Umierające fundusze potrzebują reanimacji

Jagoda Fryc
opublikowano: 2015-10-18 22:00

Gdy strategia nie przynosi zysków, to i chętnych na nią nie ma.

Gorzej, gdy fundusz zbija kokosy, a mimo to nie cieszy się wzięciem. Ratunkiem jest wtedy metamorfoza

W połowie października Skarbiec Akcji Nowej Europy przestał szukać okazji inwestycyjnych na giełdzie w Turcji, Rosji i w Polsce, i przeniósł się na rynki globalne, gdzie celem będą akcje małych i średnich spółek. Zmiana polityki inwestycyjnej to pokłosie znikomej popularności poprzedniej strategii. W portfelu funduszu zgromadzone jest zaledwie kilkanaście milionów złotych, a silnik sprzedaży jednostek uczestnictwa od roku kręci się na małych obrotach.

— Mimo że wyniki na tle konkurencji były bardzo dobre, to i tak ciężko było przekonać klientów do funduszu. Wynikało to ze specyfiki strategii, skupionej wokół bardzo zmiennych giełd: rosyjskiej i tureckiej. Widać, że inwestorzy, oprócz wysokich stóp zwrotu, chcą też mieć święty spokój. Rozwinięte rynki oferują płynność, stabilność, a w dodatku sprzyjają im teraz banki centralne, które stosują narzędzia do podtrzymywania koniunktury. Dzięki regionalnej dywersyfikacji można znacznie ograniczyć ryzyko — tłumaczy Adam Łukojć, zarządzający funduszami Skarbca TFI.

Popularności brak…

Z podobnym problemem, w mniejszej lub większej skali, mierzy się co drugie TFI na rynku. Dość powiedzieć, że nawet w ofercie PKO TFI, które na zaplecze sprzedażowe narzekać nie może, widnieją tzw. martwe fundusze. Przykład? PKO Infrastruktury i Budownictwa, który zarobił od początku roku ponad 11 proc., ma w portfelu 17 mln zł, a strategia Zabezpieczenia Emerytalnego2060 zdołała przyciągnąć w 3 lata zaledwie 5 mln zł. To malutkie aktywa na tle pozostałych, nierzadko miliardowych funduszy tego towarzystwa. Potwierdzeniem reguły są też osiągnięcia Quercus Rosja, który pomimo 11-procentowego zarobku w tym roku zamiast napływu, notuje odpływ klientów, co jednak w kontekście sankcji ekonomicznych nałożonych na Rosję oraz ich konsekwencji dla gospodarki tego kraju dziwić akurat nie powinno. Inaczej jest w przypadku funduszy akcji polskich, w które to Polacy nie boją się inwestować. Mimo to są na rynku outsiderzy — jak Superfund Akcji— który przez 8 lat działalności zgromadził zaledwie 11 mln zł, choć wyniki ma bardzo dobre. W tym roku zarobił prawie 11 proc., czyli o 10 pkt proc. więcej niż rywale, a w 3 lata zyskał 26 proc., o 12 pkt proc. więcej niż konkurencja.

— Niewielka popularność funduszu nie dziwi, gdy ma on słabe stopy zwrotu. Problem powstaje, gdy wynik są dobre, a mimo to popularność strategii jest znikoma. Wtedy TFI muszą kombinować. Najgorzej mają ci, którzy nie mogą liczyć na wsparcie sprzedażowe grupy. A warto pamiętać, że fundusz niepozyskujący klientów jest kulą u nogi. Generuje koszty stałe związane z działalnością operacyjną, a po jakimś czasie, gdy aktywa skurczą się do minimum, produkt staje się dla towarzystwa nierentowny — tłumaczy prezes TFI, który chce pozostać anonimowy.

… czas więc zmienić szyld…

Wówczas jedyną deską ratunku jest właśnie metamorfoza. Nie sprawdził się np. pomysł Allianza Walutowego, który chciał wyciągać klientów z niegdyś bardzo popularnych depozytów walutowych. Choć wyceniany był w złotych, to przyjmował wpłaty i realizował umorzenia również w euro i dolarze, a jego wyniki odzwierciedlały głównie zmiany kursu walutowego. Fundusz nie stał się popularny, a jego aktywa nie przekraczały średnio kilkunastu milionów złotych. Dziś, pod nazwą Allianz Polskich Obligacji Skarbowych, zarządza portfelem wartym 106 mln zł. Również do BPH Ochrony Kapitału, który stworzony został na zamówienie konkretnego dystrybutora, gotówka miała płynąć szerokim strumieniem. Przez rok od utworzenia trafiło niespełna 10 mln zł. Pod nowym szyldem o nazwie BPH Selektywny fundusz stara się wypracowywać dodatnią stopę zwrotu, co przyciągnęło 104,3 mln zł.

Z danych Analiz Online wynika, że przez ostatnie cztery lata zmianę strategii przeszło 56 funduszy.

…lub przeczekać kryzys

W 2007 r., kiedy zapadła decyzja, że Polska będzie gospodarzem EURO2012, TFI rzuciły się na inwestycje w sektorze budowlanym. Część powierników stworzyła nawet fundusze dedykowane temu sektorowi. Do 2011 r. pieniądze do ich portfeli płynęły szerokim strumieniem, a i zyski rosły w tempie dwucyfrowym. Moda szybko jednak przeminęła, bo przez dużą konkurencję na rynku budownictwa, spółkom zaczęły spadać marże, a wiele zbankrutowało. TFI przestawiły więc zwrotnicę i wiele z „budowlanych” funduszy przeszło przymusową metamorfozę. Kryzys zdecydował się przeczekać m.in. Investor Sektora Nieruchomości i Budownictwa. I choć lepsze czasy w końcu nadeszły, bo przez ostatni rok zarobił 15 proc., a w 3 lata prawie 30 proc., to do strategii klientów ciężko przekonać — jego aktywa nie przekraczają 10 mln zł.

— Wciąż zastanawiamy się nad dalszymi losami tego funduszu. Nasi klienci wybierają bardziej uniwersalne rozwiązania, np. akcji czy małych i średnich spółek. I choć z jednej strony niszowość strategii daje szansę na wyróżnienie się na tle rynku, to z drugiej strony taki fundusz sprzedaje się nieco trudniej — mówi Zbigniew Wójtowicz, prezes Investors TFI. © Ⓟ

56 Tyle funduszy zmieniło strategię w ciągu ostatnich czterech lat.