Ponad 40 mln zł — tyle w tym roku wyniosą wpływy Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego (UFG) z tytułu kar ściąganych od kierowców, którzy nie kupują obowiązkowych ubezpieczeń OC komunikacyjnego. To o połowę więcej niż kwota, którą fundusz zebrał z tego tytułu w 2013 r. (26 mln zł). — To kolejny rok, w którym notujemy rekordowe wpływy z kar. Jeśli uda nam się utrzymać taką dynamikę, to wkrótce mogą one stać się głównym źródłem finansowania naszej działalności — mówi Elżbieta Wanat-Połeć, prezes UFG.

Fundusz jak czołg
Kierowana przez nią instytucja pełni funkcję bezpiecznika na rynku ubezpieczeniowym. Oprócz wypłacania odszkodowań za ubezpieczycieli, którzy zbankrutowali, płaci także za kierowców, którzy powodują wypadki bez ważnej polisy OC. Dlatego też w jej interesie jest ściąganie od nich kary za brak ubezpieczenia (obecnie jest to ponad 3 tys. zł).
— W ostatnich latach poprawiliśmy efektywność. Dużo nam daje współpraca z ubezpieczycielami, dzięki niej wykrywamy kierowców, którzy przestali ubezpieczać swój pojazd, a więc możemy od razu interweniować — mówi Zdzisława Cwalińska-Weychert, wiceprezes UFG.
Jej zdaniem, fundusz musi być tutaj jak czołg, bo boryka się z takimi samymi problemami jak reszta rynku ubezpieczeniowego. Chodzi o szybki wzrost wartości świadczeń, w szczególności osobowych, który nie ma pokrycia w składkach. Chociaż UFG nie sprzedaje polis, to wojna cenowa, która szaleje na rynku komunikacyjnym, dotyka także jego. Głównym źródłem finansowania funduszu jest bowiem uiszczana przez ubezpieczycieli opłata w wysokości 1,3 proc. ich przypisu ze sprzedaży obowiązkowych ubezpieczeń OC.
— Jesteśmy w trakcie rozłożonego na kilka lat procesu zwiększenia rezerw na odszkodowania. Docelowo chcemy mieć na ten cel 400 mln zł — mówi Elżbieta Wanat-Połeć. W zdecydowanej większości mają one zabezpieczyć wypłatę przyszłych szkód osobowych. Ich udział w portfelu UFG jest wyższy niż w przypadku ubezpieczycieli. Choć wartość wypłacanych przez fundusz odszkodowań jest obecnie stała i wynosi około 70 mln zł rocznie, to w przyszłości mocno wzrośnie.
— Trafia do nas coraz więcej starych szkód osobowych, które wcześniej nie były zgłaszane. Łączy je jeden wspólny element: poszkodowanym jest pieszy, który poruszając się nocą w stanie upojenia alkoholowego, został potrącony przez samochód prowadzony przez nieznaną osobę. Członkowie jego rodziny dochodzą od nas odszkodowań za ból i cierpienie, które spowodowała u nich śmierć osoby bliskiej — tłumaczy Zdzisława Cwalińska- -Weychert.
Kierunek regres
Na wzrost wypłacanych odszkodowań wpłyną także wytyczne dotyczące likwidacji szkód komunikacyjnych, które wydała kilka dni temu Komisja Nadzoru Finansowego. Dlatego od przyszłego roku UFG skoncentruje się na poprawie efektywności tzw. regresu. Chodzi o odzyskiwanie pieniędzy, które poszły na odszkodowania od niemających polis sprawców wypadków. Fundusz ma z tego tytułu należności w wysokości 160 mln zł od prawie 18 tys. osób, a ściągalność oscyluje w granicach 40 proc.
— To ciężkie sprawy. Bardzo często sprawca wypadku, jeśli np. poruszał się samochodem pod wpływem alkoholu, idzie do więzienia, a po wyjściu nie podejmuje żadnej pracy. Dlatego też proces odzyskiwania tych należności jest rozłożony na lata — mówi Zdzisława Cwalińska-Weychert.
UFG zamierza dokonać przeglądu wszystkich należności. Możliwe, że zdecyduje się na umorzenie najstarszych i skoncentruje na nowszych. Planuje także zintensyfikować współpracę z firmami windykacyjnymi, z których usług korzysta, oraz komornikami.