Walutowiec z południa

opublikowano: 13-01-2023, 10:43
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Renault mocno rozpycha się w segmencie C. Po bardzo udanym w pełni elektrycznym modelu Mégane e-tech wprowadza SUV-a. Tym razem dla tych, którzy na elektromobilność nie są jeszcze gotowi.

Jeden silnik, dwa warianty:
Jeden silnik, dwa warianty:
Na razie nowość od Renault dostępna jest z jednym silnikiem benzynowym o pojemności 1,3 l i układem tzw. miękkiej hybrydy, w dwóch wariantach mocy 140 lub 160 KM.
Dominik Kalamus

Całkiem niedawno na rynek wjechała kolejna generacja modelu Mégane. Chociaż określenie kolejna generacja jest mocno naciągane. To w zasadzie zupełnie nowa propozycja. Takie Mégane naszych czasów. Z poprzednikiem łączy go niemal wyłącznie nazwa. Jest elektryczny (i tylko taki) i sporo większy od każdego z poprzednich nosicieli tego uznanego w historii współczesnej motoryzacji imienia, i bardzo nowoczesny. Podobnie jak uznani przodkowie również Mégane e-tech elektryczny (bo tak brzmi jego pełna nazwa) to samochodowy segment C. Auto zostało doskonale przyjęte, a część obserwatorów rynku uznała je za dowód rozpoczęcia przez francuską markę nowej ofensywy w segmencie kompaktów. Coś jest na rzeczy. Kilka tygodni temu byłem na kolejnej prezentacji przedstawiciela segmentu C z rombem na masce. Tym razem SUV-a i jednocześnie całkiem ciekawej propozycji dla ciebie. Ale tylko wtedy, gdy nie po drodze ci z autami na prąd. Przed państwem Renault Austral.

Spalinowy megan?

Pięknie i głośno:
Pięknie i głośno:
Wnętrze zaskakuje dizajnem (na plus) i ergonomią (również na plus). Na plus jest też wygoda. Jednym minusem jest wyciszenie kabiny.
Dominik Kalamus

Jeśli widziałeś elektrycznego megana i jeśli ci się spodobał, a jedyne, co cię mierziło, była niemożność wybrania innego napędu niż czysto elektryczny, Austral jest właśnie dla ciebie. Zastrzegam jednak, że nie jest to po prostu spalinowe Mégane E-Tech, ma jednak z elektrycznym kompaktem wiele wspólnych elementów i detali. Mówiąc krótko, jeśli odpowiada ci wygląd Mégane, z pewnością obejrzysz się za Australem. Mówią tym samym językiem… stylistycznym. Niemniej Austral to mierzący 4,51 m SUV. Tak jak model, którego jest następcą (Kadjar), dzieli DNA z Nissanem Qashqaiem. Innymi słowy, będzie konkurować z takimi autami jak Corolla Cross od Toyoty, Tucson od Hyundaia, Sportage od Kii czy 3008 od Peugeota. Czym będzie konkurować?

Po pierwsze aparycją. Renault zawsze (pomijając czasy modelu Thalia) miało szczęście do stylistów. W zasadzie (poza wspomnianym modelem) trudno mi sobie przypomnieć brzydkie auto tej marki. Nawet jeśli nie były piękne, to nigdy (z ww. wyjątkiem) nie były nudne dla oka. Nie inaczej jest w przypadku Australa – choć to oczywiście bardzo subiektywna opinia. Trudno nie zauważyć podobieństw do wspomnianego elektryka. Dotyczy to zarówno zewnętrza, jak i wnętrza. Nie dotyczy napędu. I to ani trochę. Austral wjeżdża na rynek z jednym silnikiem. Spalinowym na benzynę (i układem miękkiej hybrydy). To 4-cylindrowa jednostka o pojemności 1,3 l w dwóch wariantach. Możesz wybrać wersję 140- lub 160-konną. Pojeździłem mocniejszą wersją i już wiem, że warto poczekać. O tym na co – za chwilę. Teraz będzie o tym, dlaczego i kto powinien poczekać.

Na papierze 160 koni mechanicznych wydaje się wystarczające. I tak jest, ale tylko dla tych, którzy od przyspieszenia oczekują tylko tego, że występuje. Niemal 1,5-tonowe auto rozpędza się od 0 do 100 km/h w niespełna 10 s. Nie jest to porywający wynik nawet jak na auto rodzinne do spokojnej jazdy. Daleko mu do ociężałości, niemniej daleko też do tego, o czym myślisz, wiedząc, że pod maską drzemie (nomen omen) 160 KM. Wrażenia nie robi też elastyczność tej jednostki. Ponad 7 s potrzebne jest na rozpędzenie Australa w mocniejszej wersji od 80 do 120 km/ha. I znowu na papierze to po prostu przeciętne wartości i jak najbardziej pasują do charakteru auta. Zza kierownicy nie wygląda to tak kolorowo. Gdyby nie stoper, celowałbym, że Austral przyspiesza wolniej, dużo wolniej. Niestety, ta spokojność w prowadzeniu nie znajduje odzwierciedlenia w spalaniu. Znaczy znajduje, ale nie takie, jakiego bym oczekiwał. Kilkaset kilometrów (głównie po polskich autostradach) zakończyłem wynikiem 9,1 l na 100 km. Konie, choć ospałe, są całkiem żarłoczne. Dodam, że auto nie było załadowane po dach i że było napędzane tylko na przednią oś, bo Austral nie występuje z napędem na obie osie. Jeszcze jeden raz się przyczepię. Potem już samo dobro. A przyczepię się do wyciszenia. Nie zrobiłbym tego, gdybym wcześniej nie jeździł siostrzaną konstrukcją od Nissana. Ale jeździłem, więc muszę. Nissan może i jest bratem Australa, ale zdecydowanie z innej matki. Przynajmniej pod względem wyciszenia. To dwa różne światy, a Austral nie jest tym cichszym. Ma za to najcichszy na motoryzacyjnym rynku… kierunkowskaz. W sensie, że nie słychać cykania. Dziwne. Ale co kto lubi.

