Od lat z górą 20 Lexus uczy się luksusowych samochodów. Jest wyjątkowo pojętnym i pokornym uczniem. I co z tego? Dla wielu Polaków wciąż pozostaje tylko upiększoną Toyotą. A może by tak spróbować tego śledzia? Zawsze można wypluć.
Umysłowa joga
Taka zabawa. Na początek. Tylko nie oszukuj. Czytaj powoli i wykonuj polecenia. Umowa? Wybierz w myślach dowolną cyfrę. No, prawie dowolną — z przedziału od 1 do 9. Masz? Doskonale. Pomnóż ją przez 9. Jeśli wynik jest dwucyfrowy (np. 27) dodaj do siebie obie liczby (2+7). Od wyniku odejmij 5. Masz już swój wynik?
Zakładam, że tak. To teraz zmieniamy dziedzinę. Pamiętasz alfabet? Świetnie, bo teraz się przyda. 1 to „A”, 2 to „B”, 3 to „C” itd. — wybierz literę odpowiadającą twojej liczbie. Już? To teraz będzie z górki. Tylko działaj szybko! Wybierz państwo na „swoją” literę. Następnie wybierz kolor na trzecią literę wybranego przed chwilą państwa. Potem wybierz kwiat na drugą literę koloru. Zatem masz już „swój” kraj, „swój” kolor i „swój” kraj. Jakie one są? Na razie zachowaj to dla siebie. Teraz mam inną prośbę. Zastanów się, na jakie auto — chodzi o luksusowe, reprezentacyjne limuzyny — wydałbyś pół miliona zł? Pomyślałeś o Lexusie?
Półka świadomości
Lexus jest na rynku od 1989 r. Za krótko, by na dobre zakorzenić się w naszej świadomości na odpowiedniej półce (powinien leżeć razem z BMW, Mercedesem i Audi). Ale próbuje.
Uczy się i wyciąga wnioski. Dzięki zapałowi i japońskim inżynierom potrafi już produkować takie cudeńka jak najnowszy LS.
Trzy tysiące elementów i jeden przymiotnik. Tyle odróżnia poprzedniego „elesa” od obecnego. Ten przymiotnik to agresywny. Kształty bardziej zdecydowane, ostrzejsze, ale i lżejsze. O ile poprzedni wydawał się większy, to obecny wydaje się mniejszy — w rzeczywistości jest odwrotnie. Takie sprytne oszustwo zmysłów.
Zupełnie nowa osłona chłodnicy, dzięki której LS wygląda nader agresywnie. Do tego jest wielki. Mierzy 5090 mm. Od poprzednika dłuższy o 3 cm. Zachował jednak jego rozstaw osi: 2970 mm. Całkiem nowe są zderzaki i lampy — wszystkie w technologii diodowej.
We wnętrzu też po nowemu. Szczęśliwcom mającym okazję (albo pieniądze), by zająć miejsca w kabinie, rzuci się w oczy ogromny, ponad 12-calowy, panoramiczny ekran ciekłokrystaliczny(iPady mają niespełna 10-calowe wyświetlacze). Lexus chwali się też, że w nowym LS-ie poprawiono wyciszenie wnętrza. Po tysiącu kilometrów za kierownicą tego auta mogę potwierdzić. Jest niesamowicie cicho. Aż zaczyna przeszkadzać pracujący mechanizm masażu skryty w tylnym fotelu. Doprawdy, podróżując nowej generacji LS-em trudno — na podstawie wrażeń słuchowych — stwierdzić, czy samochód jedzie, czy może stoi w korku.
Ta cisza jak po zasianiu maku nie jest wyłączną zasługą tłumiących mat. By zamordować niechciane decybele, inżynierowie Lexusa przekonstruowali koła, umieszczając w felgach puste przestrzenie, które mają poprawić przepływ powietrza. Redukcja hałasu jest także rezultatem zastosowania w nadwoziu i podwoziu mnóstwa stateczników, zmieniających przepływ powietrza w newralgicznych punktach, np. na wysokości mocowania bocznych lusterek i krawędziach tylnych lamp. Ale są i chciane decybele. Muzyka seryjnie płynie z sytemu, na który składają się 9-kanałowy wzmacniacz, 10 głośników i cyfrowy radioodbiornik. Dla bardziej wymagających jest zestaw Mark Levinson Reference Surround System, który ma aż 19 głośników z trybem wielokanałowym 7.1. Pasażerowie z tyłu mogą również oglądać filmy, dzięki 9-calowemu wyświetlaczowi i — co jest wyjątkiem na rynku — odtwarzaczowi płyt Blu-Ray.
Sport i luksus
LS może być napędzany silnikiem V8 o pojemności 4,5 l i mocach 370 KM, jeśli wybierzesz wersję z napędem na obie osie, lub 384 KM, jeśli postawisz na tylny napęd. Drugą opcją jest hybryda. W LS tworzy ją układ motoru V8 o pojemności 5 l i mocy 394 KM oraz silnika elektrycznego dysponującego mocą 225 KM. Cały układ dostarcza 445 KM. O dobre właściwościjezdne dbają wielowahaczowe zawieszenie, świetny układ kierowniczy i AVS — elektroniczna modulacja charakterystyki zawieszenia. Do dyspozycji kierowcy będzie pięć trybów jazdy: Eco, Comfort, Normal, Sport S, Sport S+. O co w tym chodzi, łatwo odczytać z nazw poszczególnych trybów. Jeśli 445 KM i „odpalony” tryb Sports S+, to dla ciebie wciąż za mało adrenaliny, Lexus przygotował pakiet jeszcze bardziej buchający agresją. Nazywa się F-Sport i obejmuje obniżone (o 10 mm) zawieszenie o bardziej sportowej charakterystyce, inne zderzaki, 19-calowe felgi, sportowe fotele i kierownicę oraz aluminiowe pedały.
Jest też coś dla wielbicieli wyszukanych rozwiązań. Otóż do nowego LS-a możesz zamówić kierownicę wykończoną fornirem w technice paskowanego drewna Shimamoku.
Jest tworzona w 67 etapach, które zajmują rzemieślnikom aż 38 dni. Można by jeszcze dużo pisać o dziesiątkach systemów bezpieczeństwa albo o wyjątkowym układzie klimatyzacji z nawilżaczem, z którym współpracują fotele. Ale po co? I tak zaraz ktoś powie: Eee… podrasowana Toyota.
Spróbuj, bo warto
Lexus LS to perfekcjonista. Najwyższa jakość, przebogate wyposażenie, dbałość o detale i doskonałe prowadzenie. Ale dla potencjalnych nabywców może mieć jedną wadę. Nie jest ani BMW, ani Mercedesem, ani nawet Audi. A z tym, jak wiadomo, niewiele da się zrobić. Można spróbować. Nawet jeśli kiedyś się na Lexusie sparzyłeś. Próbować warto, bo to marka, która uczy się na błędach i nie ustaje w doskonaleniu. Warto poczuć, jak łączy najlepsze rzemieślnicze japońskie tradycje z cyfrową techniką najwyższych lotów. Nowy LS jest wypieszczony i dopracowany. Moim zdaniem, ten śledź będzie ci smakował. Jeśli nie, zawsze możesz dalej szukać swoich niebieskich irysów z Danii.
Podkreślenie.
LS w niczym nie ustępuje niemieckiej konkurencji. W równie dystyngowany sposób podkreśla społeczny status pasażerów.
Cena.
By się cieszyć lexusowym luksusem z najwyższej półki, trzeba kupić model LS. Żeby kupić model LS, trzeba dysponować 450 tys. zł.
