Waluciarz chce zniknąć z czarnej listy

opublikowano: 17-12-2018, 22:00

Operator platformy Dobrykurs.pl został wpisany na listę ostrzeżeń publicznych KNF. Teraz robi wszystko, żeby z niej zniknąć, nim przez wpis zniknie sam

„Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) podaje do publicznej wiadomości informacje o złożonych przez siebie zawiadomieniach o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Do publicznej wiadomości podaje się nazwę podmiotu, w związku z działalnością którego zostało złożone zawiadomienie” — takie jest umocowanie prawne w ustawie o nadzorze nad rynkiem finansowym listy ostrzeżeń publicznych, na której znajduje się już prawie 230 firm i osób fizycznych. Od ubiegłego tygodnia na liście znajduje się spółka Waluciarz.pl, zajmująca się wymianą walut i przekazami pieniężnymi. Ma zezwolenie KNF na prowadzenie działalności w roli krajowej instytucji płatniczej, w związku z czym jest jednym z niewielu podmiotów na liście ostrzeżeń, które są bezpośrednio nadzorowane przez komisję. Na czarną listę wpisano ją w związku z wysłanym przez nadzór zawiadomieniem do prokuratury, dotyczącym „prowadzenia bez zezwolenia działalności w zakresie obrotu instrumentami finansowymi, to jest w zakresie doradztwa inwestycyjnego oraz oferowania instrumentów finansowych”.

NA CENZUROWANYM:  Przypadki wpisania na listę ostrzeżeń publicznych firmy nadzorowanej przez KNF są wyjątkowo rzadkie. Waluciarz.pl, kierowany przez Rafała Paluszkiewicza, trafił na nią za prowadzenie bez zezwolenia działalności w zakresie obrotu instrumentami finansowymi. Prezes podkreśla, że sprawa nie dotyczy jej podstawowej działalności, KNF wyjaśnia, że ma podejrzenie popełnienia przestępstwa, a w takiej sytuacji wpis to oczywistość.
Zobacz więcej

NA CENZUROWANYM: Przypadki wpisania na listę ostrzeżeń publicznych firmy nadzorowanej przez KNF są wyjątkowo rzadkie. Waluciarz.pl, kierowany przez Rafała Paluszkiewicza, trafił na nią za prowadzenie bez zezwolenia działalności w zakresie obrotu instrumentami finansowymi. Prezes podkreśla, że sprawa nie dotyczy jej podstawowej działalności, KNF wyjaśnia, że ma podejrzenie popełnienia przestępstwa, a w takiej sytuacji wpis to oczywistość. Fot. Marek Wiśniewski

Przedstawiciele spółki mówią, że to dla nich szok.

— Zostaliśmy wpisani na listę ostrzeżeń publicznych, co jest dla nas bardzo poważnym ciosem wizerunkowym i biznesowym. Dla takiej spółki, jak nasza, wpis na listę to niemal wyrok śmierci — mówi Rafał Paluszkiewicz, prezes Waluciarza. Po wpisie na czarną listę spółka natychmiast zaczęła walkę o wyjaśnienie sytuacji, a KNF po kilku dniach doprecyzowała, że wpis nie ma związku z podstawową, czyli nadzorowaną, działalnością. Sprawy to jednak nie zamknęło, ale po kolei.

Walutowe problemy

Waluciarz.pl prowadzi platformę wymiany walut pod szyldem Dobrykurs.pl. W 2016 r. spółka wykazała 301 mln zł przychodów, a rok temu — po zmianie zasad księgowania — 7,3 mln zł przy 0,9 mln zł zysku netto. Różnice nie powinny szokować — w branży część kantorów uznaje za przychody obroty klientów (tak robi np. Cinkciarz.pl, który wykazał w ubiegłym roku 17 mld zł przychodów), a część tylko marżę narzucaną na transakcje klientów. Rafał Paluszkiewicz był w przeszłości m.in. szefem zespołu dilerów korporacyjnych w londyńskim Calyon Corporate and Investment Bank, pracował też w Pekao i BGŻ. Waluciarz.pl od lipca 2015 r. ma zezwolenie KNF na świadczenie usługi przekazu pieniężnego.

— Wpisanie nas na listę było dla nas kompletnym zaskoczeniem. Na przełomie kwietnia i maja była w spółce kontrola KNF, a teraz realizujemy zalecenia pokontrolne, o czym urząd doskonale wie. Nic nie wskazywało na to, że może złożyć zawiadomienie do prokuratury i wpisać nas na listę. Wciąż zresztą nie wiemy, której z naszych usług dotyczy to zawiadomienie — mówi Rafał Paluszkiewicz. Przedstawiciele spółki sądzą, że chodzi o jedną z dodatkowych usług świadczonych klientom.

— Przypuszczamy, że chodzi o marginalną w naszym biznesie i dość standardową w branży usługę tzw. rezerwacji kursu. Świadczymy ją incydentalnie od lat, pytaliśmy zresztą KNF o ten produkt i mamy analizy prawne, które potwierdzają, że nie jest to instrument finansowy i nie musimy mieć na niego osobnej zgody — mówi Rafał Paluszkiewicz.

KNF szczegółów sprawy publicznie podać nie może. Zapewnia jednak, że wiosenna kontrola nie miała związku z grudniowym wpisem na czarną listę.

— Kontrola KNF w spółce Waluciarz.pl nie obejmowała swoim zakresem kwestii, których dotyczy zawiadomienie Urzędu KNF. Z uwagi na ustawową tajemnicę zawodową urząd nie może udzielać szczegółowych informacji na temat czynności podejmowanych wobec konkretnych podmiotów nadzorowanych — mówi Jacek Barszczewski, rzecznik KNF.

Efekt ostrzeżenia

Po wpisie na listę ostrzeżeń publicznych spółka od razu zaczęła mieć problemy.

— Konsekwencje biznesowe pojawiły się niemal od razu po wpisaniu nas na listę: stało się to w poniedziałek około godziny 16, a już we wtorek o 9:51 przyszedł mejl od Banku Millennium, z którym stale współpracujemy już od 2014 r. w zakresie realizacji przekazów. Poinformowano nas w nim o wypowiedzeniu umowy w trybie natychmiastowym, czyli w zasadzie do końca tego dnia. Nadal liczymy na to, że bank się zreflektuje i wspólnie wypracujemy model współpracy, gdyż nie ma żadnego śledztwa wobec spółki ani wpis nie dotyczy przekazów, które tam realizowaliśmy. Kilka godzin później odezwał się mBank, który chciał, byśmy wszystkie transakcje zaczęli rozliczać gotówkowo, co w naszej branży nie jest przyjęte i bardzo ogranicza możliwości. Każdy kolejny dzień obecności na liście powoduje, że coraz trudniej obsługiwać klientów, którzy odchodzą do konkurencji. Wpis sparaliżował naszą działalność, skrajnie utrudniając świadczenie usług płatniczych, które nie są objęte jakimkolwiek wpisem na listę ostrzeżeń — mówi Rafał Paluszkiewicz.

Sytuacja była na tyle poważna, że prezes Waluciarza zdecydował się pójść do KNF i… nie wyjść z budynku urzędu aż do skutku.

— We wtorek poszedłem do KNF, ale zostałem odesłany z kwitkiem i informacją, że nikt nic nie wie i nie może. W środę z braku możliwości normalnego umówienia spotkania starałem się spotkać przewodniczącego na wigilii GPW, ale niestety tam się nie pojawił. W czwartek z samego rana poszedłem do KNF zdeterminowany, że nie wyjdę stamtąd, dopóki ktoś ze mną nie porozmawia. Na szczęście udało mi się porozmawiać z wiceprzewodniczącym Andrzejem Diakonowem. Dzięki temu KNF opublikowała komunikat, w którym wyjaśnia, że nasza podstawowa działalność, polegająca na świadczeniu usług płatniczych, nie jest przedmiotem zawiadomienia do prokuratury. Wciąż jednak jesteśmy wpisani na listę i ponosimy z tego tytułu szkody — opowiada Rafał Paluszkiewcz.

Kwestia precyzji

Rzeczywiście, w środę na stronach KNF pojawił się dodatkowy komunikat w sprawie Waluciarza, w którym można przeczytaćm.in., że „działalność podmiotu, polegająca na świadczeniu usług płatniczych w charakterze krajowej instytucji płatniczej nie jest objęta zawiadomieniem", a także „zamieszczane na liście ostrzeżeń publicznych informacje dotyczą z reguły fragmentu działalności prowadzonej przez dany podmiot i nie obejmują oceny legalności działalności prowadzonej w pozostałych obszarach".

— Zdecydowana większość wpisów na listę ostrzeżeń publicznych KNF obejmuje podmioty nieobjęte nadzorem KNF. Przypadki umieszczania na liście podmiotów nadzorowanych są wyjątkowo rzadkie. W celu uniknięcia możliwych wątpliwości, jakie mogą mieć klienci takiego podmiotu, KNF może zdecydować się w takich sytuacjach na dodatkowy komunikat w celu wskazania na oczywiste okoliczności towarzyszące wpisowi, czyli: jaka jest podstawa prawna wpisu na listę oraz to, że zawiadomienie skierowane przez UKNF do prokuratury może nie dotyczyć podstawowej działalności podmiotu wpisanego na listę bądź też działania podmiotu objęte zawiadomieniem miały charakter historyczny — wyjaśnia Jacek Barszczewski. Przedstawiciele Waluciarza uważają, że znaleźli się w sytuacji rodem z „Paragrafu 22”.

— Chcemy jak najszybciej zniknąć z listy ostrzeżeń publicznych, ale mechanizm jej funkcjonowania jest taki, że trudno nam cokolwiek zrobić. Przeciw spółce nie toczy się żadne śledztwo — wiemy tylko, że od niedawna toczy się śledztwo w sprawie, ale wciąż nie wiemy, w jakiej konkretnie. W tym tygodniu znów mamy spotkać się z przedstawicielami KNF i może wtedy dowiemy się, o co chodzi — mówi Rafał Paluszkiewicz.

Rzecznik KNF podkreśla jednak, że w przypadku uzasadnionego podejrzenia popełnienia przestępstwa bez zawiadomienia do prokuratury i wpisu na listę ostrzeżeń nie można się obyć.

— Na KNF ciąży ustawowy i bezwzględny obowiązek niezwłocznego zawiadamiania organów ścigania o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, a takie podejrzenie pojawia się w przypadkach stwierdzenia naruszenia przepisów karnych ustaw regulujących działalność nadzorowaną. KNF nie może odstąpić od złożenia zawiadomienia, skłaniając uprzednio podmiot do zaprzestania naruszeń, gdyż takie postępowanie samo wypełniałoby znamiona czynu zabronionego. Złożenie zawiadomienia i umieszczenie podmiotu na liście ostrzeżeń nie kończy i nie wyklucza działań nadzorczych KNF podejmowanych na podstawie regulujących kompetencje komisji przepisów ustaw — mówi Jacek Barszczewski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu