, Mazdy Mx30 i Peugeota 208 z ich benzynowymi odpowiednikami (tymi samymi modelami lub podobnymi). Pod uwagę wzięli najtańsze dostępne wersje wyposażenia. Elektryki okazały się średnio o 80 proc. droższe (najmniejsza różnica była dla Mazdy – 40 proc., a największa dla VW Id3 – 103 proc.).

– Oczywiście trzeba pamiętać, że najuboższe wersje samochodów elektrycznych są dużo lepiej wyposażone niż ma to miejsce w przypadku aut z tradycyjnymi silnikami. Gdybyśmy porównywali modele wyposażone podobnie, nadwyżka cenowa spadłaby do około 30 proc.– twierdzi Michał Knitter.

Jego zdaniem w najbliższych trzech latach różnica w cenie między elektrykami i samochodami z napędem spalinowym spadnie do 10 proc., a za pięć lat te ceny się zrównają. Przy obecnej rozbieżności cenowej (80 proc.) oznaczałoby to wzrost cen samochodów z napędem spalinowym o kilkanaście procent rocznie.