Wskaźnik Dow Jones rósł na finiszu o 0,07 proc. S&P500 zyskiwał 0,40 proc., zaś Nasdaq 0,78 proc.
Negatywne nastawienie inwestorów z pierwszej połowie sesji było przede
wszystkim wynikiem reakcji na rozczarowujące dane makro, które podkopały wiarę w
trwałe odbicie w największej gospodarki świata.
Chodzi głównie o odczyt
dynamiki PKB w pierwszym kwartale bieżącego roku. Podczas gdy uaktualnione
prognozy zakładały wzrost gospodarczy na poziomie 2,1 proc. ten wyniósł
„zaledwie” 1,8 proc. przy poprzednim odczycie rzędu 3,1 proc.
Równie złe sygnały napłynęły z rynku pracy. W minionym tygodniu liczba osób po raz pierwszy ubiegających się o zasiłek dla bezrobotnych wzrosła do 434 tys. z 409 tys. tydzień wcześniej i średniej oczekiwań analityków na poziomie 401 tys.
W poprawie nastrojów pomogły lepsze od prognoz wyniki finansowe kilku spółek.
Bardzo mocno, momentami o ponad 8 proc. drożały akcje Tiffany. Drugi na świecie pod względem wielkości detalista dóbr luksusowych w tym biżuterii podniósł swoją prognozę finansową. Pomogły w tym wyniki sprzedaży w Japonii, która okazała się lepsza od oczekiwań mimo marcowego trzęsienia ziemi.
W prestiżowej średniej Dow Jones, grupującej największe blue chipy udany dzień miały walory Microsoftu. Aprecjacja kursu była głównie zasługą oceny Mario Gabelli’ego, prezesa Gamco Investors. Stwierdził on, że akcje największego na świecie producenta oprogramowania komputerowego są „statystyczni” tanie.
Ważnym czynnikiem dla przyszłej koniunktury na Wall Street może okazać się
obniżenie przez bank Goldman Sachs prognozy dla indeksu S&P500 z 1500 do
1450 pkt i redukcja oczekiwań odnośnie zysków za 2012 r.