Krakowska firma Clico
Zajęli się sprzedażą oprogramowania dla sieci komputerowych, gdy w Polsce mało kto wiedział, że takie sieci istnieją. Opłaciło się.
Rok 1991, czyli sam środek ery piractwa w Polsce. Nielegalne oprogramowanie jest praktycznie wszędzie: można je kupić w sklepie, kopiuje się je i rozdaje albo sprzedaje wraz ze sprzętem.
W tym to właśnie pionierskim czasie trzech krakowskich zapaleńców: Tomasz Ryś, Janusz Jarosz i Roman Piekutowski, decyduje się rozpocząć działalność gospodarczą. Chcą się zająć dystrybucją oprogramowania. Dla swojej firmy wybierają nazwę Clico. Nie jest to wyraz dźwiękonaśladowczy od klikania, lecz skrótowiec od Centrum Licencjowanego Oprogramowania. To słowo — „licencjonowane” — jest szczególnie ważne.
— W latach, kiedy pojęcie licencji na oprogramowanie było czymś niezwykle odległym od codziennej praktyki, widzieliśmy problem obrotu oprogramowaniem zarówno w kategoriach prawnych, jak i użytkowych, tylko legalne oprogramowanie podlega bowiem opiece i pomocy technicznej producenta — wyjaśnia Tomasz Ryś, dyrektor zarządzający Clico.
Ochrona dla wielkich
Od początku firma zajmowała się zaawansowanym oprogramowaniem przeznaczonym dla sieci komputerowych, szczególnie dbającym o ich bezpieczeństwo.
W 1991 r., gdy internet w Polsce dopiero raczkował, mogło się to wydawać fanaberią. Czas jednak pokazał, że Clico wybrało najbardziej optymalny kierunek rozwoju. Rezultat? Oddziały w Krakowie, Katowicach, Warszawie, Wrocławiu, współpraca z licznymi partnerami za granicą, obecność na rynkach wschodniej i środkowej Europy oraz dwa centra szkoleniowe.
Firma reprezentuje międzynarodowe firmy Checkpoint, IBM, Juniper czy Trend Micro, ale także mniejsze, oferujące niszowe, specjalistyczne rozwiązania.
Banki i operatorzy
— Nasze produkty są przeznaczone przede wszystkim dla dużych firm sektora finansowego i telekomunikacyjnego. Dostarczamy je za pośrednictwem integratorów. Natomiast bezpośrednio dla klientów końcowych prowadzimy szkolenia i działalność promocyjną — wymienia Piotr Kluczwajd, dyrektor do spraw rozwoju w Clico.
Właśnie dlatego powstał oddział w Warszawie — wiadomo, że w stolicy łatwiej o kontakty z dużymi klientami: bankami, operatorami.
Bezpiecznie w internecie
Firma oferuje: systemy zaporowe firewall, rozwiązania dla sieci prywatnych, szyfratory, systemy identyfikacji cyfrowej i autoryzacji, rozwiązania niezawodnej pracy serwisów sieciowych, systemy antywirusowe i antywandalowe, rozwiązania kreowania polityki dostępu do internetu. Ma także w swoich propozycjach kompletne rozwiązania budowy infrastruktury e-commerce, czyli systemy pocztowe, kartotekowe, serwery, zaawansowane emulatory terminali, narzędzia integracji systemów operacyjnych itd. Słowem — wszystko, co potrzebne, by banki czy telekomy miały poczucie informatycznego bezpieczeństwa. Clico rozwija też działy szkoleń i usług profesjonalnych.
— Ten drugi tworzą inżynierowie, którzy prowadzą nasze projekty, testy i wspierają partnerów, gdy tym brak kompetencji — informuje Piotr Kluczwajd.
Wciąż jednak głównym źródłem przychodów firmy jest i ma pozostać dystrybucja rozwiązań informatycznych.
Wiara w technologię…
W latach 90. rozwój firmy był, jak wspominają pracownicy, imponujący. W końcu jednak pękła bańka internetowa. Wydarzenia z USA odbiły się echem w branży komputerowej na całym świecie. Wiele przedsiębiorstw upadło, jeszcze więcej miało problemy. Clico sobie poradziło. Pomogła pasja założycieli.
— Firmę założyli ludzie, którzy wierzyli w technologię i do dzisiaj w nią wierzą. To może zaskakujące, ale my głównie kierujemy się jakością rozwiązań, a nie parametrami ekonomicznymi. Bazujemy głównie na kompetencjach. Czasami nawet nasi dostawcy proszą nas o pomoc. Jak się okazuje, to wystarczy, żeby osiągnąć przyzwoite wyniki — komentuje Piotr Kluczwajd.
Decydując o sprzedaży jakiegoś produktu, właściciele firmy zastanawiają się przede wszystkim nad dwiema sprawami: czy jest dla niego miejsce na rynku i czy jest dobry technologicznie. Jeśli odpowiedź na oba pytania jest twierdząca, to nie ma przeciwwskazań do rozpoczęcia współpracy.
...i w ludzi
Przez lata Clico wyrobiło sobie renomę wśród klientów i dostawców.
— Dzięki rekomendacjom, ale również wiarygodności finansowej partnerzy sami do nas trafiają. Tygodniowo dostajemy kilka propozycji współpracy. Często od małych firm. Część to kontakty przez polecenie, a część to ruchy menedżerów odpowiedzialnych za sprzedaż między firmami. Wierzymy, że biznes robi się z ludźmi. To z nimi tak naprawdę robimy interesy — twierdzi Tomasz Ryś.
Dzięki takiemu właśnie podejściu, spółka Clico pojawiła się w rankingu Gazel Biznesu. I jeśli ludzie i technologia jej szefów nie zawiodą (a nie widać żadnego powodu, by tak się miało stać), to pojawi się także w przyszłym roku.
gazela biznesu
clico sp. z o.o.
ul. Oleandry 2, 30-063 Kraków
tel. 012-378-37-00
www.clico.pl
firma w liczbach
Miejsce w rankingu Gazel Biznesu w 2007 r. 2478
Wzrost przychodów w latach 2005-06 128 proc.
Obroty (2006 r.) 45,89 mln zł
Zatrudnienie 24 osoby
Wojciech Chmielarz



