Po tym, gdy kraje członkowskie dadzą zielone światło objęciu nawozów rosyjskich i białoruskich cłami, polska prezydencja będzie mogła przystąpić do rozmów z Parlamentem Europejskim; zakończenie prac może nastąpić w tym półroczu.
"To, czy uda się zakończyć negocjacje za polskiej prezydencji, zależy od Parlamentu Europejskiego. Mamy nadzieję, że Polska wynegocjuje to z izbą" - powiedział PAP unijny dyplomata. Jak dodał, w tekście, który w piątek mają przyjąć przedstawiciele państw członkowskich, nie ma żadnych zmian w stosunku do propozycji, z jaką w styczniu wyszła KE. "Cieszymy się, że nie ma zmian i że tak szybko udało się to położyć na stole" - dodał rozmówca.
Nałożenia ceł nie będą mogły zawetować Węgry - decyzja ta wymaga bowiem większości kwalifikowanej wśród krajów członkowskich (15 państw stanowiących co najmniej 65 proc. ogółu ludności UE), a nie jednomyślności.
Natomiast jednomyślnej zgody stolic wymagają sankcje i ich przedłużenie, co odbywa się co pół roku. Wykorzystują to ponownie Węgry, które nie chcą się zgodzić na przedłużenie sankcji indywidualnych. Chodzi o tzw. czarną listę, na której znajduje się ponad dwa tysiąc osób i podmiotów z Rosji. Otwiera ją Władimir Putin. Osoby objęte sankcjami nie mogą wjechać do UE, a ich aktywa są zamrożone.
Ostatnie przedłużenie sankcji indywidualnych miało miejsce 12 września 2024 r. – do 15 marca. Sankcje wygasają więc w sobotę o 23:59. Jeśli nie zostaną przedłużone, osoby na czarnej liście mogą odzyskać dostęp do swoich majątków.
Polska prezydencja zorganizowała w czwartek nadzwyczajne posiedzenie ambasadorów, ale nie przyniosło ono przełomu. Dyplomaci będą kontynuować rozmowy w piątek. Jak powiedziało wcześniej PAP źródło unijne, Budapeszt "tradycyjnie zabiega" o wykreślenie nazwisk z czarnej listy.
Pomimo nałożenia 16. pakietów sankcyjnych na Rosję w związku z inwazją na Ukrainę import nawozów z tego kraju i sojuszniczej Białorusi nie tylko był kontynuowany, ale wręcz wzrósł - w pierwszych ośmiu miesiącach 2024 r. o 52 proc., przynosząc 1,2 mld euro dochodu.
Polska wraz z Litwą, Łotwą i Estonią podnosiły na unijnym forum, że chociaż nawozy, zwłaszcza zawierające fosfor, potas i wodór, są kluczowe dla europejskiego sektora rolniczego, ponieważ zapewniają wysoką produkcję i stabilność upraw, to uzależnienie UE od importu tych towarów naraża Unię na niepewność dostaw, co może zagrozić bezpieczeństwu żywnościowemu w regionie.
W efekcie Komisja Europejska pod koniec stycznia zaproponowała nałożenie ceł na rosyjskie i białoruskie nawozy azotowe, a także na szereg produktów rolnych, które do tej pory nie były objęte wyższymi stawkami celnymi. Łącznie stanowiły one 15 proc. importu rosyjskich produktów rolnych w 2023 r.
Według KE po nałożeniu ceł cały import produktów rolnych z Rosji będzie podlegał unijnym cłom.
