Węgierskie Dionizje

Karolina Guzińska
26-05-2006, 00:00

Wiosenne święto wina ściąga tłumy — amatorów dostałego trunku wozi specjalny pociąg z Budapesztu. Feta w Tokaju potrwa do niedzieli, 28 maja.

Zaledwie 137 miejscowości na świecie nosi tytuł Międzynarodowego Miasta Wina i Winorośli. Wśród nich Tokaj, niespełna 4,5-tysięczne miasteczko, malowniczo położone u zbiegu rzek: „jasnej” Cisy i „igrającej sobie” Bodrog. To północne Węgry — kraina słynąca z regionów winiarskich. Kusi smakoszy lokalną kuchnią i bogatą paletą win: od lekkiego białego, przez mocne czerwone, po naturalnie słodkie. I choć pełno tu przyrodniczych i historycznych atrakcji —parków krajobrazowych, potężnych zamków, zabytkowych kościołów, ośrodków naukowych sprzed wieków — sami Węgrzy mawiają, że z tego wszystkiego najbardziej węgierskie jest wino. Zwłaszcza Tokaji Aszú, najszlachetniejsze słodkie wino świata. Pochodzi z regionu Tokaj-Hegyalja: Podnóże Tokaju.

Skalne piwnice

Ten najsłynniejszy region winiarski północnych Węgier wpisano w 2002 r. na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Pod ochroną znalazły się m.in. cenne winnice w miejscowościach Tokaj, Bodrogkeresztúr, Bodrogkisfalud, Mád, Mezözombor, Rátka, Szegi, Tarcal, Tállya oraz piwnice Ungvári w Sátoraljaújhelyi, Rákóczich w Sárospatak, Köporosi i Gomboshegyi w Hercegkút czy piwnice Oremus i Muzeum Wina w Tolcsva. Region przez okrągły rok przyciąga gości, żądnych uczestnictwa w kolejnych etapach produkcji tokaju. By zachować fenomen wytrawnego i słodkiego wina szamorodni, 3-6-puttonowego Tokaji Aszú, esencji aszú i nektaru, lokalni winiarze od stuleci stosują te same metody wytwarzania trunku i uprawy winorośli. Wulkaniczna gleba, bliskość rzek, słoneczna pogoda jesienią i późne winobranie (stąd wysoka zawartość cukru w owocach), winorośle szczepów Furmint, Hárslevelü, Sárga muskotály i Oremus, zwrócone na południe stoki chroniące uprawy przed zimnymi wiatrami z Karpat, składowanie wina wyłącznie w beczkach wyrabianych w Gönc i Szerednye — wszystko to wpływa na jego jakość.

— Węgierscy magnaci — Báthory, Bethlen, Rákóczi, Thököly —przyciągnięci sławą tutejszego wina, kupowali ziemie na Podnóżu Tokaju, zakładali własne winnice, stawiali wspaniałe pałace i piwnice. Niegdyś każdy Węgier mógł uprawiać winorośl i produkować wino na własne potrzeby, dlatego do naszych czasów przetrwało wiele zabytkowych piwnic. Najstarsze z nich wykuto w skałach wulkanicznych. Dawni właściciele budowali je w pobliżu swoich domów — zdobionych krużgankami, otoczonych pięknymi ogrodami i podwórzami, przez które wchodzi się do piwnic. Ale do zwiedzania udostępniono także nowoczesne, skomputeryzowane wytwórnie — opisuje Bożena Hirling, dyrektor Narodowego Przedstawicielstwa Turystyki Węgierskiej.

Wspomina też swój pierwszy pobyt na Węgrzech i pierwszy łyk tokaju — polscy licealiści ze szkolnej wycieczki zawitali do piwnicy znajomego ich nauczyciela języka węgierskiego. Winiarz okazał się… księdzem!

Szlachetna pleśń

Jeden z największych współczesnych producentów tokaju, István Szepsy, gospodaruje na plantacjach w Mád i prowadzi przedsiębiorstwo Dom Królewski w Tarcal. Inne uznane wytwórnie to firma Tokaj Oremus w Tolcsva czy Úri Borok Pincészete — ze słynną piwnicą barona Orczy — w Mád.