Warto poczekać

Rachunek:
Rachunek:
Cennik otwiera kwota 134,9 tys. zł (wersja equilibre z silnikiem o mocy 140 KM i manualną skrzynią biegów). Ceny topowych wersji z najmocniejszym silnikiem ocierają się o 200 tys. zł.
Dominik Kalamus

Tyle czepiania się. Nie wątpię, że opisane cechy Australa z benzyniakiem wielu kierowcom zupełnie nie będą przeszkadzać. Ja – jeśli zamierzałbym kupić to auto – poczekałbym do maja. Wówczas gama wzbogaci się o klasyczną hybrydę. Ma mieć 200 KM (choć za spalinową część układu będzie odpowiadał mniejszy, 1,2-litrowy benzyniak) i znacznie lepszą elastyczność (od 80 do 120 km/h przyspieszy w 5,6 s, a nie w ponad 7). Powinno być lepiej. Do całej reszty tworzącej model Austral doprawdy trudno się przyczepić. Aparycja (o której już wspominałem), jakość materiałów, prowadzenie, spasowanie elementów, wygoda – wszystko to sprawia, że masz poczucie podróżowania porządnym rodzinnym SUV-em. Nic cię nie zaskoczy, ale i nic nie rozczaruje (ewentualnie zdziwi – tak, znowu piję do cichego kierunkowskazu). Renault przewidział dla tego modelu całą masę dodatków – zarówno w kwestii bezpieczeństwa, jak i komfortu, m.in. aż 32 systemy bezpieczeństwa i asysty czy ultranowoczesne reflektory matrycowe. Ultranowoczesne jest również wnętrze. Wita kierowcę dwoma dużymi ekranami o przekątnej 12 cali. Pierwszy pełni rolę zegarów, a przedstawiane przezeń informacje można niemal dowolnie konfigurować. Drugi, umieszczony centralnie na desce rozdzielczej, stanowi centrum systemu informacyjno-rozrywkowego.

Ekrany są zabezpieczone powłoką zapobiegającą pozostawianiu odcisków palców oraz przeciwodblaskową. Ogromnym plusem systemu multimedialnego jest to, że Renault nie kombinował przy nim sam. Postawił na Google’a. Oznacza to m.in. wbudowanego asystenta głosowego i Google Maps w roli fabrycznej nawigacji.

Pogoda czy waluta

Bliźniacy dwujajowi:
Bliźniacy dwujajowi:
Renault Austral oparty na płycie podłogowej CMF-CF (tej samej, na której spoczywa Nissan Qashqai). Nie są to jednak bliźniacy jednojajowi. Różnią się napędami i tym, że ten japońskiej marki dostępny jest również z napędem na obie osie.
Dominik Kalamus

Nadwozie Australa jest długie na 4,51 m, na 1,83 m szerokie. Wysokość to 1,62 m. Wymienione cyferki w połączeniu z rozstawem osi wynoszącym 2,67 m zapewniają dosyć przestronności, by bez specjalnych wyrzeczeń pomieścić 5-osobową rodzinkę. Na rodzinne szpargały przewidziano 500-litrowy bagażnik. Po złożeniu tylnej kanapy pojemność urośnie do 1525 l, ale rzecz jasna pasażerowie tylnej kanapy zostają w domu. Nieważne czy z dziećmi czy bez, Austral prowadzi się stabilnie i przewidywalnie. Radzi sobie również poza utartymi szlakami. Ale to zasługa przede wszystkim prześwitu (170 mm), napędu na obie osie nie. Bo go nie ma. I nie będzie. Pozycja o nazwie 4Control to znany układ skrętnej tylnej osi. W Australu został udoskonalony. Tylne koła wychylają się teraz aż o 5 stopni, a nie o 3,5 jak wcześniej. To sprawia, że tam, gdzie miejskie auto zawraca na trzy, Austral da radę na raz.

Podsumowując. Austral to nowoczesny SUV. Kusi urodą i czaruje detalami. Miło się na niego patrzy i równie miło w nim przebywa. Testowana wersja to wydatek nieco ponad 180 tys. zł. Dodając kolejne gadżety, nietrudno jednak przebić barierę 200 tys. zł. Wniosek? Auto w żaden sposób nie odstaje od konkurencji – to co traci w jednym miejscu, odrobi w innym. Corolla Cross spali mniej, ale jest brzydsza, siostrzany model od Nissana jest cichszy, ale ma mniej logiczne wnętrze. Największą przewagą nowości od Renault jest bardzo miła i mało nerwowa atmosfera, jaką produkuje. To miłe i ładne auto, choć niepozbawione wad. Czyli? Zupełnie tak samo jak każdy z konkurentów. Mam tylko nadzieję, że Austral nie podzieli roli imiennika. Część z was pamięta zapewne, że tak nazywała się waluta Argentyny. Można było nią płacić w tym kraju w latach 1985-91. Zastąpiła stare argentyńskie peso. Niestety austral upadł. Wysoka inflacja w Argentynie zmusiła bank centralny tego kraju do emitowania kolejnych coraz wyższych nominałów australa. Konsekwencją była kolejna wymiany pieniędzy i powrót do peso, co oznaczało kres kariery australa. Na szczęście Renault nie nazwał modelu po upadłej argentyńskiej walucie. Austral znaczy tyle co południowiec. Ma się kojarzyć z ciepłem, słońcem i wakacjami. I to się zgadza. Znacznie więcej w nim komfortu niż dynamiki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane