Więcej dodasz gospodarce, więcej zarobisz

Efekty poprawy produktywności gospodarki możemy zobaczyć nie tylko w danych makro, ale także na własnych kontach. Żeby ją poprawić, trzeba inwestować

Jeden z podstawowych mierników efektów pracy społeczeństwa to też jedna z najbardziej przystępnych definicji PKB, zaczerpnięta z Portalu Edukacji Ekonomicznej NBP. Wzrost liczby pracowników i poprawa ich wydajności to natomiast dwa podstawowe sposoby na zwiększenie efektów pracy, a więc PKB. Myśląc poważnie o naszym wzroście gospodarczym w przyszłości, trzeba skoncentrować się na drugiej metodzie. Wybór upraszcza sytuacja demograficzna.

— Demografia jest nieubłagana. Roczniki, które wychodzą z rynku pracy, są znacznie liczniejsze niż te, które na niego wchodzą. Mówiąc wprost, pracowników ubywa i będzie ubywać, więc aby mieć jakikolwiek wzrost gospodarczy w przyszłości, musimy po pierwsze — zadbać o to, aby rosła produktywność pracy, po drugie — aby rosła jak najmocniej — mówi Marcin Mrowiec, główny ekonomista Banku Pekao.

Ważna produktywność

Wzrost wydajności pracy, i to jak najszybszy, jest ważny nie tylko w wymiarze makroekonomicznym.Leży także w interesie każdego z nas.

— Produktywność jest ściśle związana z tym, jaką wartość dodaną wytwarza „przeciętny pracownik”, a ta determinuje wysokość jego zarobków. Produktywność na zatrudnionego wyznacza bowiem górną granicę tego, ile pracodawca jest mu w stanie zapłacić. Na dłuższą metę nie jest możliwe, aby pracodawca płacił pracownikowi więcej, niż wytwarza on wartości dodanej. W takim przypadku zakład generowałby straty, a następnie zbankrutował — wyjaśnia Marcin Mrowiec.

Czym w życiu jest wartość dodana? (w ekonomii najczęściej z dopiskiem „brutto”, w skrócie WDB).

— Mówiąc najprościej, jest to nadwyżka przedsiębiorstw plus płace, a więc wszystko to, co zostaje „dla ludzi" i „dla firm”. Alternatywnie jest to wartość dóbr i usług po odliczeniu zużycia pośredniego, a więc np. surowców, półproduktów, komponentów czy materiałów. Podstawowa różnica między PKB a WDB sprowadza się do podatków pośrednich netto, a więc podatków pośrednich i subsydiów bezpośrednio do produkcji — tłumaczy Piotr Bartkiewicz, ekonomista mBanku.

Dynamiczni, ale niepozorni

Bliskie pokrewieństwo PKB i WDB sprawia, że oba wskaźniki są chętnie wykorzystywane do pomiaru produktywności gospodarki. Niezależnie od tego, który z nich weźmiemy, podzielone przez liczbę przepracowanych godzin (jeden ze sposobów mierzenia produktywności) pokażą, że w ubiegłym roku zwiększyliśmy produktywność jak mało kto, dokładniej — jak mało który kraj z grupy OECD. Jednak stosunkowo dynamiczny wzrost nie oznacza, że zrobiliśmy swoje. Uszeregowani pod względem poziomu, spadamy praktycznie na sam dół zestawienia (więcej na grafice).

Pracownik (nie)uzbrojony

Do zrobienia jest więc bardzo dużo, a o wyraźnym postępie nie ma mowy bez postępu technicznego. Tu inicjatywę muszą wykazać zarówno pracodawcy, inwestując w kapitał rzeczowy (i ludzki), jak również pracownicy — inwestując w siebie.

— Produktywność pracy sprowadza się do kwestii technicznego uzbrojenia pracy, a więc tego, czym dysponują pracownicy, alternatywnie — jaką technologię i zasób kapitału stosuje dane przedsiębiorstwo. Jeżeli chcemy zwiększać produktywność, trzeba postawić na inwestycje, które będą przekładały się na jakość oferowanych produktów. W parze z tym musi iść poprawa jakości siły roboczej, bo tylko lepiej wykształceni pracownicy są w stanie stosować lepszą technologię w pracy — mówi Piotr Bartkiewicz.

Zła wiadomość jest taka, że — jak to określa Marcin Mrowiec — naszym największym makroekonomicznym bólem głowy jest obecnie właśnie brak inwestycji zwiększających potencjał.

— To one, mówiąc obrazowo, uzbrajają pracownika w kapitał, który pozwala mu wytwarzać większą wartość dodaną. Jeżeli nie będzie takich inwestycji, jak ma się poprawiać nasza produktywność? — pyta ekspert, nie całkiem retorycznie.

Potrzebne transfery

Ekonomista Banku Pekao podkreśla, że bez postępu technologicznego nasza produktywność nie poprawi się w istotny sposób. Obok zadbania o inwestycje należy też przyjrzeć się efektywności wykorzystania posiadanych zasobów pracy i stymulować przesuwanie pracowników z sektorów mniej do bardziej wydajnych. Przesuwać przydałoby się przede wszystkim z sektora rolniczego i publicznego.

— Produktywność na zatrudnionego w rolnictwie jest statystycznie bardzo niska. Wynika to w szczególności z niejako „fikcyjnego” charakteru zatrudnienia niektórych osób. Zachęcane chociażby przez korzystną formę ubezpieczenia w KRUS są formalnie zatrudnione w rolnictwie, ale działalności rolniczej tak naprawdę nie prowadzą. Poza tym spora część gospodarstw produkuje na własny użytek. Wówczas wytworzone produkty nie trafiają na rynek, choć osoby je wytwarzające figurują w rejestrach jako rolnicy. W uproszczeniu mamy więc mało wartości dodanej, a dużo pracowników. Ze względu na coraz lepszą sytuację na rynku pracy (niskie bezrobocie, rosnące płace), ci pracownicy już przemieszczają się do miejsc pracy bardziej wydajnych, ale ten proces można i należy wzmocnić, zmniejszającpreferencje podatkowe i składkowe — mówi Marcin Mrowiec.

Drugi sektor, w którym można szukać rezerw pracowników, to sektor publiczny. Ekonomista Banku Pekao zaznacza, że kompleksowa informatyzacja procesów biurokratycznych, najlepiej po ich wcześniejszym uproszczeniu, mogłaby uwolnić spory zasób ludzi, którzy po pierwsze — mogliby zostać zatrudnieni na bardziej produktywnych stanowiskach, a po drugie — przeszliby z pozycji „konsumentów podatków” na pozycje poszerzających „bazę podatkową”.

— Płacenie podatków i składek przez pracowników sektora publicznego jest pewną konwencją — faktycznie sektor publiczny konsumuje podatki płacone przez sektor prywatny. Aby to sobie uzmysłowić, wystarczy prosty eksperyment myślowy. Sektor prywatny jest w stanie funkcjonować bez podatków, ściślej — przy bardzo niskich podatkach, przeznaczanych na zapewnienie podstawowych warunków bezpieczeństwa, w tym bezpieczeństwa obrotu gospodarczego. Sektor publiczny natomiast nie jest w stanie funkcjonować bez dopływu środków z sektora prywatnego, z „realnej gospodarki” — tłumaczy Marcin Mrowiec.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Justyna Dąbrowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Pkb

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / Więcej dodasz gospodarce, więcej zarobisz