Ubezpieczeniowa cisza przed burzą

opublikowano: 12-06-2019, 22:00

Suma składek ubezpieczeniowych nie rośnie, a zyski — owszem. W sektorze tli się wojna cenowa, na której mogą skorzystać kierowcy.

Polska Izba Ubezpieczeń (PIU) podsumowała wyniki branży za I kw. 2019 r. Branża wypracowała 1,1 mld zł zysku netto — o 8,6 proc. więcej niż rok wcześniej. Spółki zapłaciły 343 mln zł podatku dochodowego i około 120-130 mln podatku od aktywów. Firmy łącznie zebrały od klientów 16,3 mld zł składek ubezpieczeniowych.

Jest to zaledwie 0,6 proc. więcej niż rok wcześniej.

— Za nami kwartał stagnacji i wypatrywania wojny cenowej w ubezpieczeniach komunikacyjnych, której pierwsze symptomy już widać na horyzoncie. Ubezpieczyciele badają, o ile mogą obniżyć stawki, zbroją się w narzędzie do taryfikacji składek i czekają tylko na to, kto pierwszy ruszy do walki. Według mnie jest duże ryzyko, że wojna wybuchnie, ale ceny nie powinny być aż tak niskie, jak u schyłku poprzedniej wojny cenowej w 2015 r., gdy za polisę OC średnio płaciło się około 400 zł, a obecnie — 650 zł. Z korzyścią dla zakładów i klientów będzie, jeśli cenniki pozostaną na co najmniej obecnym poziomie, wówczas ubezpieczenia będą się rozwijać. W którym kierunku pójdą firmy, powinno się wyklarować w najbliższych miesiącach — prognozuje Marcin Broda, analityk Ogma, wydawcy „Dziennika Ubezpieczeniowego”.

Na ochronę swoich pojazdów Polacy wydali w minionym kwartale prawie 6 mld zł, z czego około 3,7 mld zł stanowiły składki na OC, a około 2,2 mld zł — autocasco. Polisy komunikacyjne stanowią około 60 proc. majątkowej gałęzi biznesowej, w której nie najlepiej maluje się krajobraz sektora małych i średnich przedsiębiorstw.

— Tutaj problem jest złożony. Firmy ubezpieczają majątek bardzo rzadko, a jeśli już to robią, to w podstawowym zakresie. Pobocznym problemem są opóźnienia w płaceniu składek — wolumen jest niewielki, ale wymusza na zakładach kolejne kroki, jak np. windykacja. Nie zmienia to faktu, że biznes powinien w końcu poważnie pomyśleć o ochronie — twierdzi Marcin Broda.

Jan Grzegorz Prądzyński, prezes PIU, zwraca uwagę na problem w ubezpieczeniach życiowych. Wyjaśnia, że Polacy wydali na tego typu polisy ponad 5,2 mld zł (o 7,7 proc. mniej niż przed rokiem), a otrzymali w ramach odszkodowań i świadczeń prawie 5,1 mld zł (spadek o 6,7 proc.). Spadek zainteresowania ubezpieczeniami na życie to pokłosie polis z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym (UFK), które miały być dodatkowym źródłem dochodów na emeryturze czy zabezpieczeniem przyszłość dzieci na studiach. Umowy, które zakłady zawierały z klientami, zwykle na około 15 lat, powoli wygasają, a rynek zrażony do tego typu produktów (w przypadku wcześniejszej rezygnacji niektóre zakłady naliczały wysokie opłaty likwidacyjne) kupuje coraz mniej polis na życie. W I kw. ubezpieczyciele z obu gałęzi ubezpieczeniowych — życiowej i majątkowej — wypłacili 10,2 mld zł odszkodowań i świadczeń, w tym 3,7 mld zł z koszyka komunikacyjnego.

— Wyniki za I kw. nie obejmują kosztów podtopień i wichur, które miały miejsce w maju tego roku. Wiadomo jednak, że zakłady ubezpieczeń są przygotowane na wszelkie zjawiska pogodowe, zarówno pod kątem organizacyjnym, jak i finansowym. Najprostsze szkody są likwidowane już w jeden dzień, a ubezpieczyciele powszechnie stosują uproszczone procedury — zauważa Andrzej Maciążek, wiceprezes PIU.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karolina Wysota

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy