Uchem, nie okiem

Jacek Konikowski
14-08-2008, 00:00

Jaki interes mogli założyć biznesmen z liczydłem i dźwiękowiec z pomysłem? Tylko jeden dźwiękowy.

eżeli ktoś sądzi, że przypadek w biznesie jest dziełem przypadku, nie zarobi nawet złotówki. Jasne, że na wykładach o tym nie uczą. Bo w biznesie nie ma miejsca na przypadkowość. Tyle teoria. Praktyka zaś pokazuje, że może być inaczej.

— Ze trzy lata temu akurat wpadł mi w ręce jakiś artykuł w gazecie na temat rozwijającego się w Polsce rynku audiobooków. Była tam, co prawda, tylko informacja o tym, że wydawane są audiobooki głównie na płytach CD, ale pomyślałem, że może warto zainteresować się formą do pobrania. Wtedy mówiło się również o VOD, startowały sklepy z muzyką do pobrania itp. Początkowo myślałem, że uda się założyć prosty sklep, nawet zrobiłem projekt, zarejestrowałem domenę Audioteka.pl. Myślałem też, że sam zajmę się nagrywaniem książek — wspomina Błażej Kukla.

Dźwiękowiec z filmu

Ciekawa postać. Dźwiękowiec. Pół życia spędził na planach filmowych z mikrofonem w ręku. Od ponad 10 lat związany z TVP. Reżyser dźwięku, realizował wiele nagrań muzycznych, współpracował przy udźwiękowieniu licznych filmów dokumentalnych (m.in. „Prosta historia”, „Wolność jest darem Boga”), teatrów telewizji (m.in. „Słowo honoru”, „Wampir”) oraz wielu seriali (m.in.: „Oficerowie”, „Boża podszewka”) i filmów fabularnych („Mój Nikifor”, „Pogoda na jutro”). Nominowany w 2002 r. do Orła, Polskiej Nagrody Filmowowej w kategorii: najlepszy dźwięk za rok 2001. Ukończył inżynierię komputerową na Wydziale Elektrycznym Politechniki Warszawskiej oraz reżyserię dźwięku Akademii Muzycznej w Warszawie.

Kto wie, w jakim garażu Błażej nagrywałby dzisiaj swoje audiobooki, gdyby nie spotkał Marcina. Ten go natchnął. Chłopie, zróbmy to razem! Bo Marcin ma dryg do start-upów. I biznesu w zalążku.

Droga na Hel

Wieje. Dla deskarza czy kajciarza brzmi to jak hasło: jedziemy. Czyli na Hel, do mekki jednych i drugich. Droga daleka. Z Warszawy pięć lub więcej godzin jazdy. To nic, gdy wieje.

— O czwartej zjadasz chrupki z jogurtem, a 15 minut później już rozkładasz kite’a na piasku Zatoki Puckiej. Tylko te godziny drogowej męki. Kompletna strata czasu. Jak człowiek w każdy weekend zmaga się z kilometrami, a to nad morze, a to na skałki, żeby się powspinać, gdy nie wieje, to myśli. I po głowie błąkają się myśli, takie jak audioteka — mówi Marcin Beme.

Ścisły umysł. Ekonomia, matematyka, informatyka — w małym palcu. Z zarządzania strategicznego i finansów też dobry. To znawca venture capital i private equity. Dlatego gdy usłyszał o pomyśle Błażeja, wiedział, że może zadziałać. Kiedy odpowiednio do niego podejść. Dlatego odradził mu kupowanie sklepu w pudełku i sprzedawanie w nim audiobooków. Do tego trzeba podejść z głową, mówił Błażejowi. Odtąd losy dźwiękowca i biznesmena splotły się nierozerwalnie. Założyli wspólną firmę Maxioma. Coś na kształt amerykańskiego funduszu inwestycyjnego elevation partners (fundusz typu venture capital/private equity), który specjalizuje się w inwestycjach w zakresie treści cyfrowych (potocznie kontent) i mediów. Jako pierwsze dzieło Maxiomy Marcin i Błażej stworzyli to, o czym obaj myśleli — Audioteka.pl. Nie sami.

