Niespodzianka. Po przemówieniu prezydenta Busha indeksy w USA wzrosły. To oczywiście żart, bo wystąpienie nie miało znaczenia. Indeksy rosły, bo taniała ropa naftowa, spadała rentowność obligacji i słabł dolar. To wystarczało, żeby po czterech tygodniach spadków rynek zaczął zwyżkować. Najbardziej zabawne było to, że mocno rosły kursy spółek sektora paliwowego – inwestorzy cieszyli się z drogiej ropy. Ciekawe jednak, że wzrosty trwały wtedy, kiedy na rynku ropy zagościła korekta. Dane makro (przede wszystkim indeks zaufania) miały nieznaczny wpływ na to, co działo się na rynku akcji, ale nie wzmocniły słabnącego z powodu sytuacji na rynku ropy i geopolityki dolara i nie podniosły rentowności obligacji, a to korzystnie wpłynęło na rynek akcji. Wzrost był największy od dwóch tygodni i pokazał wyraźnie, że obóz byków jest nadal silny. To nie znaczy, że sesja rozpoczyna ostatnią falę hossy (chociaż i to jest możliwe), ale ostrzega, że bardzo trudno będzie sprowadzić indeksy poniżej majowych minimów i całkowicie zmienia nastrój na rynku.
Dzisiaj inwestorzy będą czekali na raport z amerykańskiego rynku nieruchomości i na dane o zamówieniach na dobra trwałego użytku. Zakładam, że ten pierwszy raport będzie miał znaczenie jedynie wtedy, jeśli sprzedaż nowych domów w USA znacznie spadnie. Poprawiłoby to sytuacją na rynku obligacji, ale nie jestem pewien czy podobnie byłoby na rynku akcji. Trzeba bardzo obserwować reakcje na dane makro, bo rynek ciągle jeszcze nie zdecydował czy ma cieszyć się dobrymi danymi (gospodarka kwitnie) czy raczej martwić (stopy wzrosną). Podobnie będzie z danymi o zamówieniach na dobra trwałego użytku. Można powiedzieć, że reakcja rynków nie tyle będzie zależała od tego, co będzie w raportach ile od nastroju panującego na rynku.
U nas Rada Polityki Pieniężnej poinformuje, jakie decyzje podjęła podczas dwudniowego posiedzenia. Uważam, że poziom stóp procentowych nie zmieni się. Inflacja rośnie, ale jeszcze nie nadeszła pora na tłumienie ożywienia. Nastawienie jednak nadal będzie restrykcyjne i dużo zależy od tego, co Rada powie w swoim komunikacie. Może się okazać, że sporo było inwestorów obawiających się podwyżki stóp, więc jej brak może wywołać lekkie odreagowanie. Rada zrobiłaby bardzo rozsądnie, gdyby uspokoiła nastroje oświadczając, że dane z okresu gorączkowego wzrostu gospodarki przed wejściem do UE nie są miarodajne i trzeba poczekać na to, co pokażą kolejne miesiące. To uspokoiłoby inwestorów bojących się czerwcowej podwyżki stóp.
Polski rynek boi się już wszystkiego – polityki, decyzji RPP i sytuacji na rynkach światowych. Nie ma atmosfery do kupowania akcji. Najbardziej dziwi to, że złoty się wzmacnia. Podobno dlatego, że czekamy na podwyżkę stóp, ale przecież ta podwyżka to dalsza przyszłość, a poza tym zachowanie złotego sygnalizowałoby, że polityka nie jest dla rynku ważna. A wiemy, że tak nie jest. Wczoraj mieliśmy szansę, żeby sprawdzić siłę popytu w warunkach korekty w Eurolandzie i wyglądało to bardzo źle. Widać było, że rynek zniecierpliwił się nieudanym próbami zamknięcia okna hossy na poziomie 1.704 pkt. Skoro nie widać było szansy na wzrost to naturalne było, że ruszyliśmy na południe. Sytuację pogorszyła informacja ministra skarbu twierdzącego, że Kompania Węglowa potrzebuje 400 mln zł. i trzeba będzie ją dokapitalizować akcjami PKN lub KGHM. Mocno spadły kursy obu spółek. Można było oczekiwać, że Jacek Socha, kiedy będzie mówił o czymś, co może ruszyć rynkiem okaże większą rozwagę. Sytuacja jest teraz groźna dla obozu byków. Wielu analityków mówi o testowaniu wsparcia na poziomie 1.550 pkt. Uważam, że byłoby to bardzo niebezpieczne – przełamanie poziomu 1.600 pkt. na WIG-20 otworzyłoby puszkę Pandory, bo powstałaby formacja RGR, która często zapowiada dalsze, duże spadki (nawet do 1.330 pkt.). Byki za wszelką muszą cenę oddalić indeks od wsparcia.