Rząd Leszka Millera wyraźnie przyspieszył rozmowy z Unią, zamykając w ciągu roku aż jedenaście rozdziałów. Nie obyło się jednak bez potknięć, a negocjacyjne schody robią się coraz bardziej kręte i nie wiadomo, dokąd zaprowadzą. Z ostateczną oceną dla Jana Truszczyńskiego, głównego negocjatora, należy poczekać do końca roku.
O ile trudno doszukać się spełnienia większości deklaracji premiera Leszka Millera zawartych w exposé, o tyle w przypadku integracji z Unią Europejską (UE) jest inaczej. Ambitny cel — przyspieszenie rozmów z UE i zakończenie negocjacji do końca roku, tak by w 2004 r. jako członek Unii uczestniczyć w europejskich wyborach — jest realizowany z wyjątkową gorliwością, by nie powiedzieć — determinacją. Świadczy o tym zamknięcie w ciągu jednego roku aż jedenastu rozdziałów negocjacyjnych z UE, w tym tak drażliwych kwestii, jak zakup ziemi czy przepływ siły roboczej, zdobywając się na kompromis, którego nie potrafili wypracować poprzednicy. Zapału nie brakowało także w Sejmie. Zaległości w postaci ponad setki ustaw stopniały zaledwie do jedenastu. Z tymi sejmowa Komisja Europejska ma się rozprawić do końca roku. Sukcesem, chętnie podkreślanym przez rząd, jest także uznanie przez Brukselę gotowości Polski do członkostwa w 2004 r., co obwieścił raport Komisji Europejskiej (KE).
Część przedsiębiorców docenia postępy rządu w negocjacjach i wypełnianiu wielu zobowiązań, ale nie jest pozbawiona obaw związanych z zakończeniem rozmów w najtrudniejszych, jeszcze otwartych rozdziałach. Chodzi głównie o kwestie finansowe i rolnictwo. Niepokojące jest także to, że rząd nie przygotował żadnego planu awaryjnego na wypadek, gdyby integracja w 2004 r. spaliła na panewce.
Ostatnie wydarzenia w Holandii, referendum w Irlandii, zbyt ciężkie warunki w finale negocjacji, odrzucone referendum w Polsce czy choćby sprzeciw tylko jednego kraju członkowskiego w sprawie ratyfikacji traktatu akcesyjnego powinny skłonić naszych polityków do głębszych przemyśleń i działań. Tymczasem ekipa Leszka Millera, kontynuując obrany przez poprzedników słuszny kurs na Europę, unika podjęcia koniecznych reform. Celem stało się doholowanie ledwie dyszącej gospodarki do Unii. Na skutki takich działań nie trzeba będzie zbyt długo czekać.
Sporo negatywnych reakcji pod adresem rządu wywołała sprawa obsady stanowisk w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR) ludźmi z tzw. klucza politycznego, która trafiła nawet na unijne salony. ARiMR nie popisała się także współpracą z przedsiębiorcami i rolnikami w ramach niedawno uruchomionego unijnego programu wsparcia dla sektora rolno-spożywczego SAPARD, choć to właśnie temu rządowi po trzech latach opóźnień udało się go uruchomić. Wyjątkowym niewypałem okazała się rządowa kampania informacyjna na temat UE. Chwały nie przyniosło także zamieszanie wokół podatku VAT w budownictwie mieszkaniowym. Wniosek o stosowanie obniżonej 7-proc. stawki VAT, który miał trafić do Brukseli, wciąż czeka na odpowiedni moment. Do głębszych przemyśleń powinien także skłonić raport KE, zwłaszcza fragmenty dotyczące korupcji, kiepskiego sądownictwa czy opóźnień we wdrażaniu prawa. Nie wiadomo także, czym ostatecznie zakończy się rozdźwięk w koalicji rządowej dotyczący rolnictwa, szczególnie w kontekście negocjacji z UE.
Minister o swoich dokonaniach
- Po objęciu władzy przez rząd Leszka Millera nastąpił przełom. W tym czasie Polska zamknęła 11 rozdziałów, pozostawiając jednak najtrudniejsze, związane z finansami. Wybór strategii przełomu daje nam szanse na dołączenie do pociągu z przystankiem końcowym Unia. Drugim elementem są wyraźne postępy w dostosowaniu prawa. Polska dokonała wielu postępów, co zostało docenione w raporcie Komisji Europejskiej (KE). Uznanie gotowości Polski do członkostwa mimo wielu niedociągnięć uznaję za sukces. Do ważnych osiągnięć trzeba też zaliczyć pracę nad absorpcją środków, co pozwoliło uratować wiele zagrożonych projektów pomocowych PHARE 1999 i 2000.
Przy tak ambitnych planach nietrudno o poślizg. Mimo zakładanego przez rząd rozwiązania wszystkich problemów nie związanych z finansami przed przystąpieniem do najtrudniejszych rozmów, nie udało się tego dokonać. Dotyczy to opóźnienia w zamknięciu rozdziału o konkurencji, który miał nastąpić 24 września. Mimo pewnej poprawy niedoskonała jest również kampania informacyjna o Unii.
Do najważniejszych zadań, jakie nas czekają, zaliczam utrzymanie dynamiki dostosowań. Nie należy zapominać, że ocena, jaką otrzymaliśmy od KE, jest warunkowa. Dlatego po zakończeniu negocjacji nie możemy spoczywać na laurach. Sporo pracy będzie nas czekać w przygotowaniach do absorpcji środków pomocowych.
Jednym z największych wyzwań będzie finansowanie i zapewnienie dyscypliny finansowej w pierwszym roku członkostwa. Przy zmianie struktury polskiego budżetu związanej z wieloma nowymi wydatkami i utrzymaniu w ryzach deficytu budżetowego może to być cel niezwykle trudny do osiągnięcia.
Jarosław Pietras
podsekretarz stanu w UKIE, zastępca głównego negocjatora