Bajka dla dzieci

Co znaczy przypadek. Gdy nasi bohaterowie szukali kogoś, kto zaprojektowałby dla nich sklep internetowy, zapukali do lidera w branży marketingu i technologii internetowych, giełdowej spółki K2. Nie wiedzieli jeszcze, że za tymi drzwiami Michał Lach, założyciel K2, marzył właśnie o tym, aby stworzyć serwis z czytanymi bajkami dla dzieci, z którego mógłby czerpać garściami bajki dla swoich pociech.

— Kiedy Michał usłyszał o naszym pomyśle, od razu się do niego zapalił, wspominając, że przecież przy okazji moglibyśmy również sprzedawać na przykład bajki dla dzieci — wspomina Błażej.

Wspólnie napisali strategię Audioteka.pl i założyli spółkę MDPL, w której rozwijają pomysł audiobooków. Udziały podzielili fifty-fifty. Stanowisko prezesa MDPL objął Błażej Kukla, w radzie nadzorczej spółki obok Marcina Bemego zasiedli Michał Lach oraz były minister skarbu i specjalista od rynku kapitałowego Jerzy Strzelecki.

Mówiona książka

Czymże jest Audioteka.pl, skoro tak bardzo rozpala męską wyobraźnię? To internetowa hurtownia i sklep zajmujący się wyłącznie dystrybucją audiobooków, czyli książek w postaci nagrań dźwiękowych. Lektor czyta, ty słuchasz. Nagrania są dostępne w formacie do bezpośredniego pobrania i odtwarzania na komputerze, na odtwarzaczach MP3, w komórkach, sprzęcie domowym, odtwarzaczach samochodowych (z płyty CD lub z pamięci flash), a jak trzeba będzie, to także w kosiarkach do trawy.

Pomysł nie jest nowy. W internecie działa sporo serwisów, z których można ściągnąć audiobooki. Ale nie mówcie tego Błażejowi czy Marcinowi, bo zaczną wam tłumaczyć, że audioteka to coś zupełnie innego, i to równie przekonywająco, jak Michał Lach do swojej zupy pomidorowej z ginem.

— Jest to innowacja na polskim rynku, gdyż dotąd najwięksi wydawcy nie udostępniali swoich utworów online w formie audiobooka. Poza tym coraz więcej naszych wydawców wpada na pomysł, żeby premierę książki drukowanej połączyć z premierą audiobooka. Na Zachodzie to niemal reguła. Tak było m.in. w wypadku ostatniej części przygód Harry’ego Pottera oraz najnowszej książki Jerzego Pilcha „Marsz Polonia”. Również na tegorocznych majowych Międzynarodowych Targach Książki audiobooki zaprezentowane zostały w największym dotychczas zakresie — przekonuje Błażej.

Ale konkurencja oferuje to samo. Jakaż więc to innowacja?

— Bijemy ją ofertą. Zdecydowanie będziemy sklepem z najbogatszą ofertą. Będziemy mieć coś dla każdego — od hitów i bestsellerów po bardzo niszowe nagrania, które dzięki efektom „długiego ogona” w internetowym handlu będą równie atrakcyjne dla sklepu, jak dla dostawców. Będziemy mieć też produkty nigdy dotąd niedostępne w tej formie dla klientów. Poza tym, bijemy konkurencję jakością i wygodą usługi. Jesteśmy „Seamless service” — audiobooki są u nas łatwo dostępne, wygodnie i sprawnie podane klientowi. Jesteśmy pod ręką — jesteśmy w dużej mierze ofertą na „downtime” (w międzyczasie), czyli trzeba dać klientowi dostęp do audiobooka wtedy, kiedy go potrzebuje. Poza tym mamy jasną i zrozumiałą strategię cenową. Obecnie na rynku są audiobooki w cenie od 10 do 150 zł i klient nie wie, czy ten audiobook za 150 jest dziesięć razy lepszy od tego za 10 zł i co to znaczy lepszy? — mówi Marcin.

— Ale przede wszystkim koncentrujemy się wyłącznie na audiobookach. Na Audioteka.pl nigdy nikt nie znajdzie innej rzeczy niż audiobooki, ani filmów, ani muzyki czy dzwonków etc. Audiobooki to cały czas trudny produkt, który wymaga bardzo dużej koncentracji i zbudowania bardzo wyraźnego i jasnego pozycjonowania — klient, kiedy pomyśli audiobook, ma myśleć Audioteka.pl — dodaje Błażej.

Obaj wraz z Lachem przekonują, że audiobook to bardzo perspektywiczny produkt, który z jednej strony łączy obcowanie z dziełem literackim, a z drugiej często z wybitną interpretacją aktorską, że następuje renesans książki mówionej w Polsce, a wraz z nim wzrasta zainteresowanie wydawców, autorów oraz wykonawców aktorów taką formą. W końcu, że doskonała książka przeczytana przez wybitnego aktora to niezwykle atrakcyjny produkt.

Śladem Amerykanów

Na Zachodzie, gdy ktoś pomyśli o aukcji internetowej, zaraz wchodzi na eBay. Gdy najdzie go ochota na książkę, klika w Amazon.com. A gdy na wybierze audiobooka, sklep Audible.com, który powstał tak jak Audioteka.pl, w garażu. Po kilku latach, dosłownie kilka miesięcy temu, został przejęty przez Amazon.com za ponad 300 mln dolarów. Pod koniec zeszłego roku Audible.com osiągnął przychody 110 mln dolarów i 4 mln dolarów zysku netto.

To i tak niewiele. Według danych organizacji American Association of Publisher, zrzeszającej wydawców nagrywanych książek, w ubiegłym roku tylko w USA rynek audiobooków wart był prawie 900 mln dolarów. Przy całkowitej sprzedaży książek w USA, szacowanej na 25 mld dolarów, audiobooki stanowią około 3,75 proc. książek tego rynku.

Dlatego wielu uważa, że właśnie audiobooki mogą uratować malejącą popularność literatury związaną ze spadkiem sprzedaży książek, co może być o tyle uzasadnione, że już 25 proc. Amerykanów słucha książek. Jak dowodzą sondaże, w Niemczech ponad 30 proc. ludzi słucha audiobooków często, a ponad 40 proc. raz na jakiś czas. Tam też aż 1,7 mln obywateli kupiło „Harry’ego Pottera” w wersji audio, a ponad 300 tys. zdecydowało się posłuchać „Władcy pierścieni”. Audiobooków masowo słuchają Niemcy w wieku 25-40 lat — w samochodzie, przy pracy, w domu.

A w Polsce? Rynek audiobooków ma szansę urosnąć do poziomu krajów zachodnich i choć droga do tego jeszcze długa, to zewsząd płyną dobre sygnały. Jeszcze w 2003 r. dostępnych było na rynku 60 audiobooków, w 2006 r. już 200 tytułów, a pod koniec zeszłego ponad 600. Średnie nakłady jednego tytułu rosły od 500 sztuk w 2003 r. do 3 tys. w 2007 r. Aż pięćdziesięcioprocentowy wzrost sprzedaży zanotowały także internetowa księgarnia Merlin.pl i sieć Empik oraz warszawski Traffic.

Uruchomienie Audioteki.pl ma nastąpić na początku września.

— Pod względem technologicznym przedsięwzięcie jest domknięte i dopracowane, trwa kończenie ostatnich rozmów z kilkudziesięcioma wydawcami z kraju i zagranicy — zapewnia Michał Lach.

Firma jest praktycznie gotowa, zapakowana do pudełka i czeka. Na start, żeby z hukiem wyskoczyć niczym tancerka z tortu na wieczorze kawalerskim. Może być interesująco.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Konikowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / Uchem, nie okiem