Teraz hedging

Włodzimierz Uniszewski
opublikowano: 02-09-2008, 00:00

Odpowiednio zróżnicowany portfel złożony

z różnych strategii hedgingowych ma znacznie

korzystniejszy profil zysk/ryzyko niż przeciętny indeks akcyjny

Dokonania takich słynnych inwestorów, jak George Soros czy Julian Robertson, udowodniły, że w nowych warunkach można pokusić się o przemianę jednocyfrowych stóp zwrotu w znacznie wyższe, na dodatek przy niższym długoterminowym ryzyku. W ostatnich dekadach ubiegłego wieku ich fundusze hedgingowe Quantum i Tiger przynosiły inwestorom średnio ponad 30 proc. rocznego zysku. Nawet Warren Buffett nie potrafił pobić tego wyniku.

Starzy mistrzowie są już od kilku lat na inwestycyjnej emeryturze, ale ich sukcesy umocniły reputację funduszy hedgingowych. Strumień nowych inwestorów zamienił się w rzekę, gdy strategie alternatywne spisały się na medal podczas giełdowego załamania w latach 2000-02. W kilku następnych latach wartość ich aktywów podwoiła się i jest szacowana na 2,3-2,7 bln USD. To nadal niemal cztery razy mniej, niż wynoszą aktywa amerykańskich funduszy inwestycyjnych, ale wielokrotnie większa aktywność funduszy hedgingowych sprawia, że ich wpływ na rynki jest trudny do przecenienia.

Lawinowy wzrost zainteresowania funduszami hedgingowymi w tej dekadzie przełożył się na szybki wzrost ich liczby, która może sięgać nawet 10 tys. podmiotów oferujących wiele strategii — od stabilnych arbitrażowych i akcyjnych neutralnych po superagresywne i najzyskowniejsze spekulacje na surowcach i walutach. Dwa lata temu ryzyko tego typu strategii odczuli na własnej skórze inwestorzy funduszu Amaranth, aktywnego na rynku gazu ziemnego, który błyskawicznie stracił 65 proc. aktywów. Głośnym echem odbił się też ubiegłoroczny upadek funduszy banku Bear Stearns, inwestujących w ryzykowne aktywa hipoteczne.

Zdarzające się czasem wpadki funduszy hedgingowych stanowią dla instytucji nadzoru finansowego doskonały pretekst, by mimo ich rosnącego znaczenia jako klasy aktywów nadal blokować do nich dostęp przeciętnym inwestorom. Amerykańska SEC wyznaczyła poziom miliona dolarów płynnych aktywów netto lub rocznego dochodu na poziomie 200 tys. dolarów jako warunek dopuszczający do udziału w funduszach typu hedge. U podstaw tej polityki leży przekonanie, że na przywilej jeśli nie wyższych, to przynajmniej stabilnych zysków mogą liczyć tylko ci, których stać na ponadprzeciętną stratę. To pogląd dość oryginalny w świetle spadku indeksu S&P 500 o 53 proc. po pęknięciu bańki internetowej w roku 2000 i jednoczesnego wzrostu wartości popularnego indeksu CS/Tremont Hedge Fund Index o ponad 15 proc. do marca 2003 r. Zwykli inwestorzy wylądowali wówczas na poboczu, podczas gdy ci zamożniejsi mieli do dyspozycji całkiem bezpieczny pas szybkiego ruchu.

Od początku sierpnia ubiegłego roku indeks S&P 500 stracił niemal 14 proc. Tymczasem obejmujący 5 tys. funduszy hedgingowych indeks CS/Tremont zyskał w tym okresie 1,4 proc. Od początku obecnej dekady dane są jeszcze bardziej nieubłagane dla akcyjnych inwestycji. Liczony wraz z dywidendami indeks S&P500 zyskał w tym czasie 1 proc., podczas gdy indeks strategii alternatywnych wzrósł o 93 proc.

Giełdowe turbulencje nie pozostały bez wpływu na tegoroczne dokonania funduszy hedgingowych — spora część ich strategii akcyjnych jest nieznacznie dodatnio skorelowana z indeksami giełdowymi — ale spadek indeksu CS/Tremont o niespełna 2 proc. trudno nazwać katastrofą. Jeśli uwzględnić fakt, że jest to najgorszy wynik od 1998 roku, gdy kryzys azjatycki spotkał się z rosyjskim, to straszenie bankructwem z powodu zainwestowania w strategie alternatywne pachnie hipokryzją.

