Frustracja wewnątrz grupy ubezpieczeniowej VIG Polska narasta. We wrześniu trzeci gracz na polskim rynku ogłosił, że nie będzie już stawiał na ubezpieczenia komunikacyjne. Wczoraj Franz Fuchs, szef grupy, poinformował, że austriacka grupa jest gotowa zredukować udziały na polskim rynku. Wszystko przez wojnę cenową i prowizyjną, która topi rentowność biznesu ubezpieczeniowego.

— W ciągu roku stawki w ubezpieczeniach komunikacyjnych spadły o 10-15 proc., a prowizje dla pośredników poszły w górę nawet o 10 pkt proc. Nie będziemy brać w tym udziału. Jesteśmy gotowi na utratę udziałów w polskim rynku — mówi Franz Fuchs.
To ważna deklaracja, bo przez ostatnie lata firma z siedzibą w Wiedniu robiła wszystko, by je zwiększać. Polska to dla niej trzeci pod względem ważności rynek. Kupowała i integrowała małe firmy oraz agresywnie rozwijała sprzedaż. Wskoczyła na podium: dziś ustępuje tylko PZU i polskim aktywom Talanksa. Jednak przyszłości nad Wisłą nie widzi w różowych barwach.
Według Franza Fuchsa, jeśli nic nie zmieni, przyszły rok będzie na rynku majątkowym stał pod znakiem „kompletnej katastrofy”, czyli powrotu do sytuacji, w której branża będzie dokładać do biznesu. W segmencie życiowym wcale nie będzie lepiej. Jeśli branża nie dogada się w sprawie przyszłości polis z UFK, to także ten rynek „czeka pogrzeb”.
Funeralne nastroje to częściowo efekt spadku sprzedaży, którego w tym roku doświadcza VIG. Na koniec września w majątku zebrała 1,8 mld zł (spadek o 5 proc.), a w życiu 1,7 mld zł (spadek o 48 proc.). To powoduje, że grupa — zamiast jak co roku chwalić się dynamicznym wzrostem przychodów — musi ograniczyć się do akcentowania najwyższego w historii zysku w Polsce. Po trzech kwartałach wynosił on 182 mln zł, a na koniec roku może sięgnąć nawet 250 mln zł.
Franz Fuchs podkreśla, że mimo kiepskich perspektyw VIG Polska powinien w 2014 r. wypracować wynik techniczny zbliżony do tegorocznego. Jeśli presja cenowa będzie się utrzymywała, grupa będzie ciąć koszty. W grę wchodzą: zwalnianie pracowników, zamykanie oddziałów, rezygnacja z inwestycji czy łączenie towarzystw (VIG ma ich nad Wisłą sześć). Taki scenariusz ziścił się w Rumunii, gdzie nie chcąc dokładać do biznesu, VIG w ciągu dwóch lat zredukował udziały rynkowe o połowę: z 30 do 15 proc. Według niego, szansą na ustabilizowanie sytuacji cenowej jest wprowadzenie w Polsce systemu bezpośredniej likwidacji szkód. Zakłada on, że klient dostanie odszkodowania za wypadek od firmy, w której wykupił polisę komunikacyjnego OC, a ta sama rozliczy się z ubezpieczycielem sprawcy. Prace nad tym systemem ruszyły w Polskiej Izbie Ubezpieczeń. Franz Fuchs twierdzi, że powinien on objąć cały rynek, a nie dwóch-trzech największych ubezpieczycieli. Decyzja o wprowadzeniu systemupowinna zapaść w demokratyczny sposób, a projekt ruszyć od 2015 r.