Truskawka daje pieniądz

Dorota Wojnar
opublikowano: 13-08-2008, 00:00

Postanowili zarobić na rolnictwie i zaszczepić w Polakach ideę ekoodżywiania. Pierwsze już osiągnęli, nad drugim wciąż pracują.

Symbio Polska

Postanowili zarobić na rolnictwie i zaszczepić w Polakach ideę ekoodżywiania. Pierwsze już osiągnęli, nad drugim wciąż pracują.

Ekologiczną uprawą ziemi może się dziś pochwalić ponad 7 tys. polskich gospodarstw rolnych. Dziesięć lat temu, gdy Symbio Polska stawiała pierwsze kroki, było ich 30 razy mniej. Właściciele firmy przyznają: momentami to była orka — oduczyć rolników sypania chemii. Ale widać ciężko pracowali, bo w ubiegłym roku spółka miała sprzedaż na poziomie 15 mln zł, a w tym spodziewa się 20 mln zł. Zaś owocami zebranymi przez pracujących dla niej rolników zajadają się m.in. Anglicy, Szwajcarzy, Holendrzy, Niemcy i Skandynawowie.

Zwalczyć stereotyp

Pomysł na polską firmę produkującą ekologiczną żywność urodził się za oceanem w połowie lat 90. Gdy w Polsce zmieniał się ustrój, Artur Tymiński, świeżo upieczony absolwent Akademii Rolniczej w Lublinie, wyjechał z żoną do Anglii, a potem do USA. Po sześciu latach emigracji postanowili wrócić do kraju i wraz z amerykańskim przyjacielem spróbować biznesu, o którym w Polsce mało kto słyszał. W Stanach rynek ekologicznej żywności właśnie intensywnie się rozwijał, a zdrowe jedzenie już trafiało na półki supermarketów. W Polsce ekologiczną produkcją parało się 250 rolników rozrzuconych po całym kraju.

— Kilka lat wcześniej mój przyjaciel próbował zająć się ekologią w Polsce. Pomysł był dobry, ale wywrócił się na polskich realiach, rozmowach z rolnikami. Nawiązał jednak cenne kontakty, m.in. z funduszem inwestycyjnym Caresbac SEAF, który obecnie jest naszym udziałowcem — o początkach opowiada Artur Tymiński, wiceprezes Symbio Polska.

Kolejne dwa lata budował strukturę firmy, negocjował z funduszem, rozmawiał z rolnikami. A wtedy polskie rolnictwo bardziej kojarzyło się z zacofaniem niż podążaniem za światowymi trendami.

— Najtrudniejsze były właśnie te rozmowy. Nie mieliśmy doświadczenia, a rolnicy nie mieli pojęcia, o czym mówimy. Jeździłem po remizach, urzędach gmin, ale im większe było spotkanie, tym gorzej wypadało. Bali się pytać, dlatego teraz spotykamy się w 7-8-osobowych grupach. Wtedy rolnik był przekonany, że dobre i opłacalne gospodarstwo musi mieć przynajmniej 100 hektarów. Ci z mniejszym areałem byli zagubieni. My im daliśmy jakąś perspektywę. Mówiliśmy, że małe gospodarstwo też można prowadzić tak, by zarobić — mówi wiceprezes spółki.

Ci, którzy się zdecydowali na wejście w ekorolnictwo, dostali od Symbio pomoc.

Zaufać ludziom

Spółka zaczęła działać w kwietniu 1998 r. Było pod górkę, bo w produkcji ekologicznej na efekty trzeba czekać trzy lata — tyle trwa proces certyfikacyjny. W tym czasie gospodarstwo musi stosować ekozasady, czyli zero środków chemicznych, ale jego produktu wciąż nie można sprzedać jako w pełni ekologicznego. Do tego trzeba było płacić za certyfikaty (wydatek 200- -500 zł za gospodarstwo).

— W tym czasie polskie certyfikaty nie były uznawane w UE, a my chcieliśmy nasze produkty eksportować. Uzyskaliśmy więc pomoc od firmy niemieckiej. To były ogromne koszty, ale na szczęście już mieliśmy inwestora — mówi Artur Tymiński.

Kilku rolników, którym udało się zdobyć certyfikaty już w pierwszym roku, zebrało 10 ton truskawek. Nie było to wiele, ale w 2007 r. firma wyeksportowała ponad tysiąc ton tych owoców.

— Zaczęliśmy od współpracy z 200 rolnikami, w tej chwili mamy ich 350, głównie z województwa lubelskiego i świętokrzyskiego, ale też z Mazur i Pomorza. Ci, którzy zdecydowali się z nami współpracować, musieli zmienić swoją mentalność — teraz są bardziej menedżerami niż rolnikami, bo muszą znaleźć ludzi do pracy na plantacjach i czuwać nad jakością tej pracy. Sprawdzają ich firmy certyfikujące, my też mamy własne kontrole. Ale podstawą naszej działalności jest zaufanie — mówi Artur Tymiński.

Wiceprezes spółki uważa, że z ekologiczną uprawą jest podobnie jak ze zdrowiem człowieka: zamiast leczyć (stosować środki chemiczne), trzeba zapobiegać chorobie (przystosować glebę, uprawiać dobre odmiany, w odpowiednim czasie reagować na chwasty). Taka produkcja jest trudniejsza dla rolnika, bo do kosza może wyrzucić kalendarz, z którego niegdyś wyczytywał, jakie opryski stosować w danym momencie.

— Rolnictwo trzeba kontrolować. Gdy kupujemy buty, wiemy, kto je zrobił, z jakiego materiału, dostajemy na nie gwarancję. Ale gdy kupujemy sałatę, nie mamy podstawowych informacji na jej temat — zauważa Tymiński.

Założyć wyspę

Obecnie firma produkuje około 3 tys. ton owoców i warzyw rocznie, głównie maliny, truskawki i porzeczki. Jest jednym z największych producentów truskawki ekologicznej na świecie. Jej owoce i warzywa trafiają do Nestlé, producenta m.in. odżywek dla dzieci, firm Heinz, Danone i największych producentów jogurtów w Wielkiej Brytanii i Szwajcarii. Od trzech lat spółka produkuje też własne soki, dżemy, płatki śniadaniowe i ciastka. Do tej pory owoce Symbio w 90 proc. trafiały na eksport, teraz firma zamierza podbić serca Polaków.

— Będziemy robić ekologiczne paczki ze świeżymi warzywami z dostawą do domu. Już raz próbowaliśmy zrealizować ten pomysł, ale wystartowaliśmy zbyt wcześnie. Ze względu na sezonowość owoców i warzyw, żeby w marcu nie zostać tylko z marchewką, będziemy współpracować z włoskim producentem i dystrybutorem ekologicznej żywności. Chcemy też promować własną markę Symbio — o planach mówi Artur Tymiński.

Produkty firmy można też znaleźć na ekologicznych wyspach, które wyrosły w kilkunastu hipermarketach w kraju: m.in. w Carrefourach we Wrocławiu, Krakowie i Gdańsku. Do pomysłu zapaliły się też sieci Społem, Tesco, Kaufland i Auchan.

Jeszcze w sierpniu firma chce zadebiutować na giełdzie New Connect. W tym roku liczy na uzyskanie około 3 mln zł.

— Gdy kilka lat temu mówiłem, czym się zajmuję, znajomi pukali się w głowę. Teraz twierdzą, że miałem nosa. Kiedyś byłem we Francji i zaproponowano mi współpracę z tamtejszymi rolnikami. Odmówiłem. Będziemy kupować produkty u polskich rolników. W tej branży nie liczą się tylko zyski, lecz także sposób myślenia — podsumowuje Artur Tymiński.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dorota Wojnar

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu