Unię Europejską stać na pomoc rolnikom

Rozmawiał: Marcel Zatoński
opublikowano: 08-08-2014, 00:00

żywność, która była eksportowana do Rosji, można wysłać do innych krajów — uważa Marek Sawicki, minister rolnictwa

„Puls Biznesu”: Je pan teraz paprykę, a nie popularne w ostatnich dniach jabłko. Producentom papryki trzeba pomagać szybciej?

Zobacz więcej

Polskim rolnikom, którzy dotychczas eksportowali tam, gdzie było najłatwiej, czyli do Rosji, Marek Sawicki podpowiada Daleki i Bliski Wschód (FOT. MW)

Marek Sawicki, minister rolnictwa: Jabłka, które miały trafić na rynek rosyjski, są jeszcze na drzewach, a paprykę — oraz kapustę, pomidory czy ogórki — trzeba już zbierać. Odbija się teraz czkawką słabe zorganizowanie producentów owoców i warzyw — np. rolnicy uprawiający paprykę mają tylko cztery grupy producenckie. Brakuje chłodni i magazynów, więc producenci sprzedają wprost z krzaków. Będziemy musieli przyjmować od nich zbiory i być może biodegradować około 250-300 ton dziennie — o ile dostaniemy sygnał z Komisji Europejskiej, że można stosować taki instrument. Szukamy sposobu na rekompensaty dla rolników, pracujemy też nad ułatwieniem uzyskiwania gwarancji eksportowych przy wchodzeniu na nowe rynki.

Kto za to wszystko zapłaci?

Nie możemy składać rządowych zobowiązań finansowych, bo mogłoby to zostać uznane za niedozwoloną pomoc publiczną.Unię Europejską stać było jednak na kilkadziesiąt miliardów euro pomocy dla Grecji — a tu mówimy o kilku miliardach. Utylizacja wszystkiego, co w innych okolicznościach trafiłoby do Rosji, byłaby wielkim marnotrawstwem. Oczekujemy wspólnego działania Unii Europejskiej i USA. Zamiast czekać, aż Putin kichnie, niech wspólnie sprzedadzą żywność, która miała trafić na rynek rosyjski, do krajów trzecich, gdzie nierzadko panuje głód. Skoro Rosja uważa, że poradzi sobie bez naszej żywności, to naszym obowiązkiem jest sprzedanie jej tym, którzy tego potrzebują. Wymaga to jedynie politycznej odwagi, by powiedzieć: „tak, mamy pieniądze, żeby zapłacić za tę żywność”, i jak najszybciej rozpocząć jej dystrybucję.

Każdy dzień przynosi nowe rosyjskie sankcje — do owoców i warzyw dołączyły produkty mleczne i mięso. Pora bić na alarm?

Nie ma sensu robić z tego tragedii. Eksport żywności do Rosji był wart 1,3 mld EUR. To tylko pozornie bardzo dużo, bo na rynku krajowym sprzedajemy żywność za około 60 mld EUR, a cały eksport spożywczy jest wart 20 mld EUR. Mleczarze mieli dobre kontrakty w Rosji, ale jeszcze lepsze zdobywają w Chinach, gdzie sprzedaż rozpoczęło 69 zakładów. Ich aktywność i kreatywność procentuje. Moim zadaniem jest stwarzanie warunków do rozwoju eksportu, ale firmy same muszą znajdować sobie odbiorców.

W skali całej gospodarki rosyjskie ciosy może nie będą bardzo bolesne, ale na pewno ucierpią poszczególni producenci. Czy ministerstwo zrobiło coś, by im pomóc?

Ostatnich sześć lat poświęconych na promocję polskiej żywności daje nam szansę łagodniejszego przejścia kolejnego kryzysu w relacjach handlowych z Rosją. Jako minister przynajmniej 30 proc. czasu poświęcałem na promocję eksportu na rynki trzecie, m.in. poprzez uczestnictwo w targach. Bywało to wyśmiewane jako „agroturystyka”, ale w niektórych państwach nie da się nic sprzedać bez wizyty ministra. Tak jest w krajach arabskich czy większości azjatyckich. Te działania są wspierane przez funkcjonujące od sześciu lat fundusze promocji, które rocznie dysponują 60-80 mln zł. Do tego dochodzą pieniądze unijne.

I to teraz zaprocentuje?

Oczywiście — w Chinach, Japonii, Algierii czy Zjednoczonych Emiratach nasze produkty są rozpoznawalne i cenione za jakość. Eksporterzy, którzy sprzedawali tam, gdzie było najłatwiej, czyli do Rosji, muszą przeorientować się na inne rynki, na których działamy dziś w zbyt małej skali.

W tym czasie możemy wypaść jeszcze z dwóch rynków, jeśli do sankcji dołączą kraje, które są z Rosją w unii celnej, czyli Białoruś i Kazachstan.

Takie ryzyko istnieje, decyzje mogą przyjść z Moskwy. Ostatnio została ograniczona możliwość spotkań z przedstawicielami ambasad tych państw. Trzeba pamiętać, że Białoruś i Kazachstan kupowały najczęściej z myślą o reeksporcie do Rosji.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rozmawiał: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu