W drodze po dotację trzeba wytrwałości

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 28-08-2006, 00:00

Odrzucenie wniosku nie musi oznaczać upadku przedsięwzięcia. Warto pamiętać o prawie do odwołania się od decyzji.

Firma Odmet z Siedlec, zajmująca się produkcją wyrobów metalurgicznych, podpisała umowę o dofinansowanie inwestycji w ramach działania 2.3 Sektorowego Programu Operacyjnego — Wzrost Konkurencyjności Przedsiębiorstw. Jednak nie wszystko szło tak, jak firma by sobie tego życzyła. Osiągnięcie celu wymagało cierpliwości i wiary we własne siły. Musiały bowiem minąć miesiące, nim urzędnicy przyznali, że projekt złożony przez Odmet rzeczywiście zasługuje na wsparcie.

Walka o swoje

— Wniosek o dotację złożyliśmy wiosną ubiegłego roku. Projekt dotyczył zakupu specjalistycznych maszyn i — w naszej ocenie — był przygotowany bardzo dobrze. Jednak został odrzucony przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości. Jako uzasadnienie podano uchybienia w biznes planie — tłumaczy Mieczysław Tarczyński, prezes firmy.

Był jednak pewny, że projekt został przygotowany poprawnie i skorzystał z przysługującego mu prawa do odwołania się od negatywnej decyzji urzędnika. Firma przedstawiła Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości swoje argumenty i udało jej się przekonać do zmiany postanowienia.

— Cieszymy się, że nie odpuściliśmy. Dzięki temu podpisaliśmy umowę o dofinansowanie. Trzeba też przyznać, że urzędnicy w sposób rzetelny uwzględnili nasze racje, jednak termin przeprowadzenia inwestycji znacznie się przez to wydłużył — mówi Mieczysław Tarczyński.

To właśnie uciekający czas prezes uważa za jeden z mankamentów w procesie zdobywania dotacji z Unii Europejskiej.

— Nawet, pomijając fakt odrzucenia naszego wniosku, uzyskanie dotacji wymaga dosyć długiego czasu. Nie można nastawiać się, że pieniądze otrzyma się od ręki. Jednak nie jest to aż tak duży problem, biorąc pod uwagę kwotę, którą można uzyskać w zamian za cierpliwość — przyznaje Mieczysław Tarczyński.

Nieubłagane przepisy

Prezes firmy uważa także, że sporym problemem dla beneficjentów są wciąż zbyt mało elastyczne przepisy.

— Nie mogliśmy na przykład zmienić lokalizacji inwestycji, chociaż było to nam na rękę, a nie miało żadnego wpływu na sensowność projektu. A przecież wszystkie wskaźniki przedsięwzięcia — redukcja bezrobocia, podniesienie konkurencyjności, poziom innowacyjności — pozostałyby te same, otrzymalibyśmy za oba projekty tyle samo punktów — tłumaczy prezes.

Mimo to Mieczysław Tarczyński jest zadowolony z otrzymanego wsparcia. Jak mówi, dzięki dofinansowaniu firma może rozwijać się znacznie szybciej.

— Uważam, że każdy przedsiębiorca powinien próbować ubiegać się o wsparcie z Unii i korzystać ze wszelkich możliwości, jakie dają fundusze strukturalne. To jest duża szansa dla polskich firm i niedobrze by się stało, gdybyśmy ją zmarnowali — podkreśla.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu