Węgrzy zabrali nam Mercedesa

Małgorzata Grzegorczyk
opublikowano: 19-06-2008, 00:00

Polak, Węgier — dwa bratanki. Już nie. Poróżnił nas Daimler, który zbuduje fabrykę za 2,7 mld zł na Węgrzech.

Daimler wybrał wyższy grant.

A Polacy?

Są zaskoczeni

Polak, Węgier — dwa bratanki. Już nie. Poróżnił nas Daimler, który zbuduje fabrykę za 2,7 mld zł na Węgrzech.

Niemiecka precyzja. Daimler miał wybrać lokalizację pod fabrykę samochodów w pierwszym półroczu. Wczoraj ogłosił decyzję. Koncern zainwestuje 800 mln EUR na Węgrzech, w Kecskemét, 80 km na południowy wschód od Budapesztu. Dodatkowo wyda 600 mln EUR w Rastatt, w Niemczech.

Niemiła niespodzianka

Polska strona przyznaje, że to porażka.

— Do końca wierzyłem, że mamy szansę. Konferencje uzgadniające z inwestorem odbywaliśmy od stycznia co tydzień, z partnerami lokalnymi mieliśmy stały kontakt. Podpisaliśmy list intencyjny, w którym inwestor dostał pakiet pomocy publicznej: grant gotówkowy na zatrudnienie i inwestycję, najwyższy w historii [czyli ponad 130 mln zł, tyle dostał najlepszy pod tym względem Dell — przyp. red.], zwolnienia z podatków CIT i od nieruchomości, cenę gruntu po obniżonej cenie — mówi Paweł Wojciechowski, prezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIIZ).

I pociesza, że na Daimlerze świat się nie kończy.

— Agencja prowadzi w tym momencie kilka dużych projektów, w tym motoryzacyjne. Nie są jednak na tyle zaawansowane, by mówić o możliwym terminie podjęcia decyzji — mówi Paweł Wojciechowski.

Może myśleć o projekcie PSA Peugeot Citroen, który — jak ujawnił „PB” — szuka miejsca pod fabrykę samochodów za 600 mln EUR.

Łasi na kasę

Eksperci uważają, że poszło o pieniądze.

— Jestem zaskoczony decyzją. Na Węgrzech niewiele się ostatnio w inwestycjach działo i rząd mógł być zdeterminowany. Inwestor mógł otrzymać bardzo atrakcyjną ofertę, której szczegółów nie poznamy do końca. W latach 90. na Węgry trafiały największe inwestycje, m.in. GE czy Samsunga. Teraz Węgrzy znów chcą wrócić do gry — uważa Paweł Panczyj, ekspert Ernst & Young.

— Węgrzy dają dużo wyższą pomoc publiczną, a w Polsce nie ma determinacji do ściągania inwestorów grantami. Sytuacja gospodarcza Węgier jest bardzo zła. Bezrobocie rośnie, inflacja jest wysoka, kryzys polityczny ciągnie się bez końca. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy spotkałem się z kilkoma inwestycjami, w których Węgrzy dawali trzykrotnie wyższe granty od Polski. Gdy inwestycja jest duża, przeważyć może właśnie pomoc publiczna — ocenia Sebastian Mikosz, ekspert Deloitte.

Przyznaje jednak, że nie wie, dlaczego Polsce wciąż nie udaje się ściągnąć fabryk samochodów osobowych do Polski.

— Nie jestem w stanie wyjaśnić tego racjonalnie. Czy dlatego, że Polska jest tak poważnym poddostawcą dla tego sektora i firmy nie chcą lokalizować tu także montowni? — zastanawia się Sebastian Mikosz.

Nie zaważyły raczej koszty pracy. Na Węgrzech średnio wynoszą 10 EUR za godzinę. W Polsce oceniane są na 7,5 EUR. W Niemczech — na 44 EUR.

Muszą zwiększyć zysk

Daimler poinformował w sty-czniu, że szuka lokalizacji w Europie Wschodniej. Mocnymi kandydatami były Polska i Rumunia. W kwietniu niemiecki dziennik „Handelsblatt” podał, że rumuńskie Cluj odpadło, ale to nie oznacza zwycięstwa Polski, bo do gry weszły inne kraje. Ostatecznie wygrały Węgry. Dzięki inwestycji zysk operacyjny firmy ma wzrosnąć do 10 proc. sprzedaży w 2010 r. W 2007 r. wyniósł 9,1 proc.

Daimler, niemiecki koncern motoryzacyjny notowany w Niemczech i Nowym Jorku, to producent samochodów marki Smart i Maybach, aut i ciężarówek marki Mercedes-Benz oraz ciężarówek i autobusów Daimler. Trzeci kwartał ubiegłego roku firma zakończyła stratą netto wysokości 1,5 mld EUR, ale to dlatego, że 2,6 mld EUR wyniosła strata spowodowana przez podział z amerykańskim koncernem Chrysler. To koniec fuzji z 1998 r., która przyniosła Niemcom spore straty (zapłacili za Chryslera 36 mld USD, a sprzedali 80,1 proc. akcji za 5,5 mld USD). W 2007 r. Daimler zapowiadał przychody na poziomie z 2006 r., czyli 99 mld EUR, EBIT wysokości 8,5 mld EUR, wobec 5 mld EUR rok wcześniej.

Batalie o fabryki aut: cztery przegrane, jedna wygrana, kolejna trwa

Polska na tle Węgier wypada kwitnąco

Wskaźniki gospodarcze (dynamika w proc.)

Polska

Premier Donald Tusk

Węgry

Premier Ferenc Gyurcsány

NIK dobrze o inwestycjach

Paradoks. W dniu, w którym

Polska straciła projekt

Daimlera, Najwyższa Izba

Kontroli pochwaliła rząd za pozyskiwanie inwestorów.

Pozytywnie, choć z zastrzeżeniami — tak Najwyższa Izba Kontroli (NIK) ocenia działania rządu i samorządów w pozyskiwaniu inwestycji zagranicznych. NIK skontrolowała Ministerstwo Gospodarki, Polską Agencję Informacji i Inwestycji Zagranicznych, urzędy marszałkowskie i niektóre regionalne centra obsługi inwestorów. Badania dotyczyły okresu od 2005 r. do końca pierwszego półrocza 2007 r. Autorzy raportu podkreślili, że przyciąganie inwestycji było możliwe m.in. dzięki wsparciu finansowemu projektów i kompleksowej obsłudze przez PAIIZ. Jednak proces przyznawania grantów mógłby być krótszy, a agencji inwestycji przydałoby się lepsze umocowanie polityczne.

Inwestorów zniechęcają niejasne i niespójne przepisy, opieszałość sądów, korupcja i nieodpowiedni stan infrastruktury. Według izby, zaniechania i długotrwałe przygotowywanie zmian w przepisach wpłynęły na zmniejszenie dynamiki napływu inwestycji.

Tak naprawdę nie można tego stwierdzić, bo nie ma jeszcze pełnych danych z ubiegłego roku. Według wstępnych danych, nieobejmujących tzw. kapitałów w tranzycie, które np. w 2006 r. sięgnęły 3 mld EUR, bezpośrednie inwes- tycje zagraniczne wynio- sły w 2007 r. 12,8 mld zł. Ostateczne dane poznamy dopiero jesienią. W 2006 r. napływ inwestycji sięgnął 15,1 mld zł.

Małgorzata Grzegorczyk

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu