URZĘDNICY BLOKUJĄ NOWE TECHNOLOGIE

Grzegorz Zięba
02-11-1999, 00:00

URZĘDNICY BLOKUJĄ NOWE TECHNOLOGIE

Wydziały ochrony środowiska bojkotują ekologiczne rozwiązania

Wprowadzenie nowych rozwiązań powoduje niejednokrotnie opór i niedowierzanie wśród ich potencjalnych użytkowników. Przekonują się o tym firmy starające się wprowadzić na rynek nowoczesne technologie, które wykorzystują kultury bakteryjne do utylizacji odpadów. Największych oponentów napotykają w osobach urzędników wydziałów ochrony środowiska.

— Technologie wykorzystujące różnego rodzaju szczepy bakteryjne należą do jednych z najnowocześniejszych, jakimi powszechnie dysponujemy. W Europie pojawiły się pod koniec lat 80. W Polsce tak naprawdę stosuje się je od sześciu, może siedmiu lat — mówi Roman Mrugałło z firmy Erem, handlującej preparatami bakteryjnymi.

— Te preparaty weszły na polski rynek z niewielkim opóźnieniem w stosunku do Zachodu. Podobnie jak w przypadku telefonii komórkowej, nie musimy doganiać światowych tendencji — twierdzi Danuta Garus z firmy BIOS, oferującej usługi biotechnologiczne.

Technologie wykorzystujące wyselekcjonowane szczepy bakterii są pochodną badań prowadzonych nad bronią biologiczną. Koniec zimnej wojny spowodował udostępnienie wyników badań laboratoriów wojskowych dla potrzeb cywilnych. Dało to również możliwość zatrudnienia kadr mikrobiologów, którym zaczęło brakować zajęcia po zmniejszeniu tempa zbrojeń. Potentatami w tej dziedzinie są obecnie największe potęgi wojskowe świata — Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Francja.

— Nie wydaje się, by ktoś w najbliższym czasie mógł podjąć tutaj współzawodnictwo z tymi monopolistami. Będziemy raczej skazani na import preparatów bakteryjnych — uważa Danuta Garus.

Wielkie żarcie

Preparaty bakteryjne używane są głównie jako ekologiczne środki czystości, chociaż ich zakres działania jest praktycznie nieograniczony. Odpowiednio dobrany szczep drobnoustrojów usunie tłuszcz, kamień ze zlewu, przetka rury kanalizacyjne, wyczyści szambo. Jednak potencjalnie największy rynek zbytu tworzy przemysł, szczególnie ten, który ma duże problemy z utylizacją odpadów. Poważnego odbiorcy upatruje się również w komunalnych przedsiębiorstwach oczyszczania i kanalizacji.

— Kilka lat temu dzięki tej technologii wyczyszczono całkowicie system kanalizacyjny Paryża. Zrobiono to wlewając tylko preparaty ze szczepami bakterii. Po kilku tygodniach drobnoustroje skonsumowały wszystkie zatory w paryskiej sieci kanałów — opowiada Roman Mrugałło.

Podobną operację przeprowadzono w Londynie. Z powodzeniem oczyszczono, niewielkim nakładem, dziewiętnastowieczną, jeszcze ceglaną sieć kanalizacyjną.

— Dość dużą karierę robią drobnoustroje żywiące się substancjami ropopochodnymi. Stosuje się je do rekultywacji terenów zanieczyszczonych ropą czy benzyną. Dawniej trzeba było wywozić tony skażonego gruntu. Teraz wystarczy wprowadzić odpowiedni preparat i czekać aż bakterie skończą ucztę — dodaje Danuta Garus.

— W 1994 r. zastosowaliśmy bakterie do utylizacji płynnych odpadów ropopochodnych. Była to pierwsza tego typu inicjatywa w Polsce. Wymagało to sporych nakładów na początku, ponieważ trzeba było przeprowadzić szereg analiz, których nikt przed nami nie robił. Jednak koszty zwróciły się bardzo szybko. Okazało się, że jest to najtańsza i chyba jedyna skuteczna technologia utylizacji odpadów ropopochodnych — twierdzi Piotr Dusza z rafinerii Gorlice.

Obecnie największym odbiorcą technologii bakteryjnych są niewielkie zakłady przemysłu spożywczego. Mają one duże problemy z utylizacją odpadów tłuszczowych i cukrów.

— W procesach wykorzystujących drobnoustroje znikają wszelkie niedogodności związane z oczyszczaniem klasycznym. Nie ma fetoru, proces jest w stu procentach nieszkodliwy dla środowiska, a — co najważniejsze — ilość szlamu zmniejsza się o 30 proc. To jest czysty zysk, ponieważ z tym szlamem trzeba coś robić, wywieźć albo dalej utylizować — mówi Danuta Garus.

Bakcyl biurokracji

Technologie wykorzystujące kultury bakteryjne nie są jeszcze zbyt rozpowszechnione w Polsce.

— U nas stosuje się je jeszcze na niewielką skalę w porównaniu z technologiami tradycyjnymi. Przyczyna tkwi w nieufności klientów co do ich skuteczności. Stosują je raczej jako technologie uzupełniające klasyczne rozwiązania — podkreśla Hanna Styczyńska z firmy Hantpol.

Na Zachodzie firmy produkujące mikrobiologiczne preparaty przechwyciły około 25 proc. rynku zajmowanego wcześniej przez ich chemiczne odpowiedniki.

Firmom wprowadzającym technologie mikrobiologiczne w Polsce najwięcej problemów przysparzają jednak urzędy odpowiedzialne za ochronę środowiska. Większość dostawców skarży się na niechęć, z jaką spotykają się wśród urzędników.

— Mimo że nasza firma w całości ponosiła ryzyko wdrożenia technologii bakteryjnej, bardzo trudno było uzyskać zgodę wydziału ochrony środowiska. Nawet po wydaniu pozytywnej opinii nękano nas ciągłymi kontrolami. Niestety, trzeba powiedzieć, że urzędnicy byli bardzo nieufni — twierdzi Piotr Dusza.

— Zdarzało się nam, że urzędnicy nie chcieli nawet słuchać o budowie oczyszczalni wykorzystującej procesy bakteryjne. Niekompetencja i niechęć urzędników najbardziej rzutują na rozwój rynku tych nowoczesnych i przyjaznych dla środowiska technologii — dodaje Danuta Garus.

BIOLOGICZNA ALTERNATYWA: Na świecie, gdzie tylko jest możliwe, ucieka się od środków chemicznych. Stwarza to olbrzymi rynek na alternatywne preparaty bakteriologiczne — uważa Roman Mrugałło z firmy Erem. fot. Małgorzata Pstrągowska

SPOSÓB NA KARY: Bakterie wyciągnęły z biedy niejeden zakład, który był wykańczany przez kary ekologiczne — mówi Danuta Garus z firmy BIOS. fot. Małgorzata Pstrągowska

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Zięba

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Surowce / URZĘDNICY BLOKUJĄ NOWE TECHNOLOGIE