Wielkopowierzchniowy problem PiS

Podatek od supermarketów wywoła rewolucję w handlu i mocno uderzy w polski kapitał — uważają eksperci. Swoją część rachunku zapłaci też Kowalski

Eksperci OC&C Strategy Consultants i firmy konsultingowej Crido Taxand wzięli pod lupę podatek, który wkrótce zapłacą sklepy wielkopowierzchniowe. Jeden z flagowych pomysłów PiS ma dać budżetowi 3,5 mld zł ekstradochodu rocznie, wspomóc rodzimy biznes w walce z zagranicznymi sieciami handlowymi oraz poprawić pozycję konkurencyjną małych podmiotów.

Opodatkowany będzie handel detaliczny w sklepach o powierzchni powyżej 250 mkw. i przychodach miesięcznych ponad 700 tys. zł, a stawka podatku będzie progresywna i wyniesie maksymalnie 2 proc. — Na pewno można wygenerować kilka miliardów złotych do budżetu. Będzie to jednak podatek głównie od sieci spożywczych — podkreśla Marek Zdziech, partner w OC&C.

Cios w przedsiębiorczość

Zdaniem ekspertów, jedynym celem nałożenia daniny na supermarkety jest cel fiskalny. — Nowy podatek zaszkodzi bardzo dużej grupie polskich przedsiębiorców i w żaden sposób nie wyrówna dysproporcji w handlu. Polskie sieci, które konkurują z dużymi zagranicznymi, mogą znaleźć się w takiej sytuacji, że wszystkie wolne kwoty przeznaczane na rozwój będą trafiały na opłacenie podatku — podkreśla ekspert OC&C.

Podatek uderzy po kieszeni nie tylko zagranicznych gigantów, np. Biedronkę o rocznych przychodach blisko 36 mld zł, ale też rodzimego Piotra i Pawła, który ma 2 mld zł, czy Polo Market z 3 mld zł.

— Pomysłodawca podatku nie zauważa, że duża część handlu sieciowego to są polscy przedsiębiorcy, którzy często z sukcesem konkurują z wielkimi sieciami zagranicznymi. Do jednego worka trafią i jedni, i drudzy, i duzi, i mali — zwraca uwagę Marek Zdziech. Nie poprawi się także pozycja polskiego kapitału, który nie będzie objęty nową daniną, bo do kasy państwa podatku nie wpłacą zarówno tacy giganci handlu hurtowo-detalicznego np. Eurocash (16,5 mld zł przychodu) czy Makro (7,8 mld zł), jak też rodzime sieci Specjał (6,4 mld zł) czy Bać-Pol (0,9 mld zł).

Handel po nowemu

OC&C zwraca uwagę, że duże sieci handlowe mogą przez nowy podatek jeszcze odważniej wchodzić na te pola biznesu, które do tej pory były omijane i zarezerwowane głównie dla segmentu małych, tradycyjnych sklepów, np. w centrach miast.

— To może przyciągnąć do polskich nowych dużych graczy nie tylko w handlu tradycyjnym, ale także e-commerce — podkreśla Marek Zdziech. Jego zdaniem, szybko może znaleźć się chętny na zakup sieci sklepów Żabka — przejmie podmioty nieobjęte podatkiem i szybko zyska przewagę konkurencyjną.

Prawdziwe żniwa szykują się zaś dla handlu internetowego. OC&C podkreśla, że już obecnie giganci sieciowi coraz mocniej stawiają na ofertę e-commerce, notując dwucyfrowy wzrost rocznie. Za 3-5 lat już ponad połowa obrotów Tesco, Auchan czy Almy może być generowana on-line. Polska zaś może stać się łakomym kąskiem dla amerykańskiego giganta — Amazona, który bardzo mocno osłabiłby siłę tradycyjnego handlu nad Wisłą. — Firma jest już do tego przygotowana logistycznie, bo z Polski obsługuje rynek niemiecki.

Tylko kwestią czasu jest wejście z pełną operacją handlową, a obserwując, co Amazon robi na rynkach światowych, gdzie bardzo mocno wchodzi w rynek spożywczy, będzie to oznaczało silny impuls dla przesuwania handlu ze sklepów fizycznych do sklepów on-line — uważa Marek Zdziech.

Rachunek płaci klient

Rewolucja w handlu, którą może wywołać nowy podatek, może silnie zmienić prokonsumencki obraz sprzedaży detalicznej, bo po kieszeni dostaną nie tylko przedsiębiorcy, ale też Kowalski.

— Wśród firm, które zostaną obłożone podatkiem, widać wyraźne dysproporcje na poziomie przychodów, one przekładają się na siłę negocjacyjną sieci — zwraca uwagę Grzegorz Przytuła, menedżer w OC&C. Podkreśla, że duże sieci są o wiele tańsze niż małe i średnie, co jego firma sprawdziła na koszyku 45 podstawowych produktów. Różnica sięga aż 7 proc., dlatego giganci będą mogli znacznie łatwiej podnieść ceny sprzedawanych towarów, a pole manewru małego i średniego handlu będzie ograniczone.

Eksperci OC&C wyliczyli, że dla przeciętnej rodziny, która robi zakupy w największych sieciach marketów, roczne wydatki wzrosną o 1,4 proc., czyli 118 zł.

— Dzięki pozycji negocjacyjnej duzi gracze mogą wywierać też wpływ na dostawców, którzy będą musieli gdzieś odzyskać utraconą marżę — uważa Grzegorz Przytuła. Najłatwiej będzie to zrobić, podnosząc ceny dla mniejszych sieci, które doliczą to do rachunku Kowalskiego. © Ⓟ

OKIEM EKSPERTA

Inflacji z podatku nie będzie

PIOTR BUJAK

ekonomista PKO BP

Biorąc pod uwagę to, co się działo w ostatnich latach w sektorze handlu detalicznego, czyli kompresję marż i wpływ deflacji, uważam, że będą próby przerzucenia nowego podatku na konsumentów. Trudno dzisiaj określić skalę tego zjawiska, ale w obliczu rosnącego popytu konsumpcyjnego i wzrostu płac, który wkrótce może mocniej przyspieszyć, najłatwiej będzie podnieść ceny klientom. Nie sądzę jednak, żeby to miało jakiś zdecydowany wpływ na inflację. Tutaj działają inne mechanizmy. Ceny żywności po raz pierwszy od kwietnia ubiegłego roku wróciły na dodatni poziom i wszystko wskazuje, że nadal będą rosły, co będzie ciągnęło w górę inflację. Nawet jeśli jeszcze przez jakiś czas wpływ na deflacyjne trendy będą wciąż miały ceny ropy, to żywność odpowiada za jedną czwartą koszyka inflacyjnego.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartek Godusławski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Handel / Wielkopowierzchniowy problem PiS