Dobra chwila na szukanie nowych sposobów zarobku
Kryzys uderza w biura maklerskie. Odchodzą klienci, spadają prowizje. Winna jest nie tylko koniunktura, lecz także sami maklerzy.
Wrocławski Dom Maklerski, notowany na rynku New Connect, opublikował raport finansowy z I półrocza 2008. Grupa wypracowała 15,87 mln zł przychodów i osiągnęła zysk netto na poziomie 5,48 mln zł. Tyle że już sama działalność maklerska przyniosła stratę wysokości 657 tys. zł.
— Dobre wyniki z pierwszego półrocza 2008 to efekt budowy silnej grupy kapitałowej, która prowadzi zdywersyfikowaną działalność finansową w obszarach inwestycji typu private equity, usług korporacyjnych oraz dostarczania produktów i usług inwestycyjnych. Wierzymy, że bardzo dobre wyniki, wysoka dynamika wzrostu spółki oraz bezpieczny, zróżnicowany model prowadzenia biznesu, który pozwala na minimalizację zagrożeń związanych z dekoniunkturą rynkową, okażą się wystarczającą zachętą dla inwestorów giełdowych — mówi Wojciech Gudaszewski, prezes WDM.
Nadzieje prezesa Gudaszewskiego okazują się płonne. Kurs WDM w ciągu roku spadł z poziomu 3 złotych do około 30 groszy.
Zmiana działalności
Podobna sytuacja jest w innych domach maklerskich. Przychody grupy Pekao z tytułu operacji papierami wartościowymi spadły ze 123 mln w pierwszym półroczu 2007 do 57 mln w pierwszym półroczu tego roku.
— Trudno spodziewać się poprawy wyników przy systematycznie malejących obrotach na GPW. Gdy wysycha główne źródło przychodów branży maklerskiej, oznacza to dla niej ciężkie czasy — twierdzi Ronald Paszkiewicz z Centralnego Domu Maklerskiego Pekao.
— Sytuacja w branży jest z pewnością inna niż jeszcze rok temu. Najbardziej odczuły pogorszenie koniunktury te domy maklerskie, które specjalizują się w ofertach na rynku pierwotnym i w inwestycjach na rachunek własny. My — jak już wcześniej zaznaczyłem — wykorzystaliśmy sytuację rynkową do umocnienia naszej pozycji w obrotach na rynku wtórnym. Staramy się pomagać klientom w inwestowaniu, m.in. przygotowując bezpłatny serwis analityczny wraz z rekomendacjami. Nasze plany na najbliższe miesiące to udostępnienie klientom obsługi na rynkach zagranicznych w trybie online — mówi Marek Słomski, prezes ING Securities.
Kto może, dywersyfikuje działalność.
— CDM jest w trochę lepszej sytuacji, ze względu na to, że od kilku lat systematycznie zwiększał sprzedaż jednostek funduszy inwestycyjnych. Oczywiście przy bieżącej nikłej sprzedaży jedynym źródłem przychodów jest management fee od wcześniej zrealizowanej sprzedaży, ale z pewnością ma to stabilizujący wpływ na wysokość przychodów — mówi Roland Paszkiewicz.
Podobną strategię przyjął WDM, którego głównym źródłem przychodów były inwestycje private equity. Internetowy Dom Maklerski pracuje nad stworzeniem własnego banku.
Bezrobotny makler
Biura maklerskie są w o tyle złej sytuacji, że mają trudności z elastycznym reagowaniem na sygnały z rynku. Powiązania z sytuacją na giełdzie są bardzo silne. Gorsze wyniki to mniej inwestorów i mniej firm, które chcą wejść na parkiet. Rezultat jest łatwy do przewidzenia — niższe dochody. Upadków biur maklerskich na razie nie należy się spodziewać, ale prognozowane są inne negatywne skutki bessy. Przede wszystkim — zwolnienia. Jest to jeden z nielicznych sposobów, w jaki domy mogą obniżać koszty działalności.
Okiem inwestora
Czy tylko bessa jest odpowiedzialna za gorsze wyniki? Niektórzy uważają, że nie.
— Częściowo za swoją sytuację odpowiedzialne są także same domy maklerskie, które przespały dobrą sytuację w szczycie hossy. Maklerzy w żaden sposób nie zabiegali o stworzenie stałej bazy klientów, wychodząc z założenia, że w czasie prosperity klienci i tak do nich przyjdą — mówi Konrad Smok, ekspert ze Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych.
Tylko że hossa minęła i sytuacja się zmieniła.
— Wtedy należało zadbać o klienta, rozszerzyć ofertę, zaoferować szkolenia i kursy. Przeprowadziliśmy badania rynku, z których wynika, że inwestorzy czują się zaniedbywani — mówi Konrad Smok.
A taki zaniedbywany inwestor nie ma żadnych oporów przed zlikwidowaniem rachunku. A co będzie dalej?
— Nikt nie wie, kiedy hossa powróci. Za rok? Za pół? Za dwa lata? Ale pewne jest, że wróci. Wtedy jednak biura i domy maklerskie od nowa będą musiały budować swoją pozycję na rynku. Są takie, które dbały o markę i przywiązały do siebie klienta czymś więcej niż tylko niską prowizją. Im będzie łatwiej — uważa Konrad Smok.
Tyle że tej hossy trzeba doczekać w jako takiej kondycji.