Wektory miesiąca

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2014-01-31 00:00

W górę: Mirosław Włodarczyk i Mieczysław Wilczek; w dół - Janusz Malinowski i Mariusz Dąbrowski

W górę

Mirosław Włodarczyk

Ku własnemu zaskoczeniu w głosowaniu czytelników „Pulsu Biznesu” został Przedsiębiorcą Roku 2013, zostawiając z tyłu kandydatów z ugruntowanymi od lat pozycjami i nazwiskami. Zaskoczenie zdobyciem statuetki Wektora wiązało się głównie z tym, że kierowana przez niego spółka Vedia, z nominalną siedzibą w podwarszawskim Piasecznie, to firma dopiero na początku drogi. Głosujący docenili jednak biznesowe wizjonerstwo i odwagę. Mirosław Włodarczyk i jego trzej koledzy zaczynali działalność standardowo, od sprowadzania elektroniki z Chin. Szybko jednak zadali sobie równie logiczne, co bardzo trudne pytanie: a czemuż nie wejść tam z własną produkcją? Ciężką pracą udowodnili, że nie jest to wcale wożenie drewna do lasu. Źródłem powodzenia na miliardowym chińskim rynku jest technologiczna niekonwencjonalność i błyskawiczne reagowanie na mody. Trzy lata temu Vedia osiągnęła 6 mln zł przychodów, a w roku ubiegłym już 60 mln zł. Co najciekawsze — na razie produkuje dla innych i jest marką praktycznie w Chinach nieznaną, za to dobrze znana jest jej wysoka jakość. Przedsiębiorca Roku aż się boi mówić, jaka może być wielkość firmy za kilka lat, ale nie uznaje rozwojowych barier.

Mieczysław Wilczek

Początek obchodów 25-lecia polskiej transformacji stał się okazją do przypomnienia, że w 1989 r. zmiany polityczne zostały wyprzedzone o kilka miesięcy przez ustawę o działalności gospodarczej. Była dziełem ostatniego rządu upadającej PRL pod wodzą premiera Mieczysława Rakowskiego, a konkretnie jej autorem był pragmatyczny minister przemysłu Mieczysław Wilczek. Weszła w życie 1 stycznia 1989 r., na początku przyjęta z rezerwą, ale po przełomowych wyborach z 4 czerwca okazała się gotową biznesową konstytucją, katalizatorem eksplozji polskiej przedsiębiorczości. Zaledwie pięciostronicowy akt prawny do dzisiaj pozostaje niedoścignionym wzorem dla następnych, coraz bardziej rozbudowywanych ustaw o wolności gospodarczej — ponieważ ową szczytną ideę realizowała nie w tytule, lecz w treści.

W dół

Janusz Malinowski

Trzy lata temu pamiętny zimowy chaos na kolei obsadził go w fotelu prezesa PKP Intercity, a obecny niezrównanie mniejszy — wysadził. Tak jak zdecydowana większość prezesów Janusz Malinowski był wyrzuceniem zaszokowany, o nagłej decyzji nadzwyczajnego walnego zgromadzenia dowiedział się w trakcie pełnienia obowiązków. Nagłośnione medialnie styczniowe opóźnienia niektórych pociągów Intercity rzecz jasna były tylko idealnym pretekstem, oficjalnym powodem stała się „utrata zaufania oraz wieloobszarowa ocena działalności prezesa”. Odwołany i tak powinien się cieszyć, że… dotrwał tak długo po objęciu kierownictwa całej grupy PKP przez Jakuba Karnowskiego. W roku 2013 sztandarowa spółka przewozowa straciła ponad 4 mln pasażerów, czyli 12 proc. Ale ten sektor należał akurat do kompetencji wiceprezesa handlowego Marcina Celejewskiego, który zastąpił Janusza Malinowskiego. Główny szef koncentrował się na taborze i wiele wskazuje, że zapłacił za firmowanie zakupu Pendolino, co z kolei trzy lata temu było głównym jego atutem w walce o objęcie stanowiska. Nietrafiona inwestycja we włoski pociąg okazuje się coraz bardziej parzącym kartoflem, który wszyscy chcą jak najdalej od siebie odrzucić.

Mariusz Dąbrowski

Prezes Eurolotu odleciał w trybie nieco innym niż sąsiad z tekstu powyżej. Zorientował się, co się święci, wycofał papiery z konkursu na prezesa na kolejną kadencję i wyprzedzająco złożył dymisję. Ogłoszonym powodem oczywiście były „względy osobiste”, to wyświechtane tłumaczenie okazuje się po prostu niezastąpione. Eurolot notuje w działalności operacyjnej wielomilionowe straty, ale samą tę niedogodność prezes by przetrwał. Prawdziwym powodem jego odejścia była zła współpraca, a momentami wręcz konflikt Eurolotu z zagrożonymi bankructwem PLL LOT. Rząd zapalił zielone światło dla ratowania głównego narodowego przewoźnika z Sebastianem Mikoszem za sterami, dlatego konieczne było pozbycie się hamulcowego Mariusza Dąbrowskiego.