— Do zwiedzania piwnic trzeba się ciepło ubrać — temperatura najlepsza dla wina to zaledwie 10- -14 stopni. Rozgałęzione korytarze zastawione są ogromnymi, omszałymi beczkami. Szlachetna piwniczna pleśń porasta także ściany — bez niej nie byłoby tokaju! Wiele miejsca zajmują długie, wyciosane z drewna stoły. Przy nich degustuje się wino: 5-6 gatunków z różnych roczników. Kiedyś próbowałam nawet esencji tokaju —produktu tak drogiego, że aż niedostępnego w sprzedaży. Ten rarytas — bardziej już likier niż wino —chowany jest na degustacje i specjalne okazje… Na koniec można też kupić, wprost od winiarza, tokaj w plastikowych 5-10-litrowych baniakach. W Unii nie obowiązuje ograniczenie wywozu alkoholu do 2 litrów na głowę… — przypomina Bożena Hirling.

Do degustacji nie podaje się ciepłych posiłków, jedynie zimne zakąski. Turyści nadrabiają to w restauracjach z lokalną kuchnią — specjałem regionu jest „panieński kapłon”: młody, wykastrowany i utuczony kogut, faszerowany rozmoczonymi gronami aszú i upieczony na złoto. Ponoć ten iście królewski kąsek upodobały sobie zwłaszcza… kobiety w ciąży.

— Dla winiarzy profesjonalistów przygotowuje się inne wycieczki. Zajmuje się tym specjalistyczne biuro. Fachowcy idą z przewodnikiem w góry, by badać glebę i szczepy winorośli. Przyjeżdżają głównie z Francji, gdyż większość tokajskich winnic sprywatyzowali Francuzi — dodaje Bożena Hirling.

Trunek na receptę

Główną osadę regionu — miasto Tokaj — otaczają łagodnie pofałdowane wzgórza, porośnięte ciągnącymi się w nieskończoność winnicami. W maju winnice kwitną…

— To wspaniały widok! Zwłaszcza charakterystyczna, pokryta winoroślą Łysa Góra (514 m), zwiastująca przybyszom, że zbliżają się do rozłożonego u jej stóp miasta. Krąży o niej mnóstwo powiedzeń, legend i bajek. Jedna z nich tłumaczy wyjątkowość zbieranych tu winogron — ponoć wulkaniczny, buchający ogniem szczyt przysparzał kłopotów rusałkom. W końcu doszło do wypadku — młody chłopak wpadł do krateru. Zakochana rusałka na próżno szukała chłopca, zraszając łzami glebę i winorośl na zboczach góry… Stąd wyjątkowa słodycz i słoneczna barwa tokajskiego wina — opowiada Bożena Hirling.

Wzdłuż głównej ulicy Tokaju ciągnie się szereg XVIII-wiecznych zabytków. Większość związana z winem — np. Muzeum Tokaju przybliża historię trunku, traktowanego w średniowieczu jak lekarstwo: miał odnawiać siły witalne, wygładzać skórę, orzeźwiać ciało i ducha… Nawet medycy Piusa I zalecali papieżowi regularne picie tokaju w celu zachowania zdrowia! W cerkwi prawosławnej z 1780 r. przechowywane są pamiątki po greckich handlarzach wina oraz zbiory ikon — w mieście obracano winem i solą, a kupcy greccy i żydowscy odegrali ważną rolę w jego historii. Pamiątką po społeczności żydowskiej pozostaje cmentarz z klasycystycznymi i romantycznymi nagrobkami oraz eklektyczna synagoga. Barokowy ratusz miejski i pałac Rákócziego uznaje się za najważniejsze zabytki miasta, jednak miejscem najbardziej nastrojowym jest XVIII-wieczna piwnica winna rodziny Rákóczi — jednego z najznamienitszych rodów węgierskich. Piwnicę, mieszczącą dziś niewielkie muzeum i sklep, wydrążono w wulkanicznej skale — największe pomieszczenie liczy ponad 28 m długości, 10 m szerokości i 5 m wysokości. Cała piwnica ma półtora kilometra długości i 24 korytarze — da się w niej przechować 20 tys. hektolitrów wina.

Cukier dla łasucha

Kto zdecyduje się pozostać w Tokaju na dłużej, wypocznie na spacerowych trasach wulkanicznej Wielkiej Góry (516 m), podziwiając jej niezwykle bogatą, chronioną roślinność. Atrakcją jest również rejs rzeką — z położonej nad Cisą przystani odpływa statek do pobliskiego miasteczka Sárospatak, ulubionej posiadłości wielkiego księcia Franciszka II Rákócziego, walczącego z Habsburgami o niepodległość Węgier. Renesansowo-gotycki zamek rodu Rákóczi, muzeum słynnego kolegium reformackiego, które od 1531 r. zdążyło wykształcić całe zastępy zasłużonych osobistości, termalne kąpielisko Végardó we wspaniałym parku — jego lecznicze wody poleca się przy dolegliwościach stawów — to zaledwie kilka ciekawostek Sárospatak. Zwiedzając region, nie można też pominąć miejscowości Szerencs, zwanej „bramą do Podnóża Tokaju”. Renesansowy miejski pałac — również niegdysiejsza własność Rákóczich — mieści m.in. Muzeum Zemplén, z drugim co do wielkości zbiorem widokówek na świecie (ponad 800 tys. sztuk). Gratką dla łasuchów pozostaje zaś Muzeum Cukru, chlubiące się kolekcją 800 próbek cukru z 50 krajów. Nic dziwnego, że to drugie w Europie cukrowe muzeum powstało w Szerencs — tu przecież działa znana fabryka czekolady. Niespróbowanie jej wyrobów to duży błąd!

Mimo niezliczonych możliwości wypoczynku większość turystów wpada do miasteczek Podnóża Tokaju zaledwie na dzień albo i parę godzin. Wyjątek robią dwa razy w roku — podczas wiosennych (26- -28 maja 2006 r.) i jesiennych (29 września-1 października 2006 r.) świąt wina. Wówczas ciągną na trzydniową fetę.

Spożycie rośnie

Dziś rozpoczną się uliczne imprezy i festiwale, sportowe rozgrywki i międzynarodowe konferencje poświęcone tokajowi. Główną ulicę Tokaju wypełnią drewniane stragany w ludowym stylu, na których winiarskie rodziny wystawią swoje produkty — za niepomierną cenę będzie można skosztować i kupić różne rodzaje wina.

— Rok temu imprezę uświetnił polsko-węgierski mecz piłki nożnej. Gospodarze zaprosili amatorski klub z Tarnowa. To miasto ma silne związki z Węgrami, nie tylko jako miejsce narodzin generała Józefa Bema, bohatera obu narodów. W XVII i XVIII w. Polska była przecież największym importerem tokaju, zwanego u nas węgrzynem. Szlak handlowy wiódł przez południe kraju — Kraków, Tarnów, Krosno, Biecz — tędy tokaj płynął dalej w świat. Po tych czasach pozostały nam tylko winne piwnice… Jednak na Węgrzech polskie ślady wciąż żyją — jeden z rodzajów tokaju nazwano „szamorodni” od polskiego słowa: „samorodny”. A Węgrzy ubolewają, że już nie jesteśmy największym rynkiem dla ich win. Pocieszają się jednak statystyką — od dwóch lat rośnie spożycie tokaju w Polsce — opowiada Bożena Hirling.

Tej imprezie — jak i wszystkim świętom winnym, organizowanym w 22 regionach winiarskich kraju — patronuje Dom Węgierskich Win, ulokowany na zamku w Budapeszcie.

— Z okazji święta tokaju Dom organizuje nawet „tokajski ekspres” — pociąg specjalny z Budapesztu do Tokaju, przywożący i odwożący amatorów wina, by spokojnie mogli się go napić, nie martwiąc się o powrót do domu. Pociąg jedzie dwie godziny w jedną stronę. Z Budapesztu wyjeżdża rano, a wraca wieczorem — tłumaczy Bożena Hirling.

Tradycyjnie ostatni weekend maja to święto starego wina. Jesienią fetuje się winobranie. Winogrona na tokaj dojrzewają na stoku, póki nie zaczną przypominać wysuszonych rodzynek. Zbiór zaczyna się na początku października, kończy — wraz z listopadowymi przymrozkami.

— Podczas święta młodego wina turyści z koszami na plecach idą na wzgórza zrywać owoce. Potem dostają obiad, ale taka atrakcja dostępna jest wyłącznie dla grup — zaznacza Bożena Hirling.

Podnóże Tokaju, zwane „mekką słodkiego wina”, zbudziło się wreszcie po latach marazmu, jakie nastały po II wojnie światowej. Markę regionu wyrabiają nie tylko imprezy winiarskie — w 1995 r. powstało stowarzyszenie Tokaj Renaissance, zabiegające o przywrócenie tokajskiemu winu dawnej sławy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karolina Guzińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Węgierskie Dionizje