Odpowiednio zróżnicowany portfel złożony z różnych strategii hedgingowych ma znacznie korzystniejszy profil zysk/ryzyko niż przeciętny indeks akcyjny. Takie portfele oferują fundusze funduszy hedgingowych. Ich zarządzający starają się zapewnić inwestorom stopę zwrotu co najmniej 8-10 proc. przy zredukowanej zmienności średniego rocznego wyniku w porównaniu z indeksami giełdowymi. Od 1990 roku średnia roczna zmienność indeksu S&P500 wyniosła 13,8 proc., podczas gdy dla indeksu HFRI obejmującego fundusze funduszy hedge miała ona wartość zaledwie 5,5 proc. Takie fundusze są zatem w istocie mniej ryzykowne od konwencjonalnych strategii akcyjnych, przy porównywalnej stopie zysku, która w okresach giełdowej posuchy może być znacząco wyższa. Tę ich właściwość docenili już inwestorzy instytucjonalni, którzy coraz większą część aktywów przesuwają na rynek inwestycji alternatywnych w poszukiwaniu stabilnych stóp zwrotu.

Ponieważ przeciętny horyzont inwestycyjny indywidualnego inwestora nie przekracza z reguły 25-30 lat, niestabilność wyników inwestycyjnych jest dla niego kluczowym czynnikiem ryzyka. Cóż z tego, że w ciągu 100 lat akcje dadzą średni roczny zysk 8 proc., skoro w tym czasie zdarzą się dwa lub trzy co najmniej kilkunastoletnie okresy zastoju (jak na Wall Street w latach 1929- -54 lub 1965-82), które mogę obrócić wniwecz wszelkie kalkulacje emerytalne. Warto o tym pamiętać szczególnie teraz, gdy światowe indeksy od 8 lat nie są w stanie posunąć się choćby o krok do przodu, a narastające kłopoty światowej gospodarki zwiastują kolejną chudą dekadę.

Dla szeregowego inwestora próba uniezależnienia się od giełdowego koła fortuny wydaje się skazana na niepowodzenie. Dostęp do funduszy hedgingowych jest reglamentowany przez przepisy oraz wysokie minima inwestycyjne. Duża część najlepszych funduszy nie przyjmuje już nowych inwestorów, a dostęp do baz z wynikami inwestycyjnymi jest płatny i obwarowany innymi ograniczeniami. Fundusze hedgingowe nie mają obowiązku publikowania swoich bieżących wyników i nawet agencje informacyjne muszą często polegać na informacjach pochodzących od samych inwestorów.

Kilkadziesiąt funduszy alternatywnych postanowiło w ostatnich latach zyskać kapitał poprzez sprzedaż na głównych europejskich giełdach udziałów funduszy zależnych, inwestujących bezpośrednio w ich strategie. Zyski wypracowywane przez macierzysty fundusz są odzwierciedlone w wycenie jednostek funduszu zależnego, którymi inwestorzy mogą obracać jak zwykłymi akcjami, nie martwiąc się o inwestycyjne limity czy sztywno określone daty umorzenia.

Emitentami są fundusze z odpowiednią historią inwestycyjną i renomą. W taki sposób pod koniec 2006 r. rekordową kwotę 1,5 mld EUR zebrał w Amsterdamie fundusz Marshall Wace oferujący oryginalną strategię akcyjną TOPS. Inne znane firmy to Dexion i Thames River, których fundusze funduszy hedgingowych są notowane w Londynie. Obecnie można kupić udziały blisko 50 funduszy tego typu, przede wszystkim na giełdzie londyńskiej, ale także w Zurichu oraz Amsterdamie. Ich wyszukanie i analiza mogą być pracochłonne, ale na szczęście w odróżnieniu od klasycznych funduszy hedgingowych przyszli inwestorzy mają dostęp do witryn internetowych z informacjami o strategii i bieżącej wycenie. Dopóki nie pojawią się wyraźne oznaki wychodzenia gospodarki i rynków akcji z przedłużającej się zapaści, ten trudny, być może wieloletni jeszcze okres, lepiej przeczekać z portfelem odpowiednio zabezpieczonym przed przykrymi niespodziankami.

Włodzimierz Uniszewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Włodzimierz Uniszewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu