Wakacyjne niespodzianki

Jacek Konikowski
opublikowano: 2007-07-20 07:34

Niemal w każdym europejskim kraju na turystę czekają pułapki. Wystarczy je znać, aby urlop nie zamienił się w koszmar.

Nic tak nie popsuje urlopu jak widok nielegalnego emigranta wyłażącego z bagażnika naszego samochodu na promie z Grecji, spotkanie z policjantem drogówki w Andorze, z celnikami w Turcji czy choćby jazda na gapę tramwajem w Oslo. Przewodniki turystyczne z reguły milczą o srogich przepisach drogowych, przebiegających drogę łosiach czy o sprytnych kieszonkowcach. Wiele z nich może zamienić wakacyjny urlop w prawdziwy horror. Większości można uniknąć. Wystarczy wiedzieć, czego się bać.


Głos mają łosie i ryby
Cóż może zepsuć urlop w najbezpieczniejszej części Europy, w Skandynawii?

— Choćby mandaty za korzystanie z telefonu komórkowego podczas jazdy, a nawet podczas postoju na światłach — mówi Dorota Kalicka, aptekarka z Łodzi, która z ich powodu musiała skrócić urlop w Finlandii. Choć próbowała się targować (bo wolno), to miała pecha. Jechała nowiusieńkim saabem, dlatego policjant uznał, że sypia na pieniądzach i wypisał mandat na kilkaset euro. Gdyby podróżowała fiatem pandą, pewnie skończyłoby się na pogrożeniu palcem.

Wszystko zgodnie z prawem. W Finlandii wysokości mandatów zależą m.in. od stanu majątkowego kierowcy, który policjant ocenia na oko. Zresztą to niejedyna fińska pułapka czyhająca na zmotoryzowanych turystów. Na stacjach benzynowych trzeba uważać, żeby przypadkowo nie zatankować oleju napędowego przeznaczonego dla specjalnej grupy użytkowników mających zwolnienia podatkowe (np. rybacy). Problem w tym, że dystrybutory z takim paliwem są kiepsko oznakowane, więc o pomyłkę i bardzo wysoką karę nietrudno.

W Szwecji, równie bezpiecznej, co Finlandia, sprawcami nieudanego urlopu mogą się okazać zwierzęta oraz ryby. Bardzo często dochodzi tu do wypadków z udziałem zwierzyny leśnej, zwłaszcza z przebiegającymi drogę łosiami, dlatego trzeba zachować szczególną ostrożność w trakcie jazdy przez tereny leśne. No i ryby — ich łowienie jest dozwolone tylko w morzu oraz w pięciu największych jeziorach kraju: Vänern, Vättern, Mälaren, Hjälmaren i Storsjön. Wszędzie indziej można wędkować jedynie po wykupieniu zezwolenia. Kary za jego brak są bardzo wysokie. Osoby podróżujące na północ powinny pamiętać, że nawet latem panuje tam niska temperatura.

Norwegię też można wspominać niemiło, zwłaszcza podróżując po Oslo na gapę. Konsekwencje są bardzo srogie, łącznie z wydaleniem z kraju (w przypadku obcokrajowców). Podobnie jest z drogówką, która może odebrać prawo jazdy nawet za niezbyt duże wykroczenie.

Zresztą faceci z drogówki z niejednego kraju potrafią zamienić urlop w pasmo kłopotów. Specjalnością czeskiej drogówki są mandaty wysokości nawet tysiąca koron za brak naklejki PL lub RP (w tej materii czescy policjanci nie są zgodni). Belgijscy policjanci znani są z przesadnego (dla Polaka) poczucia estetyki. Potrafią uznać za fałszywy każdy dokument ze śladami nadmiernego zużycia lub uszkodzeń. Uchodzą za zbyt skrupulatnych i rygorystycznie egzekwujących nawet z pozoru błahe przepisy.

Ich niemieccy koledzy nie pozostają w tyle. Teutońskie umiłowanie porządku może doszczętnie wyczyścić portfel niejednego turysty. Wysokości mandatów lepiej nie negocjować wzorem Finlandii, bo Busgeldkatalog, który dla policjantów z drogówki jest jak Biblia, zawiera drobiazgowe określenie wykroczeń i związanych z nimi kar.


O matko, drogówka
W drodze do Hiszpanii wielu turystów z ciekawości odwiedza Andorę, kraj równie bezpieczny, co Watykan. Władze szczycą się tym, że przestępczość pospolita prawie tu nie istnieje. Większość kierowców nie domyśla się jednak, że największym zagrożeniem może się okazać miejscowa drogówka, słynąca z nakładania najwyższych mandatów w Europie, szczególnie za choćby nieznaczne przekroczenie prędkości.

— Zbliżaliśmy się do Ordino, gdy nagle zza zakrętu wyłonił się policyjny radiowóz i funkcjonariusz z „suszarką”. Na 50 euro byłem przygotowany, ale nie na 300 — wspomina Stanisław Rębiszowski, właściciel sieci sklepów meblowych Smadler.

W słonecznej Hiszpanii możliwe jest spotkanie jakiegoś faceta z ETA, ale znacznie bardziej prawdopodobne jest, że będzie to rabuś na motocyklu lub na motorowerze. W mgnieniu oka potrafi wyrwać torebkę.

— Byłam świadkiem takiej akcji. Wszystko działo się tak szybko, że nie pamiętałam nawet koloru kasku złodzieja — wspomina Karolina Adamiak, psycholog z Warszawy.

Hiszpanie gustują również w samochodach, zwłaszcza cudzych. Do tego są sprytni, przebijają opony, po czym pod pretekstem pomocy odjeżdżają autem, pozostawiając jego kierowcę z lewarkiem w ręku. Skoro już o kradzieżach, to potrafią one zepsuć urlop zwłaszcza w Chorwacji. Kradzieże w hotelach, na kwaterach prywatnych i kempingach są tu na porządku dziennym.

— Wpierw myśleliśmy, że pomyliliśmy pokój, dopiero potem dotarło do nas, że nas okradziono. Zniknęło dosłownie wszystko, co miało jakąkolwiek wartość, od wody toaletowej po ubrania. Do tego złodzieje wynieśli łup w naszych własnych walizkach — wspomina urlop na wyspie Hwar znany przedsiębiorca z Poznania.

Chorwacja, jako jeden z nielicznych krajów Europy, nie respektuje międzynarodowej konwencji o odpowiedzialności hoteli za rzeczy wniesione.

Na niezabudowanych terenach przygranicznych z Serbią i Czarnogórą oraz przy południowej granicy z Bośnią i Hercegowiną pozostało nadal wiele nierozbrojonych niewypałów i min.


Wynocha z bagażnika
Co może być bardziej traumatycznego od widoku ogołoconego z rzeczy pokoju hotelowego? Choćby widok faceta w waszej przyczepie kempingowej. To grecka specjalność. Nielegalni emigranci zrobią wszystko, żeby się przedostać przez Grecję do Włoch, nawet jeżeli podróż mieliby spędzić w cudzym samochodzie czy w przyczepie.

— Przed wjazdem na prom w Salonikach byłem świadkiem, jak celnicy wyciągali z przyczepy kempingowej na niemieckich numerach faceta o śniadej cerze, który niepostrzeżenie chciał się dostać na prom. Trzeba było widzieć miny tych Niemców — wspomina Dariusz Marczewski, szef firmy Pegas z Torunia.

Lepiej nie pozostawiać samochodu przed podróżą w niestrzeżonych miejscach. Dotyczy to również Turcji.

Turcja, w opinii polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych (MZS), nie należy do bezpiecznych krajów. Oprócz kradzieży i rozbojów, głównie w Stambule, na zagranicznego turystę czyha kilka nietypowych zagrożeń. Pierwszym są narkotyki. Zdarzają się przypadki namawiania do udziału w ich przemycie. Przed przekroczeniem granicy warto dokładnie sprawdzić samochód, jeżeli wcześniej był zaparkowany na ogólnie dostępnym terenie. Bardzo często podczepiane są pakunki z narkotykami, które po przekroczeniu granicy przez nieświadomego kierowcę są odbierane przez handlarzy. Za posiadanie narkotyków grożą w Turcji bardzo wysokie kary, tamtejsze więzienia zaś nie przypominają pensjonatów.

Warto też pamiętać, że w Turcji dominuje islam, i przestrzegać miejscowych obyczajów. Turcy są na tym punkcie bardzo wrażliwi.


Okradli cię? Płać cło
Czechy to kraj relatywnie bezpieczny. Należy jednak szczególnie uważać na bagaż w trakcie nocnych podróży pociągami oraz samochodami. Przestępczość na Węgrzech nie jest większa niż u nas. Niemniej lepiej uważać na kieszonkowców grasujących w Budapeszcie, zwłaszcza w rejonach licznie odwiedzanych przez turystów, jak Wzgórze Zamkowe, Baszta Rybacka, kościół Matyasa, okolice bazyliki czy plac Bohaterów. Szczególnie niebezpieczne mogą się okazać wieczorne spacery na wzgórze Gellerta. Kierowcy powinni pamiętać, że na Węgrzech nie wolno tankować paliwa do kanistrów.

W Bułgarii lepiej nocą nie podróżować samochodem, a zwłaszcza zatrzymywać się na przydrożnych parkingach czy w barach. Bezpieczniej też jechać z zablokowanymi drzwiami, zaleca nasz MSZ. Nie należy pozostawiać samochodu bez dozoru, szczególnie z bagażami, nawet na krótki postój. Prawdziwego pecha będzie miał turysta, którego auto zostanie skradzione. Zgodnie z bułgarskim prawem, przy wyjeździe z kraju będzie musiał zapłacić cło za swój samochód. Można temu zapobiec, pilnując, aby celnik nie wbił do paszportu potwierdzenia własności samochodu. Można też na miejscu wykupić specjalne ubezpieczenie od kradzieży.

Bułgaria to jeden z nielicznych krajów, w których wciąż istnieje obowiązek meldunkowy. Jego niedopełnienie pociąga za sobą 100 dolarów grzywny. Wybierając się do Rumunii, trzeba pamiętać o niemal wszędobylskich kieszonkowcach, kiepskich drogach oraz o wysokim stopniu przestępczości, głównie na prowincji. Podobnie jak w sąsiedniej Bułgarii, bezpieczniej nie podróżować nocą. Realnym zagrożeniem podczas nocnej jazdy są nieoświetlone pojazdy, przede wszystkim furmanki.


Zielona Wyspa
Irlandia to piękny i raczej bezpieczny kraj, gdyby nie groźba zamachów bombowych w północnej części wyspy. Belfast (określany niegdyś mianem Bejrutu Europy), Londonderry, Omagh to miasta, w których bojownicy IRA najchętniej podkładali wybuchowe budziki. I choć od dawna żaden nie zadzwonił, władze dmuchają na zimne. Czasem do przesady. Dlatego lepiej nie parkować samochodu przy krawężniku pomalowanym na czerwono. Może się zdarzyć, że po powrocie na przykład z zakupów zastaniemy brygadę saperów wysadzających nasze auto w powietrze.

Tutejsze prawo na to zezwala, patrole zaś są bardzo wyczulone na samochody pułapki. Podczas licznych kontroli ulicznych w Belfaście i Londonderry lepiej być miłym dla żołnierzy. I jeszcze jedno, w Belfaście i Dublinie ginie najwięcej aut w całej Irlandii.

Wielu przygód nie da się przewidzieć, ale można zapobiec ich skutkom. Dlatego departament konsularny Ministerstwa Spraw Zagranicznych radzi: „Wiele problemów wynika z faktu zagubienia lub kradzieży pieniędzy i dokumentów. Warto więc, oprócz gotówki uzbroić się w ratunkową kartę kredytową. Fotokopia paszportu czy dowodu osobistego też się może przydać. Warto również znać adresy i telefony polskich placówek dyplomatycznych. Konsul zawsze udzieli pomocy w wielu trudnych sytuacjach”.

Oby nie musiał.
Jacek Konikowski (Puls Biznesu wyd. 2395, s. 14)