Rosyjskie embargo to nie tragedia

opublikowano: 08-08-2014, 00:00

Jest wojna handlowa — i na pewno będą ofiary.

W środę prezydent Władimir Putin podpisał dekret umożliwiający zakazanie wwozu do Rosji „niektórych kategorii produktów rolnych i spożywczych”, eksportowanych z krajów, które nałożyły na Moskwę sankcje. W czwartek premier Dmitrij Miedwiediew sprecyzował, że zakaz importu — przynajmniej roczny — obejmie owoce, warzywa, mięso, ryby, mleko i nabiał z Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych, Australii, Kanady i Norwegii. To odpowiedź na sankcje tych krajów, nałożone na Rosję w związku z kryzysem na Ukrainie.

Cała wspólnota europejska, zgodnie z danymi Eurostatu, sprzedawała do Rosji produkty rolno-spożywcze za około 12 mld EUR. To kropla w morzu eksportu — znacznie poniżej 1 proc. W przypadku Polski embargo będzie miało poważniejszeskutki. Produkty rolne stanowiły około 10 proc. naszego eksportu do Rosji, największy udział w tej puli miały owoce (przede wszystkim jabłka), ponad 100 mln EUR w ubiegłym roku wart był także eksport serów i twarogów.

Całkowita wartość eksportu spożywczego do Rosji sięgała 1,3 mld EUR. Rosyjskie sankcje dotknęły polskich rolników już w ubiegłym tygodniu, gdy pod pretekstem ochrony rynku przed produktami skażonymi muszkami owocówkami i zawierającymi zbyt dużo pestycydów tamtejszy nadzór sanitarny nałożył embargo m.in. na jabłka, wiśnie czy śliwki. Rosja była dotychczas największym odbiorcą polskich jabłek — w ubiegłym roku trafiło tam 900 tys. ton tych owoców. Wcześniej, ze względu na przypadki afrykańskiego pomoru świń, Rosja zakazała też wwozu polskiej wieprzowiny.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu