W styczniu 2026 roku rurociąg TurkStream stał się faktycznie jedynym szlakiem dostaw rosyjskiego gazu do Europy. Po wygaśnięciu umowy tranzytowej z Ukrainą średnie dzienne przesyły przez Turcję wzrosły o 10,3 proc. rok do roku do 55,8 mln metrów sześciennych. Łącznie Gazprom przesłał tą drogą 1,73 mld metrów sześciennych gazu, wobec 1,57 mld metrów sześciennych rok wcześniej.
Historyczna zapaść eksportu rurociągowego
Wzrost na jednym kierunku nie zmienia jednak ogólnego obrazu. W 2025 roku eksport gazu Gazpromu do Europy spadł o 44 proc. do 18 mld metrów sześciennych, co jest najniższym poziomem od lat siedemdziesiątych XX wieku. Dla porównania w latach 2018–2019 dostawy przekraczały 175 mld metrów sześciennych rocznie. Choć koncern nie publikuje już szczegółowych danych, europejscy operatorzy potwierdzają trwałe załamanie rosyjskiej pozycji.
Ukraina ratuje sieć rekordowym importem prądu
Równolegle Ukraina notuje historyczne poziomy importu energii elektrycznej. W styczniu 2026 roku sprowadziła z UE 894 gigawatogodziny prądu, o 40 proc. więcej niż miesiąc wcześniej. To najwyższy wynik od początku pełnoskalowej wojny i bezpośredni efekt ataków na elektrownie oraz sieci przesyłowe. Największym dostawcą pozostają Węgry, odpowiadające za 45 proc. wolumenu.
Strategiczne uderzenia w system gazowy i elektryczny
Rosyjskie działania wojenne coraz wyraźniej koncentrują się na niszczeniu infrastruktury energetycznej, zarówno elektroenergetycznej, jak i gazowej. Rekordowy import prądu z Unii Europejskiej staje się natomiast dla Ukrainy kluczowym narzędziem zapobiegania blackoutowi. Sytuacja ta cementuje nowy podział na energetycznej mapie kontynentu, gdzie Rosja zostaje zepchnięta na południowy margines, a Ukraina integruje się z systemem unijnym w trybie awaryjnym.
