Ustawa jak chwast

Na językowej rewolucji w rejestracji środków ochrony roślin mogą zyskać tylko tłumacze. Branża, rolnicy i naukowcy stracą

Nie rejestrujemy nowych środków ochrony roślin, bo to w praktyce niewykonalne — twierdzą producenci.

POLSKI
WYNALAZEK:
Za językowe
fanaberie
urzędników zapłacą
producenci środków
ochrony roślin
i polscy rolnicy,
którzy nie będą
mogli stosować najnowocześniejszych
substancji.
[FOT. BLOOMBERG]
Zobacz więcej

POLSKI WYNALAZEK: Za językowe fanaberie urzędników zapłacą producenci środków ochrony roślin i polscy rolnicy, którzy nie będą mogli stosować najnowocześniejszych substancji. [FOT. BLOOMBERG]

Chodzi o obowiązującą od dziesięciu miesięcy ustawę o środkach ochrony roślin, która nakłada na producentów obowiązek przedstawienia dokumentacji technicznej, niezbędnej do rejestracji produktu nad Wisłą, w języku polskim. Wcześniej w kwestii rejestracji nowych substancji aktywnych czy produktów, a także rozszerzenia dotychczasowych rejestracji lub ich wznowienia, branża porozumiewała się z urzędnikami w języku angielskim.

— Od wejścia w życie nowych przepisów nie złożyliśmy ani jednego wniosku o rejestrację. Przetłumaczenie 50 tys. stron dokumentacji technicznej jest teoretycznie wykonalne, ale w praktyce oznacza dwa lata pracy i koszty rzędu kilku milionów. Znalezienie grupy tłumaczy, którzy znają specjalistyczny język i w trybie pilnym przetłumaczą taki dokument, graniczy z cudem — twierdzi Michał Ciszak, dyrektor generalny Syngenty Polska, należącej do światowego giganta z roczną sprzedażą na poziomie 14,7 mld USD.

Pośpiech przed reformą

Zdaniem Marka Jagusza, szefa działu prawnego w BASF Polska, obowiązek dostarczania dokumentacji po polsku sparaliżował wszelkie działania branży. Statystyki resortu rolnictwa (MRiRW) na razie tego nie potwierdzają, choć spowolnienie da się zauważyć. Widać też, że niektóre firmy spieszyły się, by zdążyć przed reformą. W ciągu niespełna czterech miesięcy 2013 r. poprzedzających wejście w życie nowych przepisów złożyły w resorcie 202 wnioski o rejestrację nowych produktów. W ciągu kolejnych ośmiu miesięcy MRiRW otrzymało już tylko 82 takie wnioski, a na początku tego roku — zaledwie 14. Nie wiadomo przy tym, ile spośród nich jest zgodnych z nowymi wymogami. Od wejścia w życie ustawy resort wydał 139 zezwoleń, dotyczyły one jednak wniosków złożonych jeszcze pod rygorem starych przepisów. Jak podkreśla branża, najwięcej na nowych regulacjach stracą rolnicy, którzy za kilka lat zostaną w tyle za europejską konkurencją w zakresie nowoczesnych i bardziej efektywnych środków ochrony roślin. Producenci żywności podzielają te obawy.

— Protestowaliśmy przeciwko wprowadzeniu ustawy w tym kształcie i jest dokładnie tak, jak się spodziewaliśmy. Polska sama wyklucza się z rejestracji substancji aktywnych i środków ochrony roślin — twierdzi Rafał Mładanowicz, prezes Krajowej Federacji Producentów Zbóż.

Zdaniem Anny Tulei, dyrektor z Polskiego Stowarzyszenia Ochrony Roślin (PSOR), językowa rewolucja to bomba z opóźnionym zapłonem. PSOR szacuje, że w 2018 r. związane z nią straty na produkcji rolnej sięgną 18 mln zł. Negatywne skutki odczują też budżet państwa i polscy naukowcy.

— Co roku do państwowej kasy wpływało 25 mln zł z tytułu badań, oceny i urynkowienia środków ochrony roślin. Uzyskanie rejestracji wymaga ponad 100 badań wpływu na środowisko, zdrowie itp., a proces trwa około 9 lat. Przeniesienie procesów rejestracyjnych do innych krajów strefy centralnej spowoduje ograniczenie możliwości kształcenia specjalistów w Polsce oraz znacząco obniży pozycję publicznych ośrodków naukowych — twierdzi Anna Tuleja.

Konkretne straty

W zakresie wprowadzania obowiązku dostarczania dokumentacji w języku kraju Polska jest w Unii pionierem lub — jak mówią producenci — niechlubnym wyjątkiem.

Jednak fakt, że producenci bez trudu zarejestrują nowe środki w innych krajach UE, nie rozwiąże problemu polskich rolników.

— Rolnik nie może sprowadzić i legalnie używać produktu z zagranicy, gdyż wolny przepływ towarów i usług w Unii Europejskiej nie dotyczy środków ochrony roślin. Produkt musi mieć polską rejestrację, aby mógł być stosowany w naszym kraju — mówi Anna Tuleja.

Zdaniem dyrektora generalnego Syngenty, nie można też zapominać o ryzyku pojawienia się nowych szkodników i chorób, na które w Polsce w ogóle nie będzie środków.

— Ta sytuacja nie powinna dłużej trwać, bo oznacza konkretne straty nie tylko w produkcji krajowej, ale również w eksporcie żywności, który dotychczas bardzo silnie się rozwijał — uważa Michał Ciszak.

1178
Tyle środków ochrony roślin jest dopuszczonych do obrotu w Polsce. Resort rolnictwa prowadzi obecnie 552 postępowania w sprawie wydania zezwolenia na wprowadzanie do obrotu i 490 dotyczących zmian w obowiązujących zezwoleniach.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Ustawa jak chwast