Wartościowy biznes

Aleksandra Więcka
14-03-2005, 00:00

„Tygodnik Powszechny” wydaje jedyny w Polsce dodatek poświęcony etyce biznesu. Czy obudzi sumienia przedsiębiorców? Zdobędzie nowych czytelników?

„Ucho Igielne” — bo tak nazywa się biznesowy dodatek do „Tygodnika Powszechnego” — to właściwie przewodnik. Po czym?

— Po świecie etyki biznesu, w którym przedsiębiorcy zmuszeni są często podejmować moralnie niełatwe decyzje — mówi Jacek Ślusarczyk, wiceprezes zarządu Tygodnika i pomysłodawca „Ucha Igielnego”.

Nie o zysk tu chodzi

Dodatek różni się od wszelkiego rodzaju pism biznesowych dostępnych na rynku. Nie doradza, jak osiągnąć największy zysk czy wywikłać się z plątaniny zobowiązań wobec fiskusa, ale jak prowadzić interesy zgodnie z zasadami CSR (Corporate Social Responsibilty), czyli społecznej odpowiedzialności biznesu. „Chodzi o to, żeby firma zarabiając pieniądze unikała działań, które mogą być dla innych szkodliwe lub niebezpieczne. Oznacza to, że nie wystarczy dać czek z dużą liczbą zer na sierociniec, by móc spokojnie zatruwać rzekę koło fabryki” — pisze w jednym z numerów Rafał Szymczak, dyrektor w agencji PR Profile.

Czy jednak jest w Polsce miejsce na pismo zajmujące się taką tematyką? Czy polski biznes dojrzał już do tego, by zaprzątać sobie głowę etyką i społeczną odpowiedzialnością?

Najwyższy czas, by to zrobił. Jak pisze Szymczak, w USA — gdzie narodziła się ta koncepcja — siłą, która zmusiła przedsiębiorców do szacunku dla pracowników i otoczenia firmy, były zorganizowane protesty poszkodowanych i… upadki firm, kierujących się krótkowzroczną polityką maksymalnego zysku. Do spektakularnych należał choćby przykład Enronu. Dobra opinia to kapitał. Zła atmosfera wokół przedsiębiorstwa czy plotki potrafią mocno zaszkodzić. Nie bez powodu pozywane w USA firmy przystają na wysokie odszkodowania, byle tylko nie doprowadzać do rozpraw sądowych — zwykle łakomego kąska dla mediów. Nieuczciwość przestała się opłacać, a sumy odszkodowań i nadszarpnięta reputacja stawiały wiele firm na progu upadku. A w Polsce? Jak widać na przykładach Biedronki czy sieci Avon, których pracownice zaskarżyły swoich pracodawców i nagłośniły ich skandaliczne praktyki, świadomość i siła protestujących rośnie. To dobry moment, żeby zastanowić się nie tyko nad tym, ile da się zarobić, ale też — jak.

Jak przejść przez ucho?

Jak to się stało, że katolickie pismo społeczno-kulturalne, postrzegane jako dość kostyczne, zajęło się biznesem?

— Od sześćdziesięciu lat „Tygodnik Powszechny” porusza trudne, nierzadko niewygodne tematy. Dotyczą wszystkich dziedzin życia, nie tylko wiary czy filozofii. Nie ma powodu, żeby akurat zarabianie pieniędzy wyłączyć z tych rozważań. Jako byłemu przedsiębiorcy ten pomysł przyszedł mi do głowy w sposób całkowicie naturalny — wspomina Ślusarczyk.

Zwłaszcza że to temat chwytliwy, a Ślusarczyk trafił trzy lata temu do „Tygodnika” właśnie po to, by poprawić jego sytuację finansową.

— Po dwunastu latach zarządzania firmą Jago, którą współtworzyłem od podstaw, nadarzyła się dobra okazja, żeby sprzedać akcje. Zrobiłem to, a potem wraz z długoletnim przyjacielem i wspólnikiem Aleksandrem Kardysiem zostaliśmy zaproszeni do pracy w „Tygodniku”. W ten sposób wróciłem do środowiska, które jest mi bliskie od wielu lat, gdzie w dodatku mogę wykorzystać swoje doświadczenia w zarządzaniu firmą — tłumaczy Ślusarczyk.

Dzięki swoim kontaktom ściąga do pisania nie tylko teoretyków, ale i praktyków.

— Ale tylko takich, którzy podchodzą do biznesu refleksyjnie i mają coś ważnego do powiedzenia — zastrzega redaktor „Ucha Igielnego”.

Dodatek wychodzi raz w miesiącu. Każdy numer ma swój temat przewodni: od dobroczynności, przez lobbing, konsumpcję, prawo własności i nowoczesny patriotyzm konsumencki (te dwa ostatnie w najbliższych numerach).

— Chcemy nadać właściwy sens pojęciom, które wiedza potoczna i rozmaite afery wypaczają. Przecież choćby lobbing — normalna i zgodna z prawem działalność — większości kojarzy się z pokątnymi układami — mówi Ślusarczyk.

Na pytania o to, czy własność zawsze jest święta albo dlaczego Polacy nie lubią bogatych, odpowiadają prof. Edmund Wnuk-Lipiński, Hanna Gronkiewicz-Waltz, Jan Krzysztof Bielecki, Tomasz Szlendak czy Henryka Bochniarz. Praktycznych rad, jak przejść przez biblijne ucho igielne, udziela biznesmenom Janusz Palikot — przewodniczący rady nadzorczej Polmosu i współwłaściciel wydawnictwa słowo/obraz/terytoria. Ten ostatni do każdego tematu przewodniego podaje pomysły na to, jak na nim etycznie zarobić. Umie wycisnąć pomysł na biznes nawet z tak — zdawałoby się — niedochodowych dziedzin, jak ideologia alterglobalistów albo filozofia.

Forum dla biznesu

Czy „Tygodnik Powszechny” to dobra trybuna dla biznesowo-ekonomicznych rozważań?

— Na pewno potrzebna — mówi Marek Goliszewski, prezes Business Centre Club, który obok Forum Polskiej Rady Biznesu został stałym partnerem dodatku. Podobnie jak kilku zamożnych biznesmenów i wielkich firm (PZU, BP), z przekonania wspierających — również finansowo — nową inicjatywę krakowskiego tygodnika.

Potrzebna — zapewne tak. Chociaż nie wiadomo, komu bardziej: przedsiębiorcom czy zwykłym zjadaczom chleba, którym biznes wciąż kojarzy się z ciemnymi machinacjami.

— Przedsiębiorczość w Polsce jest wciąż na bardzo niskim poziomie, a rozwarstwienie społeczne rośnie. 80 procent Polaków to ludzie niezamożni. Taka sytuacja tworzy niedobry klimat dla przedsiębiorczości, sprzyja nadużyciom — twierdzi Goliszewski. Dlaczego? Bieda i bezrobocie wiążą ręce tym, którzy chcieliby protestować przeciwko nieuczciwym praktykom. Jego ambicją jest uświadamianie ludziom, jak wiele zależy od ich aktywności.

Odmłodzić czytelników

A „Tygodnik Powszechny” czytany jest przez tych, którzy z tych rad mogliby skorzystać. Przeciętny czytelnik to człowiek wykształcony, mieszkający w dużym mieście, ale niezamożny. Czyli tradycyjny polski inteligent. Ale jedno się zmieniło.

— Odkąd udostępniamy „Tygodnik” wraz z „Uchem Igielnym” w internecie, czyta nas coraz więcej młodych ludzi — mówi Jacek Ślusarczyk.

Czy dodatek biznesowy to dobry magnes dla nowych, młodych i dynamicznych czytelników? Tego na razie nie wiadomo, choć Ślusarczyk przyznaje, że szuka dróg dotarcia do nowych odbiorców. A jeśli „Ucho” okaże się strzałem w dziesiątkę, będzie świetnym przykładem, że łączenie pożytecznego z intratnym jest możliwe.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Aleksandra Więcka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / Wartościowy biznes