Tragedia smoleńska w roku 2010 zdominowała przyspieszone wybory prezydenckie, ale tamta skala napięcia to pikuś wobec rozmiarów podobnego zjawiska, które wystąpi w tegorocznych wyborach do parlamentu. Wczorajszą wielogodzinną debatę Sejmu nad informacją rządu na temat katastrofy wypada uznać za oficjalny start kampanii, która poziomem emocji chyba przebije wszystkie poprzednie. Inne wątki, w tym decydujące o przyszłości Polski gospodarcze, staną się tylko tłem.
Polska bezdyskusyjnie poniosła klęskę w globalnym starciu propagandowym z Rosją. Wyjadacze z Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK) wykorzystali wszystkie atuty, zwłaszcza zaskakujący termin ogłoszenia raportu. Ale przecież jego treść oraz nasze argumenty obronne były znane w Warszawie od wielu tygodni, zatem powinny być gotowe do wykonania natychmiastowego przeciwuderzenia, dosłownie godzinę po ataku MAK. Niestety, u nas trwał błogi sen, a potem gorączkowe uzbrajanie antyrakiety, odpalonej dopiero po sześciu dniach. Na co strona rosyjska podjęła natychmiastowe działania rozpraszające w postaci ogłoszenia pełnych stenogramów rozmów z wieży w Smoleńsku. Nic one nie wniosły, ale MAK znowu przejął inicjatywę zaczepną.
Działania antykryzysowe to odrębna, bardzo ważna część public relations. W biznesie wiele zagrożonych podmiotów dzięki skutecznemu PR w bardzo trudnym położeniu rynkowym wręcz uratowało swój los. Niestety, globalny wizerunek marki Polska w ostatnich dniach poniósł nieodwracalne straty.