Unisex w złotej ramie

Rynek sztuki bez kobiet to połowa rynku? Może i nie, ale badania Bank of America pokazały, że damy dawno wyszły poza ciasne portretowe ramy

Gdyby tak któraś renesansowa Wenus kichnęła nagle, podrażniona kurzem z alkowianej kotary, zsunęła bosą stopę z mięsistego prześcieradła i postawiła ją na muzealnej posadzce tuż za ramą obrazu — opuściłaby duszną historię czy tylko weszła w nowy, wciąż stereotypowy krajobraz? Obserwacja, że panie przestały już wyłącznie pozować do śmiałych obrazów, nie jest owocem najświeższych analiz, jednak dopiero od niedawna inwestycje kolekcjonerek doczekały się oddzielnych wskaźników — jak się okazuje, swobodnie wymykających się nieśmiertelnej modzie na szczupłość. Jak wynika z danych US Trust, jednostki opiekującej się dobrami majętniejszych klientów Bank of America, mężczyźni stanowią aż 64 proc. kolekcjonerów dzieł sztuki, ale to w kobietach i milenialsach rozognia się prawdziwa gorączka rynku byka.

WENUS
W KUCHNI:
Zobacz więcej

WENUS W KUCHNI:

Zdjęcie z serii tytułowych rozkładówek Cindy Sherman sprzedane zostało za równowartość 14,5 mln zł. Pochodzi z edycji z początku lat 80., w ramach której powstało 10 odbitek z tym ujęciem. Fot.christie's

Panie wyproszą panów

Niezręcznie byłoby założyć, że w analizach wydatków amerykańskich klientów inwestorzy znad Wisły mogą się przeglądać jak w wypolerowanym lustrze, ale jeszcze trudniej wyobrazić sobie silny kulturowy trend zza oceanu, który odbije się z impetem od naszych granic. Obecnie statystykom US Trust warto się więc przyjrzeć jak długoterminowym prognozom, wedle których na każde trzy wypytywane kobiety przypadnie jedna, która albo już przewiesza ze ściany na ścianę jakieś dzieła, albo poważnie się do ich zakupu przymierza.Poważnie, chociaż nie tylko przystając przed witryną galerii, bo coraz chętniej otwierając też okna przeglądarek — jak podają analizy banku, dzieł kupionych przez internet przybyło w ostatnim roku aż 43 proc. i spory udział w tym skoku mają stukające o klawiaturę, polakierowane paznokcie.

Czy panie dodają obiekty do wirtualnych koszyków z zamiarem udekorowania przedpokoju, czy ulokowania kapitału — trudne pytanie, zwłaszcza że to wiek, który tak lubią oszukiwać, odgrywa w tym przypadku niewdzięcznie poważną rolę. Chociaż względy estetyczne wciąż okupują szczyt diagramu z motywacjami, im młodsi kolekcjonerzy, tym silniej wybijają się słupki z odpowiedziami: odskocznia od niestabilnych rynków, aktywa gromadzone dla dalszego pomnażania bogactwa oraz dobra, których odsprzedaż będzie niebawem zyskowna.

Wniosek, że milenialsi nie inwestują w sztukę z zamiarem kompletowania zakurzonych zbiorów dla potomnych, jest wobec tego trafiony, jednak najmłodsza grupa nie tylko odważnie nie zwleka z odsprzedażą, ale zdradza też pewną niedojrzałość. Rynek sztuki nigdy nie uraczy kolekcjonerów uniwersalną receptą na krótkoterminowy zwrot, bo jest na to zbyt zmienny i złożony — jak przystało na każdy przytomny organizm, rozróżniający więcej niż trzy podstawowe barwy.

Zainwestuj w rozkładówkę

Czas wycisnąć ze stereotypowego obrazka najsłodszy nektar — będzie miał kolor brzoskwiniowo rozpalonych policzków Cindy Sherman, bo to ona ułożyła się na kuchennej podłodze na tyle miękko, żeby zaaranżować najdroższą w historii rozkładówkę. Dla rynku sztuki ten ciasny kadr w świetle znad blatu okazał się ikoną z wielu powodów, bo nie tylko ustanowił na jakiś czas rekord na aukcyjnym rynku fotografii, ale też pogruchotał fantazje harcujące w prasie.

Jak wynika z danych bazy Artnet, Cindy Sherman zalicza się do czołówki żyjących artystek o najwyższych notowaniach aukcyjnych, dlatego wariacja na temat magazynów dla panów kosztować musiała 3,9 mln USD (14,5 mln zł), mimo że modelka była całkowicie ubrana. Pomarańczowy pulower ze szkolnie wykrojonym dekoltem zachodził na niedbale zadartą, bawełnianą spódnicę w kratę — strój do sprzątania kuchennego linoleum, ale w wydaniu jaskrawie odległym od kusego kostiumu pokojówki. Jak podsumowała pracę sama Cindy Sherman, nie powinno się mieć niektórych oczekiwań, bo to po prostu dziewczyna sprzątająca po jakimś obiedzie, która wyrwała z gazety strzępek i, leżąc na podłodze, błądzi między nagłówkami z serii: „czy jesteś samotna” albo „czy chcesz jechać na wakacje”.

Czy jej zdjęcie z cyklu „Centerfolds” — a więc umownych rozkładówek — jest przy tym najcenniejszym dziełem tworzącej w naszej epoce autorki? Nie, bo prawie dwukrotność stawki za morelową fotografię zapewniło sobie płótno całkiem szczelnie pokryte białą farbą, a więc sprzedany za 7,1 mln USD (26,4 mln zł) obraz „White No. 28”, który w 1960 r. opuścił sztalugę Yayoi Kusamy.

Słynąca z pulsujących w oczach, nakrapianych materiałów i luster grających w bezlitosnego pokera z mózgiem japońska artystka udowodniła, że światowy rynek sztuki potrafi być nie tylko uniseksowy, ale również terapeutyczny dla pacjentów o zaburzeniach psychicznych. Pytana o swoje genialne i niepowtarzalne instalacje Kusama nie kryje się z praktyką przekładania na artystyczny warsztat własnych halucynacji, dlatego każdemu betonowemu rozumowi, który widziałby ją w roli gosposi, mogłaby śmiało poradzić przeprowadzkę, bo sama od końca lat 70. dobrowolnie mieszka w ośrodku zawodowo kojącym poważne kłopoty z głową. © Ⓟ

27 proc. Taki jest udział milenialsów w grupie badanych kolekcjonerów dzieł sztuki. W społeczeństwie amerykańskim mowa o pokoleniu wyżu demograficznego z lat 80. i 90. Grupa baby boomers, a więc urodzonych po wojnie, stanowi wśród tych zbieraczy 44 proc.

36 proc. Tyle jest kobiet w grupie kolekcjonerów zbadanych przez Bank of America.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / Unisex w złotej ramie