Trzeba się uczyć, jak myśleć

Rozmawiały Joanna Rubin i Jane Knap
opublikowano: 2022-08-19 13:30

Dziś bardziej niż kiedyś nie nadążamy za własnym postępem. Nie nadążamy za kontrastami i nierównościami, które są jego skutkiem. Zrobiliśmy gigantyczny postęp w dobrostanie i długości życia, a jednocześnie dostęp do medycyny jest nierówny. Jeśli za cel obierzemy sobie określenie podstawowego poziomu życia, poniżej którego nikt nie powinien spaść, i zrównoważony rozwój, mamy szansę planować politykę tak, by nie wydarzył się scenariusz wyrażony w hipotezie Marksa, że „proletariusze nie mają do stracenia nic poza kajdanami” – mówi Oded Galor, profesor ekonomii na Brown University i twórca zunifikowanej teorii wzrostu.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja
Przyspieszony postęp:
Przyspieszony postęp:
Możemy zainwestować w poszczególne umiejętności, np. programowania, korzystania z narzędzi, ale najprawdopodobniej za trzy lata będą przestarzałe. Dlatego ważne, by uczyć się, jak myśleć, a nie tylko rozwijać umiejętności związane z konkretną pracą zawodową – uważa prof. Oded Galor.
Peter Goldberg

Jaka jest według pana kompetencja przyszłości?

Świadomość tego, w jakim świecie dziś żyjemy.

Jaki to świat?

Przyspieszonego postępu technologicznego, gdzie jest duże zapotrzebowanie na osoby o szczególnych uzdolnieniach: szerokie łączenie zjawisk, wątków, próba rozumienia kontekstów, abstrakcyjnego i logicznego myślenia. Ważna jest też szybkość uczenia, rozumienie własnych emocji i radzenia sobie ze stanami emocjonalnymi innych ludzi, umiejętność dostrzegania, trafnego interpretowania i adaptacji w obcych realiach kulturowych. Dostrzeganie i adaptacja pomagają odnaleźć się w zmianie i to dotyczy m.in. rynku pracy.

Co dokładnie oznacza świat przyspieszonego postępu?

Możemy zainwestować w poszczególne umiejętności, np. programowania, korzystania z narzędzi, ale najprawdopodobniej za trzy lata będą przestarzałe. Dlatego ważne, by uczyć się, jak myśleć, a nie tylko rozwijać umiejętności związane z konkretną pracą zawodową. Za kilka lat wiele zawodów będzie wymagało zupełnie innego zestawu umiejętności. Stąd to takie istotne, by mieć szeroko zakrojony sposób myślenia. Nie każdy człowiek jest w stanie dostosować się do szybko zmieniającego się środowiska, np. technologicznego, i dlatego będą pojawiać się nierówności w skali, z jaką nigdy wcześniej nie mieliśmy do czynienia.

Jaki będzie ich skutek?

W życiu publicznym dominuje ekonomia i prowadzą nas przez nią ludzie biznesu, politycy, dziennikarze, a nawet aktywiści i nauczyciele, którzy kształcą przyszłych wyborców. Dziś bardziej niż kiedyś nie nadążamy jednak za własnym postępem. Nie nadążamy za kontrastami i nierównościami, które są jego skutkiem. Z jednej strony przez ostatnie 60 lat zrobiliśmy gigantyczny postęp w dobrostanie i długości życia, ale jednocześnie dostęp do leków i medycyny jest nierówny. W krajach mniej rozwiniętych dzieci nadal umierają na choroby tak łatwe do leczenia jak biegunka. Kolejne skutki będą zależały od tego, jak będzie prowadzona polityka na arenie międzynarodowej, jaką rolę odegra w niej ekonomia i czy będziemy na nią patrzeć przez pryzmat celów i wyzwań czekających ludzkość w najbliższym czasie. Jeśli za cel obierzemy sobie określenie podstawowego poziomu życia, poniżej którego nikt nie powinien spaść, i zrównoważony rozwój, mamy szansę planować politykę tak, by nie wydarzył się scenariusz wyrażony w hipotezie Marksa, że „proletariusze nie mają do stracenia nic poza kajdanami”.

Skąd się biorą nierówności na świecie?

W książce „Podróż ludzkości. O pochodzeniu bogactwa i ubóstwa” przedstawiam, że wiele nierówności w bogactwie narodów można przypisać historycznym i prehistorycznym siłom, które działały setki lat temu, tysiące lat temu, a nawet dziesiątki tysięcy lat temu. Stosunek dochodu na mieszkańca między najbogatszymi i najbiedniejszymi krajami na świecie 200 lat temu wynosił około 3:1. Dzisiaj stosunek między najbiedniejszymi i najbogatszymi regionami wynosi około 15:1, 20:1, a nawet 100:1 w zależności od tego, jak definiujemy regiony świata. Podczas badań odkryłem, że przejście od stagnacji do wzrostu spowodowała ta sama siła, która zwiększa nierówności, jakie widzimy dzisiaj. Niektóre społeczeństwa wystartowały wcześniej niż inne. A ci, którzy wystartowali wcześniej, powiększali lukę. Zacząłem zadawać sobie pytanie – dlaczego niektóre społeczeństwa rozwijają się znacznie wcześniej niż inne.

Jakie są odpowiedzi?

W ostatnich stuleciach dobrobyt gwałtownie wzrósł. W niektórych częściach świata nastąpiło to wcześniej, wywołując drugą poważną transformację: pojawienie się ogromnych nierówności w społeczeństwach. Siły instytucjonalne, czynniki kulturowe, geograficzne i społeczne z przeszłości napędzały społeczeństwa ich odrębnymi historycznymi doświadczeniami, wpłynęły na moment ich ucieczki z epoki stagnacji i spowodowały przepaść w bogactwie poszczególnych narodów. I ostatecznie wywołały różnorodność.

Ogólniki:
Ogólniki:
Bank Światowy wychodzi do państw z propozycją, by edukować społeczeństwa w taki sposób, by stopniowo wypełniać luki, zmniejszać nierówności między mniej i bardziej rozwiniętymi krajami. To wszystko szlachetny cel, jednak w tych rozwiązaniach brakuje konkretów, np. co powinno znaleźć się w programie nauczania – mówi prof. Oded Galor.
archiwum prywatne

Czego dziś nie rozumiemy w kwestii różnorodności?

Tego, że w ogóle społeczeństwa na świecie są zróżnicowane. Ma to związek z konkretnymi warunkami historycznymi i geograficznymi. Bardzo zróżnicowane społeczeństwa są obecnie w Afryce, a wbrew powszechnie panującemu przekonaniu jednorodne w obu Amerykach. Polityka sprzyjająca dobrobytowi powinna być inaczej zaprojektowana dla społeczeństw, które są stosunkowo jednorodne, a inaczej dla zróżnicowanych. Dlaczego tak jest? Różnorodność wiąże się z sprzecznymi wpływami na produktywność. Z jednej strony generuje niespójność społeczną, a z drugiej sprzyja wzajemnej inspiracji idei i innowacji.

Co pan ma na myśli?

Jeśli mamy bardzo zróżnicowane społeczeństwo, które cierpi z powodu braku spójności społecznej, system edukacji musi kłaść nacisk na tolerancję, szacunek dla odmienności, szacunek dla innych grup etnicznych. Jeśli skupimy się na społeczeństwie, które jest stosunkowo jednorodne, nacisk powinien być położony dokładnie na odwrót. Chcielibyśmy generować płynność kultury, by ludzie kwestionowali status quo, myśleli nieszablonowo. Mianowicie chcielibyśmy wygenerować płynność kulturową w miejscu, w którym jej brakuje.

Czym jest płynność kulturowa?

Obrazuje to wyprodukowana przez Baraka i Michelle Obamów „Amerykańska fabryka”, którą można obejrzeć na platformie Netflix. Film opowiada o tym, jak miliarder z Chin otwiera fabrykę w Ohio. Zatrudnia w niej amerykańskich pracowników, ale prowadzi ją tak samo jak robiłby to w Azji, co bardzo szybko doprowadza do konfliktu kultur. Film ten świetnie obrazuje też światowe problemy związane ze źle rozumianą i wdrożoną globalizacją. Większość problemów, z jakimi mierzy się fabryka, z powodzeniem można przenieść na arenę geopolityczną i społeczną.

Na przykład?

Bank Światowy wychodzi do państw z propozycją, by edukować społeczeństwa w taki sposób, by stopniowo wypełniać luki, zmniejszać nierówności między mniej i bardziej rozwiniętymi krajami. To wszystko szlachetny cel, jednak w tych rozwiązaniach brakuje konkretów, np. co powinno znaleźć się w programie nauczania, jak te programy dostosować do lokalnych systemów edukacji, kto te programy ma wdrażać, kto ma kształcić kadrę czy jak je dostosować do wymagań gospodarczo-społecznych.

Potrzebna zmiana:
Potrzebna zmiana:
Mniej rozwinięte społeczeństwa nie powinny specjalizować się jedynie w wytwarzaniu dóbr i usług, które są efektem ubocznym światowego handlu i potrzeb Zachodu. Bo to nie są kompetencje przyszłości i długoterminowo pogłębią globalne nierówności – twierdzi prof. Oded Galor.
archiwum prywatne

Na co trzeba byłoby zwrócić uwagę?

Nie przyglądamy się temu, jak uwarunkowania historyczne, geograficzne i kulturowe wpływają na zamożność. Przyzwyczailiśmy się do uproszczeń mówiących górnolotnie o wspólnej polityce, uniwersalnych i szybkich do wdrożenia rozwiązaniach. Przez to nie dajemy sobie czasu na analizę oddziaływania tych zjawisk. Zapominamy też o kontekstach lokalnych. Każde uniwersalne rozwiązanie trzeba dostosować do realiów konkretnego regionu, kraju. Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy działają wprawdzie w celu zmniejszenia nierówności między narodami, chciałyby pomóc słabiej rozwiniętym społeczeństwom w szybkim postępie i zmniejszyć przepaść między krajami rozwijającymi się, a krajami rozwiniętymi. Mimo to próba zmniejszenia tej luki w ostatnich kilkudziesięciu latach nie była zbyt skuteczna.

Dlaczego?

Bo nie możemy tworzyć jednej polityki dla wszystkich społeczeństw, narodów, bo każdy z nich ma indywidualną historię opartą na przykład na geopolityce, na instytucjach, które wpłynęły na rozwój gospodarczy, wpłynęły na mentalność jednostek. Czyli musimy tworzyć politykę, która będzie specyficzna dla danego kraju, zamiast jednej polityki, która będzie pasowała do wszystkich narodów. Dobrym przykładem są Polska i Ukraina. Polacy tak sprawnie pomagają Ukraińcom, bo rozumieją ich ból – łączy was historia, kultura, położenie geograficzne. Mimo własnej tożsamości narodowej i pełnej odrębności Polacy w mig rozumieją potrzeby sąsiadów. Czy pomoc w takiej samej skali oferowaliby innemu narodowi?

O czym jeszcze musimy wiedzieć?

Kiedy myślimy o handlu między dwoma państwami zachodnimi, jest to jednoznacznie korzystne, ponieważ umożliwia specjalizację, rozproszenie technologiczne i typowe korzyści z handlu dwóch krajów, które są na równi. Ale kiedy myślimy o handlu między krajami zachodnimi i krajami, powiedzmy, specjalizującymi się w rolnictwie, ale mniej rozwiniętymi, problem polega na tym, że część tego handlu skłania mniej rozwinięte społeczeństwa do specjalizacji w produkcji dóbr niezbyt lukratywnych. Czyli na dłuższą metę wymagających niskiego kapitału intelektualnego, a co za tym idzie, nieprzynoszących wiele kapitału dla narodu, więc maleją szanse na rozwój tego narodu, choćby w dziedzinie lokalnej technologii. Mniej rozwinięte społeczeństwa nie powinny specjalizować się jedynie w wytwarzaniu dóbr i usług, które są efektem ubocznym światowego handlu i potrzeb Zachodu. Bo to nie są kompetencje przyszłości i długoterminowo pogłębią globalne nierówności.

Oded Galor

Profesor ekonomii na Brown University i twórca zunifikowanej teorii wzrostu, badacz interdyscyplinarny, specjalista w dziedzinie wzrostu gospodarczego, makrohistorii, ewolucji kulturowej i matematycznej dziedziny dyskretnych układów dynamicznych. „Frankfurter Allgemeine Zeitung” wymienił Odeda Galora jako jednego z pięciu głównych kandydatów do Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii.

Naukowiec jest autorem książki „Podróż ludzkości. O pochodzeniu bogactwa i ubóstwa”, która przedstawia rewolucyjną perspektywę dotyczącą źródeł bogactwa i globalnej nierówności. Autor uważa, że wiele nierówności w bogactwie narodów można przypisać historycznym i prehistorycznym siłom, które działały nawet dziesiątki tysięcy lat temu.

Możesz zainteresować się również: