Wielka kasa dla emerytów

Rząd myśli o nagrodzeniu tych, którzy zostaną na rynku pracy po osiągnięciu wieku emerytalnego. Seniorzy po dwóch latach mogą liczyć na dodatkowe 10 tys. zł

Obniżka wieku emerytalnego i program 500+ są dla PiS priorytetami.

Na wszystko jednak nie starczyło pieniędzy w budżecie. Dlatego pierwszeństwo dostało nowe świadczenie na dzieci, a powrót do wieku emerytalnego 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn stanie się faktem dopiero w tym roku. Rząd od samego początku prac nad prezydencką inicjatywą zastanawiał się, jak ograniczyć jego koszty. Te zaś już w pierwszych latach pogłębią deficyt o kilkanaście miliardów złotych.

Wicepremier Mateusz Morawiecki przyznawał wielokrotnie, że obniżka wieku emerytalnego to twarde zobowiązanie wobec wyborców. Jednocześnie na zapleczu rządu trwają prace nad tym, jak zachęcić Kowalskiego do pozostania na rynku pracy dłużej. Z ustaleń „PB” wynika, że obecnie w resortach rozwoju i finansów analizowana jest wypłata dodatkowych świadczeń, które zniechęcą do przechodzenia na emeryturę w pierwszym możliwym momencie.

— Pracujemy nad pomysłem jednorazowej wypłaty 10 tys. zł dla osób, które przez dwa lata po osiągnięciu uprawnień do świadczenia zostaną na rynku pracy i dopiero wówczas przejdą na emeryturę. Za każdy kolejny rok pracy dłużej taka osoba dostawałaby kolejne 5 tys. zł — mówi nasz rozmówca z rządu. Przekonuje, że realne jest wejście w życie tego rozwiązania razem z obniżką wiekuemerytalnego, czyli od 1 października. Wkrótce pomysł ma być konsultowany z ZUS i resortem pracy.

Zwrot podatku i składek

Jednorazowa wypłata bonu dla emeryta w wysokości 10 tys. zł byłaby de facto zwrotem połowy płaconych przez dwa lata składek — oprócz emerytalnej — oraz podatku dochodowego (to wyliczenie dla osoby, która zarabia w okolicy mediany, czyli nieco ponad 3 tys. zł brutto). Wśród rozważanych pomysłów jest także wypłata 5 tys. zł już po roku pracy dłużej.

— Prace trwają i ostateczne decyzje nie zapadły. Naszym zdaniem jednak wypłata gotówki byłaby realną zachętą do pozostania na rynku pracy szczególnie dla osób o najniższych kwalifikacjach i zarobkach oraz kobiet — twierdzi nasz rozmówca. Autorzy pomysłu uważają, że może on skłonić do dalszej pracy 10-15 proc. osób, a to realne oszczędności. Szczególnie że budżet jest napięty. Deficyt jest w okolicy 3 proc. PKB, miliardy złotych z uszczelnienia podatków nie płyną jeszcze szerokim strumieniem, a koszt obniżenia wieku emerytalnego tylko w przyszłym roku MF szacuje na około 10 mld zł.

— Taki bon dla emerytów mógłby nam dać więc 1-1,5 mld zł oszczędności, emerytom zaś wyższe świadczenie. To, ile osób skorzysta z tego rozwiązania, jest jednak niemożliwe do oszacowania — mówi nasze źródło. Zaznacza, że wypłata nowego świadczenia przesunęłaby się na łatwiejsze budżetowo lata.

Zachęty do pracy

Z naszych informacji wynika, że bon emerytalny, nad którym trwają prace, może być elementem szerszego programu zachęt do dłuższej pracy. — Chcemy dać ludziom wolny wybór i zachęty, a nie ustawowy przymus — podkreśla nasz rozmówca.

Osiągnięcie tego może być trudne. Jak pokazują statystyki ZUS, ok. 83 proc. osób po osiągnięciu prawa emerytalnego składa od razu wniosek o świadczenie, a 11 proc. z nich składa wniosek w ciągu roku od nabycia uprawnień. Jedynie ok. 6 proc. osób decyduje się odłożyć tę decyzję na dłużej niż rok. Niższy wiek emerytalny, który wchodzi w życie od 1 października, pozwoli ponad 330 tys. dodatkowych osobom zostać w tym roku emerytami. W sumie w 2017 r. w ZUS może pojawić się nawet 550 tys. takich wniosków. W przyszłym roku niższy wiek emerytalny to kolejne 150 tys. osób (oprócz tych, które w obecnym systemie przeszłyby na emeryturę).

Wszyscy stracą

Eksperci wątpią, czy takie zachęty mogą zatrzymać Kowalskiego na rynku pracy na dłużej. To zaś wraz z wydłużającą się przewidywaną długością życia — dla kobiet, które mają obecnie ok. 60 lat, wynosi ona ponad 20 lat, a dla mężczyzn 18 lat — nie rozwiązuje problemu.

— Możliwość łączenia emerytury z pracą zachęca, by o emeryturę wystąpić możliwie wcześnie. Do tego liczne zmiany w zasadach przechodzenia na emeryturę i samym kształcie systemu emerytalnego podważają zaufanie do jego stabilności, każdy ma prawo spodziewać się diametralnych zmian nawet w bardzo krótkim czasie — mówi Joanna Tyrowicz, ekonomista z WNE UW.

Jej zdaniem, obniżenie wieku emerytalnego jest złym pomysłem i w kolejnych latach skończy się wzrostem podatków, bo zaczniemy się szybko zbliżać do konstytucyjnego progu długu publicznego na poziomie 60 proc. PKB.

— Alternatywy to drastyczne cięcie wydatków nieemerytalnych rzędu 6-10 proc. rocznie, czyli bardziej niż w okresie ostatniego kryzysu średnio zacieśniły politykę fiskalną kraje UE — przypomina Joanna Tyrowicz. Zwraca uwagę, że już od tego roku będziemy musieli dopłacać z budżetu państwa do emerytur minimalnych, które wzrosły do 1 tys. zł. Po obniżce wieku emerytalnego będzie jeszcze gorzej.

— W perspektywie 30 lat na więcej niż emeryturę minimalną nie może liczyć aż 70 proc. każdego rocznika, w tym praktycznie wszystkie kobiety. Przypomnę, że minimalne świadczenie emerytalne jest w przypadku gospodarstw jednoosobowych poniżej granicy ubóstwa — mówi ekonomistka z UW.

 

Biała księga ZUS

W 2016 r. ZUS przeprowadził przegląd systemu emerytalnego. Na podstawie części rekomendacji mają zostać przygotowane zmiany w systemie ubezpieczeń społecznych. Jedna z najważniejszych to likwidacja OFE i przeniesienie 25 proc. aktywów z funduszy emerytalnych do FRD, a reszty do nowych instytucji, które będą w imieniu ubezpieczonych zarządzały nimi do osiągnięcia wieku emerytalnego. Kolejny pomysł zakłada stworzenie pracowniczych i indywidualnych programów emerytalnych. Są też pomysły na ograniczenie kosztów obniżki wieku emerytalnego dla finansów publicznych. Jeden z rozważanych pomysłów dotyczył ograniczenia możliwości dorabiania na emeryturze. Kolejna rekomendacja zakłada, że ubezpieczony po spełnieniu warunków uzyskania świadczenia będzie musiał podjąć decyzję, czy zamierza dalej pracować, czy przejść na emeryturę. Decyzja o przejściu na emeryturę będzie podejmowana tylko raz, co wiąże się z jednorazowym ustaleniem wysokości świadczenia. Proponuje się także, aby przy wieku emerytalnym 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn prawo do najniższej emerytury przysługiwało osobom mającym odpowiednio 20- i 25-letni okres ubezpieczenia, a składka opłacana jest przynajmniej od płacy minimalnej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartek Godusławski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu