W salonach bez zmian

opublikowano: 21-11-2018, 22:00

Już tylko półtora miesiąca zostało na wyleasingowanie samochodu na starych, bardziej korzystnych zasadach. Mimo tego, wyjątkowo długich kolejek w salonach brak

Od nowego roku będą obowiązywać nowe zasady amortyzacji oraz leasingu i wynajmu samochodów osobowych do firm. Jak łatwo się domyślić, nie będą one bardziej korzystne. Jednak osoby, które wyleasingują lub wynajmą samochód przed terminem wejścia w życie nowych przepisów, zachowają prawa zaliczania wydatków na dotychczasowych zasadach. Dlaczego to ważne? Bo różnica może sięgać nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Nie przewiduję, żeby zmiany regulacji dotyczących rozliczania samochodów
w firmie znacząco wpłynęły na zainteresowanie samochodami premium zarówno pod
koniec obecnego, jak i w przyszłym roku — mówi Wojciech Drzewiecki, prezes
Samaru.
Zobacz więcej

BEZ ZMIAN:

Nie przewiduję, żeby zmiany regulacji dotyczących rozliczania samochodów w firmie znacząco wpłynęły na zainteresowanie samochodami premium zarówno pod koniec obecnego, jak i w przyszłym roku — mówi Wojciech Drzewiecki, prezes Samaru. Fot. Marek Wiśniewski

Można spodziewać się, że fakt ten przełoży się na zwiększone zainteresowanie nowymi autami pod koniec roku, podobne do tego, z jakim mieliśmy do czynienia w sierpniu 2018 r. A wtedy, według danych Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar, sprzedaż nowych pojazdów o masie do 3,5 t osiągnęła rekordowy miesięczny poziom prawie 62 tys. aut, rosnąc o 58 proc. rok do roku i o 19 proc. Powodem były wchodzące od września 2018 r. nowe, bardziej restrykcyjne przepisy odnośnie emisji spalin.

Nowe przepisy

Leasing jest bardzo korzystną dla przedsiębiorców formą finansowania zakupu samochodów, ponieważ umożliwia zaliczenie 100 proc. poniesionych wydatków (wpłata początkowa, raty, wykup) do kosztów uzyskania przychodów (potocznie nazywa się je kosztami podatkowymi), a dzięki temu obniżenie wysokości płaconego podatku. Analogicznie wygląda sytuacja z ubezpieczeniem oraz wydatkami eksploatacyjnymi, takimi, jak: serwis, zakup i wymiana opon, paliwo, autostrady i parkingi, które też można zaliczyć w całości do kosztów podatkowych.

Po 1 stycznia 2019 r. zasady się nieco zmienią. Nowe przepisy wprowadzają limit wartości samochodu w firmie (do 150 tys. zł dla aut z napędem konwencjonalnym i hybrydowym i 225 tys. dla czysto elektrycznych). Tylko do tych wartości aut, wydatki związane z leasingiem oraz wynajmem długoterminowym będą mogły być zaliczane w całości do kosztów uzyskania przychodów. Dotyczy to również ubezpieczenia AC. Jak będzie to działać w praktyce? W przypadku samochodu wartego 150 tys. zł, przedsiębiorca będzie mógł zaliczyć w 100 proc. do kosztów obniżających podatek dochodowy, wydatki z tytułu leasingu oraz najmu, a także koszt zakupu ubezpieczenia (uwaga, wydatki eksploatacyjne będą musiały zostać wyodrębnione w racie).

W przypadku auta wartego 300 tys. zł, czyli dwukrotność ustawowego limitu, do kosztów podatkowych można będzie zaliczyć wydatki do kwoty 150 tys. zł, czyli połowę faktycznie poniesionych kosztów. Dotyczy to rat leasingowych oraz abonamentu za wynajem, a także powiązanego z ceną auta ubezpieczenia AC, które też trzeba będzie rozliczać proporcjonalnie. Na tym nie koniec zmian. Dla samochodów kupionych czy wyleasingowanych po 31 grudnia 2018 r. będą też obowiązywać ograniczenia w zaliczaniu do kosztów podatkowych wydatków eksploatacyjnych. Chodzi o zakup paliwa, opłaty autostradowe i parkingowe czy myjnie, ale też zakup i wyminę opon oraz serwisy. Przedsiębiorcy wykorzystujący auta w tzw. cyklu mieszanym, czyli zarówno w działalności gospodarczej, jak i dla celów prywatnych, będą mogli zaliczyć w koszty jedynie 75 proc. poniesionych wydatków. Aby odliczyć całość kosztów, trzeba będzie złożyć odpowiednią deklarację w urzędzie skarbowym, że auto jest wykorzystywane tylko dla celów biznesowych oraz prowadzić rejestr podróży, czyli tzw. kilometrówkę, podobną do tej, jaka już dziś obowiązuje podatników VAT chcących odliczać całość tego podatku. Analitycy platformy internetowej carsmile.pl sprawdzili, o ile drożej będzie po wejściu w życie nowych przepisów.

Skala strat

Dla celów symulacji przyjęto, że przedsiębiorca rozlicza się 19 proc. liniowym podatkiem dochodowym, jest płatnikiem VAT i wykorzystuje samochód w tzw. trybie mieszanym. Oznacza to, że może odliczyć jedynie 50 proc. podatku naliczonego VAT. Pozostała część VAT stanowi koszt

i powiększa wartość samochodu. Założono także, że przedsiębiorca użytkuje auto na podstawie umowy leasingu zawartej na 3 lata i przejeżdża średnio w roku 15 tys. km. Na początku umowy wniósł opłatę wstępną w wysokości 10 proc. ceny samochodu. Analitycy carsmile.pl wzięli pod uwagę koszty poniesione jedynie w trakcie okresu umowy leasingowej. Koszty te obejmują: miesięczną ratę, ubezpieczenie, wydatki na serwis oraz zakup i wymianę opon, a także koszty paliwa. To, co stanie się z autem po zakończeniu mowy nie stanowiło przedmiotu analizy (samochód może zostać wykupiony i włączony do środków trwałych firmy lub sprzedany). Wyniki? Na nowych przepisach straci każdy, kto nie zdąży podpisać umowy do końca grudnia 2018 r. To, jak bardzo dotkliwe okażą się nowe przepisy, zależy przede wszystkim od wartości samochodu i przejechanych kilometrów, przekładających się bezpośrednio na koszty paliwa. W przypadku auta o wartości 74 tys. zł netto strata wyniesie 700 zł i wynika wyłącznie z ograniczeń dotyczącego rozliczania kosztów eksploatacyjnych wprowadzanych nowymi regulacjami. W przypadku auta o wartości 173 tys. zł netto (23 tys. zł powyżej limitu) to już 6 tys zł. A W przypadku luksusowego pojazdu o wartości 341 tys. zł netto, przedsiębiorca będzie musiał liczyć się z dodatkowym kosztem sięgającym nawet 28 tys. zł. Ponieważ wartość samochodu przekracza dwukrotność limitu 150 tys. zł, możliwe będzie zaliczenie do kosztów podatkowych tylko 39 proc. opłaty wstępnej i miesięcznej raty leasingowej.

Ruch jak zwykle

Wydawać by się mogło, że zmiany skutkujące wzrostem kosztów przyciągną do salonów (szczególnie droższych marek) tłumy klientów. Czy tak się stanie, pokażą wyniki ostatniego kwartału, jednak z relacji przedstawicieli branży nie wynika, by końcówka tego roku miała znacznie odbiegać od normy.

Volvo od lat podnosi swoją sprzedaż na polskim rynku. Od kilku lat odnotowujemy, że ostatni kwartał wiąże się ze wzmożonym ruchem w salonach. Zapowiadane zmiany podatkowe nie wpłynęły znacząco na ten stan rzeczy. Trudno nam przewidzieć, jak zachowa się cały rynek. W naszym przypadku spodziewamy się, że w przyszłym roku odnotujemy przynajmniej taki wynik sprzedażowy, jak w roku obecnym, ze wskazaniem na lekki wzrost — mówi Arkadiusz Nowiński, prezes Volvo Car Poland.

Podobnie jest w Lexusie.

— W czwartym kwartale notujemy dużo wyższy ruch w salonach i jest to zjawisko niezmienne od lat. Lexus wprowadza na rynek jeszcze w tym roku nowy model ES, a w pierwszym kwartale nowego miejskiego crosovera — UX, więc nie prognozujemy spadków — mówi Monika Małek z polskiego oddziału Lexusa.

Dodaje, że możliwym skutkiem nowych regulacji będzie przesuniecie się zainteresowania klientów w kierunku tańszych wersji aut. Również polski oddział Audi nie notuje salonowego ruchu znacznie przekraczającego standard dla ostatnich miesięcy roku.

Nie spodziewam się, by zmiany podatkowe miały istotny wpływ na wyniki roczne, szczególnie w segmencie premium — podsumowuje Wojciech Drzewiecki, szef Samaru. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / W salonach bez zmian