Widmo deflacji krąży nad Europą

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 08-11-2013, 00:00

Ceny w sklepach wyhamowują tak mocno, że niepokoi to władze monetarne w UE. Wczoraj dwa banki centralne wkroczyły do akcji.

Unia Europejska musi martwić się już nie tylko o słaby wzrost gospodarczy i wysokie bezrobocie. Ostatnio doszedł jej kolejny problem — zbyt szybko wyhamowująca inflacja. W październikuroczna dynamika cen w strefie euro spadła do 0,7 proc. (z 1,1 proc. we wrześniu) i jest najniższa od czterech lat.

Pięć krajów UE już wpadło w deflację (uporczywy spadek cen) i istnieje ryzyko, że tym śladem w najbliższych miesiącach pójdzie cała strefa euro. Deflacja, choć sprzyja konsumentom, jest pułapką dla gospodarki, ponieważ obniża zyskowność firm i zachęca konsumentów i inwestorów do odkładania decyzji zakupowych. Żeby tej pułapki uniknąć, Europejski Bank Centralny (EBC) obciął wczoraj główną stopę procentową o 0,25 pkt proc. — wynosi już zaledwie 0,25 proc., czyli jest najniższa w historii Eurolandu.

— Chcemy, by okres niskiej inflacji był jak najkrótszy — argumentował Mario Draghi, prezes EBC. Decyzja banku zaskoczyła rynek. Na 70 analityków ankietowanych przez Bloomberga przed posiedzeniem EBC tylko trzech spodziewało się cięcia stóp. Euro momentalnie straciło więc na wartości — kurs EUR/USD osunął się z 1,35 do 1,33.

— Doszliśmy do punktu, w którym inflacja jest już tak słaba i jej spadek jest tak zaskakująco szybki, że EBC nie oparł się pokusie rozluźnienia polityki pieniężnej — mówi Richard Barwell, ekonomista Royal Bank of Scotland.

Przed widmem deflacji próbują uciec też Czechy. Po tym jak inflacja spadła tam we wrześniu do 0,6 proc., Narodowy Bank Czech (CNB) podjął na wczorajszym posiedzeniu odważną decyzję — ogłosił, że rozpoczyna interwencję bezpośrednią na rynku walutowym, by osłabić kurs korony. Zapowiedział, że będzie używał dostępnych mu metod, żeby utrzymywać kurs EUR/CZK na poziomie około 27. Po tej deklaracji cena czeskiej waluty natychmiastowo spadła do wyznaczonego przez bank centralny poziomu.

— Ponieważ CNB już od dłuższego czasu utrzymuje stopy procentowe właściwie na poziomie zera, dalsze luzowanie polityki pieniężnej musiało przybrać niekonwencjonalną formę. Bank zdecydował się na podbijanie inflacji przez osłabianie swojej waluty, co powoduje wzrost cen towarów importowanych i poprawia konkurencyjność eksportu — tłumaczy William Jackson, ekonomista Capital Economics.

W Polsce inflacja od kilku miesięcy również jest znacznie poniżej celu NBP, wynoszącego 2,5 proc., jednak nasz bank centralny uważa, że nie ma zagrożenia deflacji. W środę zapowiedział, że utrzyma stopy na obecnym poziomie przynajmniej do końca czerwca 2014 r.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu