UOKiK nakłada coraz niższe kary

Jarosław Królak
opublikowano: 2003-05-07 00:00

Drastycznie spadły kary nakładane przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów na firmy. W 2002 r. było to zaledwie 5,1 mln zł, a jeszcze rok wcześniej dziesięciokrotnie więcej. Nie oznacza to jednak wcale, że urząd próżnuje.

Wartość kar pieniężnych nałożonych przez UOKiK na firmy spadła w 2002 r. ponad 10-krotnie w porównaniu z 2001 r. i 2000 r. Wyniosła zaledwie 5,1 mln zł.

— Skuteczność działania urzędu nie zależy wyłącznie od wydania wyroku i nałożenia kary. Często samo wszczęcie postępowania powoduje, że przedsiębiorcy zaprzestają naruszania prawa — mówi Cezary Banasiński, prezes UOKiK. Urząd może karać firmy grzywną sięgającą maksymalnie 10 proc. ich przychodów. Spadek kar może więc oznaczać słabszą kondycję finansową przedsiębiorstw.

— W wielu przypadkach odstąpiliśmy od karania. Nie chcieliśmy się przyczynić do upadku firm — mówi Alina Urban, rzecznik UOKiK.

Ze sprawozdania urzędu wynika jednak, że wiele przedsiębiorstw nadal jest na bakier z prawem antymonopolowym i chroniącym konkurencję.

W 2002 r. UOKiK wydał 82 zakazy nadużywania pozycji dominującej. W 168 przypadkach zezwolił na połączenia firm (w 2001 r. — około 1 tys.). Wydano 40 decyzji w sprawach ograniczających konkurencję. Chodzi tu szczególnie o niedopuszczalne porozumienia cenowe.

Jeśli chodzi o kary pieniężne, to najwyższa spadła na PKP Przewozy Regionalne (635,7 tys. zł). Na drugim miejscu uplasowały się PKP Szybka Kolej Miejska w Gdyni (142, 2 tys. zł), a trzecie zajęło Volvo Poland (123,2 tys. zł).

Zdaniem Adama Szejnfelda, szefa komisji gospodarki, urzędowi nie można wiele zarzucić, choć kilka zmian w sposobie jego funkcjonowania byłoby wskazane.

— Urząd nie spełnia całkowicie oczekiwań konsumentów i przedsiębiorców. Przeszkadzają mu w tym ograniczenia prawne oraz brak środków finansowych. UOKiK ma za mało pracowników — podsumowuje Adam Szejnfeld.

Największe wrażenie na posłach z komisji gospodarki, którzy wczoraj przyjęli sprawozdanie urzędu, zrobiła jednak informacja o tym, że w większości stacji benzynowych sprzedaje się chrzczone paliwa.

— Dolewa się do nich praktycznie wszystko, co można spalić w silniku — mówi prezes UOKiK.

— Poprosiliśmy urząd o pełniejsze informacje. Wystąpimy też do rządu o interwencję w tej sprawie — mówi Adam Szejnfeld.