Audi, Lexus, Tesla, Bentley, Lamborghini i Alpina. Oto elita polskiego segmentu premium. Tym razem nie pod względem liczby zarejestrowanych aut, lecz umiejętności przyspieszania pod górkę.
Prawie zielona wyspa
Pandemia wespół z ostrymi normami środowiskowymi załamała popyt na nowe samochody osobowe. W całej Europie rynek dosłownie klęknął. W Polsce między styczniem a końcem października 2020 r. zarejestrowano niespełna 335,2 tys. nowych samochodów osobowych, a to o ponad 28 proc. mniej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Żadna marka z segmentu aut popularnych nie odnotowała wzrostu, przeciwnie – większość poniosła ogromne, dwucyfrowe straty. Popularność Mazdy spadła o prawie 67 proc., Opel musiał się pogodzić ze spadkiem rzędu 60 proc. a Dacia – ponad 41 proc. Na tym tle segment droższych aut wydaje się zieloną wyspą (no dobrze, niezupełnie). Od początku roku zarejestrowano w Polsce ponad 59,8 tys. aut osobowych zaliczanych do tej prestiżowej grupy. To rzecz jasna mniej niż rok wcześniej, ale zaledwie o 5,5 proc.
W sytuacji, gdy dookoła sprzedaż się wali, należy uznać ów spadek za symboliczny. Co więcej, wśród 22 marek aut osobowych sklasyfikowanych w tym segmencie aż sześć poprawiło wynik w porównaniu do 2019 r. Przez 10 miesięcy tego roku zarejestrowano o 11,5 proc. więcej modeli Audi (12,2 tys.) i ponad 6 proc. więcej Lexusów (3,4 tys.), a Tesla z 135 rejestracjami odnotowała 75 proc. wzrost. Ultradrogie Lamborghini miało ponad 12 proc. wzrostu (rejestrując 46 aut), a Bentley z 50 zarejestrowanymi modelami poprawił wynik o prawie 9 proc. Niemiecka Alpina zarejestrowała w tym roku 13 samochodów, czyli o 44 proc. więcej niż rok temu. Pandemia nie zaszkodziła (ale i nie pomogła) Rolls Royce’owi. Szacowna brytyjska marka przeszła przez 10 miesięcy tego roku, nie zwracając uwagi na zawieruchę. Zarejestrowano 11 aut ze spirit of ecstasy na masce, czyli dokładnie tyle samo, ile rok wcześniej. Podobnie obojętnie przeżyła 2020 r. na polskim rynku francuska marka Alpine (po 13 zarejestrowanych modeli w tym i 2019 r.).
Trzy czynniki
Dzięki temu, że segment droższych aut stracił w tym roku zdecydowanie mniej niż grupa samochodów bardziej dostępnych, urósł jego udział w naszym rynku. Dziś prawie co piąte rejestrowane nowe auto ma metkę premium, pod koniec 2019 r. – zaledwie 15 proc. Co sprawia, że w tym roku klientów w salonach dla zamożnych wielbicieli indywidualnej mobilności ubywa wolniej, a czasem wręcz przybywa? Trzy zjawiska. – Pierwszym jest coraz większa dostępność narzędzi finansowych. Dzięki najmowi, leasingowi czy innym programom znacznie rośnie grupa ludzi, których stać na droższe auto. Rozwój tego typu narzędzi znacznie przyspieszył w pandemii. Warto również pamiętać o ograniczeniu wydatków na inne rzeczy, np. podróże. Zdecydowanie więcej wydają na nie osoby zamożne. Ograniczenia w możliwości przemieszczania się powodują, że duża część zaoszczędzonych pieniędzy jest w stanie pokryć półroczne lub roczne koszty finansowania – wyjaśnia Wojciech Drzewiecki, prezes Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar. Kolejnym czynnikiem jest naturalna odporność dóbr luksusowych na spowolnienia czy kryzysy. – Jak zwykle w sytuacjach kryzysowych najlepiej się broni segment premium, ponieważ te pojazdy trafiają do najwyższej kadry menedżerskiej i zamożnych nabywców indywidualnych – mówi Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.
Jest też trzeci powód – nieco zakrzywiający obraz rynku reeksport. – Nie możemy wykluczyć, że część aut wyjechała za granicę. Poprawa w liczbie rejestracji jest m.in rezultatem słabnię̨cia złotego, co się przekłada na wzrost zainteresowania naszą̨ ofertą, również premium, klientów spoza Polski – wskazuje Wojciech Drzewiecki.







