Wczoraj inwestorzy na Wall Street w końcówce sesji wrócili z dalekiej podróży: po spadku poniżej dołka z lutego, indeksy zniwelowały większość strat. Dzień wcześniej scenariusz był odwrotny: w finałowej godzinie handlu skonsumowano całość wcześniejszych zdobyczy.
Jeszcze wczoraj niektóre komentarze były bardzo pesymistyczne, dziś na plan pierwszy wysuwają się argumenty, że inwestorzy przesadzili z wyprzedażą, że wyniki spółek są przecież nadspodziewanie dobre, a wyceny relatywnie niskie. Średnio wskaźnik cena do zysku dla spółek z indeksu Stoxx Europe 600 spadł do 14, to najmniej od 2008 r. Dla WIG20 C/Z wynosi 12,4.
Czy to oznacza, że jest tanio? Jeśli uwierzyć w scenariusz, że obecna fala kryzysu zostanie odparta tak, jak poprzednia i za jakiś czas na rynkach znów na dobre zagości hossa, to dzisiejsze wyceny są z pewnością atrakcyjne. Pesymiści z pewnością mają jednak odmienne zdanie.
Dziś jednak są oni w zdecydowanym odwrocie, a o tym, jak żwawo inwestorzy zabrali się do odkupowania akcji, świadczą m.in. obroty. Po dwóch i pól godzinie sesji licznik obrotów papierami z WIG20 dotarł do 670 mln zł. Wczoraj o tej porze aktywność graczy była przynajmniej o połowę niższa. O godz. 11.30 WIG20 rósł o 2,93 proc. do 2336 pkt.
Wśród blue chipów najmocniejsze wzrosty zaliczają Lotos i PZU. O 11 proc. (2
grosze) rośnie Bioton. Pod kreską jest tylko CEZ.