Rząd przedstawił propozycję wsparcia kredytobiorców hipotecznych, z których cześć doświadcza dużego wstrząsu finansowego związanego ze skokowym wzrostem stóp procentowych. Udzielenie pomocy ludziom, którzy zaczynają tracić płynność finansową, jest zrozumiałe. Ale forma pomocy, która jest skierowana do wszystkich, a nie tylko tych w najtrudniejszej sytuacji, może budzić kontrowersje trojakiego rodzaju: makroekonomiczne, finansowe i etyczne.
We wtorek rząd przedstawił trzy instrumenty pomocy kredytobiorcom. Po pierwsze, będą to wakacje kredytowe dla wszystkich posiadaczy kredytów hipotecznych w złotych. Oznaczają one możliwość darmowego odłożenia na przyszłość płatności czterech rat w 2022 roku i czterech rat w 2023 roku. Po drugie, jest to zwiększenie dostępności wsparcia dla osób w najtrudniejszej sytuacji finansowej, które są bezrobotne lub których płatności kredytowe przekraczają połowę dochodu. Po trzecie, będzie to zmiana wskaźnika WIBOR, na którym oparte są raty kredytów, na inny wskaźnik.

Propozycje te już kilka tygodni temu zapowiedział premier Mateusz Morawiecki na Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach, ale wstrzymałem się z ich opisaniem do czasu publikacji projektu.
Uważam, że wsparcie kredytobiorców w warunkach bezprecedensowego wzrostu stóp procentowych może być potrzebne. Polscy politycy i bankowcy przez 20 lat budowali system, w którym głównym sposobem na zdobycie własnego mieszkania, pomijając dziedziczenie, jest kredyt. Mówimy tutaj o realizacji jednej z głównych potrzeb społecznych, a nie spekulacyjnych inwestycjach. Gwałtowny skok stóp zaburza sytuację wielu kredytobiorców w stopniu nieprzewidzianym nie tylko przez nich samych, ale też przez ekspertów, instytucje prywatne i publiczne. Standard życia niektórych rodzin ulegnie radykalnemu pogorszeniu, a część może stracić płynność finansową, czyli zdolność spłaty zobowiązań. A jednocześnie przy odpowiednim zarządzaniu gospodarką ten skok stóp powinien być przejściowy.
Kłopot w tym, że pomagać powinniśmy tym, którym grozi utrata płynności i niewypłacalność (z ryzykiem utraty mieszkania), a nie wszystkim. Pomagając wszystkim, szkodzimy stabilności gospodarczej, wiarygodności systemu finansowego i zaufaniu. Co więcej, pomagając powinno się tworzyć trwałe reguły gry, które da się utrzymać przez lata lub dekady. Dlatego z trzech złożonych propozycji problem stanowi pierwsza – powszechne i darmowe wakacje kredytowe. Dwie pozostałe są albo neutralne (zmiana wskaźnika referencyjnego dla kredytów w długim okresie będzie bez znaczenia), albo pozytywne (wsparcie dla najbardziej potrzebujących). Uwagę skupię więc na problemie.
Wakacje kredytowe oznaczają de facto możliwość uzyskania pożyczki na 0 proc. Odkładamy bowiem jedną trzecią rocznych rat w latach 2022-23 na kolejne lata, tak jakbyśmy zaciągali nieoprocentowaną pożyczkę. Zaszyte są w tym dwa efekty o znaczeniu makroekonomicznym. Po pierwsze, jest to dotacja dla kredytobiorców udzielona kosztem banków. Rynkowe stopy procentowe wynoszą obecnie niemal 7 proc., a wkrótce będą jeszcze wyższe, więc banki są zmuszone udzielić pożyczki poniżej rynkowych stóp procentowych. Po drugie, jest to tzw. impuls kredytowy, czyli zwiększenie zadłużenia mogące wywołać wzrost popytu i dodatkową inflację. Jeżeli robimy to na szczycie cyklu koniunktury, to możemy destabilizować gospodarkę.
Pierwszy z tych efektów oznacza regulacyjną redystrybucję dochodu od akcjonariuszy banków do kredytobiorców. Jeszcze do niedawna można było argumentować, że banki korzystające z finansowej ochrony państwa (poprzez wsparcie płynnościowe banku centralnego lub gwarancję depozytów) powinny dużą część swoich dochodów oddawać w formie podatków i opłat. Pamiętajmy jednak, że już dziś zyskowność banków wcale nie jest bardzo wysoka, a poza tym ich akcjonariuszami są w coraz większej mierze przyszli polscy emeryci. Rząd zachęcał ludzi do oszczędzana w pracowniczych planach kapitałowych (PPK), które lokują część pieniędzy w akcjach, m.in. banków. Przeświadczenie polityków, że można dowolnie obniżać zyski jakiejś branży w celach redystrybucyjnych, może mieć fatalne skutki dla kapitałowej części systemu emerytalnego.
Drugi z efektów – czyli impuls popytowy – może być proinflacyjny i doprowadzić do jeszcze większych podwyżek stóp procentowych. Łączna wielkość rat możliwych do odłożenia może wynosić ok. 0,6-0,8 proc. PKB. Oczywiście część osób nie skorzysta z wakacji kredytowych, a część tych, którzy skorzystają, zwiększy oszczędności. Dodatkowy popyt z tytułu wakacji może więc wynosić ok. 0,2-0,3 proc. PKB. Nie jest to dużo, to równowartość małej podwyżki stóp - o 0,25 pkt proc. Jeżeli jednak zmienimy założenia, może się okazać, że tych podwyżek stóp procentowych w celu ograniczenia popytu może być potrzebnych więcej.
To jeden z wielu proinflacyjnych kroków, obok obniżki podatków i bardzo wysokiej podwyżki płacy minimalnej. Trudno nie dostrzec ryzyka, że zażarty konflikt polityczny przełoży się na dalszy ciąg tego typu działań. W ekonomii politycznej znany jest problem licytujących ugrupowań, które mogą obniżyć wartość dobra publicznego (stabilność makroekonomiczna) jeżeli alternatywą jest dla nich jeszcze bardziej bolesna utrata własnych zasobów (benefity z bycia u władzy w Polsce są duże).
Na to wszystko nakłada się problem etyczny. Pomagając en masse wszystkim kredytobiorcom, daje się sygnał tym, którzy nie chcieli zaciągać kredytu, że ich ostrożność to... brak rozsądku.
