Wizja bez realizacji to halucynacja

opublikowano: 11-02-2019, 22:00

Przyjechał do Polski cztery lata temu, wcześniej przez ponad 20 lat pracując w różnych bankach w Europie. Olivier Constantin, głównodowodzący Grupy Crédit Agricole w Polsce, opowiada o biznesie, roli w nim młodych i prezesowskich dylematach w najnowszym odcinku programu „Fotel prezesa”

Na co dzień urzęduje w siedzibie Crédit Agricole przy pl. Orląt Lwowskich we Wrocławiu. Jego gabinet mieści się na ostatnim piętrze biurowca, z którego rozciąga się panorama starego miasta. Na tym koniec stereotypów. W gabinecie nie ma złotych klamek, Olivier Constantin nie cierpi krawatów, zaś miejsce parkingowe odstąpił sekretarce, bo dojeżdża do pracy rowerem. Akcentów sportowych jest więcej, bo to emerytowany rugbysta oraz weteran sportów wodnych z samodzielnym rejsem przez Atlantyk na koncie.

„PB”: Dlaczego Wrocław? To dość niespotykane, by duża instytucja finansowa miała swoją siedzibę poza stolicą.

Olivier Constantin: To wynika z historii tej firmy. Kiedy grupa Crédit Agricole zdecydowała się na wejście do Polski, kupiliśmy dwie spółki: EFL i Lukas Bank. Obaj ich właściciele — Leszek Czarnecki (EFL) i Mariusz Łukasiewicz (Lukas Bank) — pochodzili z Wrocławia i stworzyli te firmy w tym mieście. Obecnie pracuje tu ok. 3000 osób, które czują, że tu są ich korzenie i ich miejsce na ziemi. Przeniesienie ich do Warszawy nie byłoby łatwe, a poza tym odkryliśmy, że Wrocław może być atrakcyjnym miejscem dla pracodawców.

Ale teraz będziecie mieć nową siedzibę.

Tak, musimy opuścić budynek w centrum Wrocławia. Będziemy mieli nowy, w którym będziemy pracować w inny sposób. To kwestia wsłuchania się w oczekiwania młodych ludzi i próba dostosowania do zmieniającego się świata. Teraz pracuje się nie tylko na komputerze, ale też na tablecie, jest coraz mniej papieru. Nowy budynek będzie funkcjonował na zasadzie „paperless” - papieru niemal nie będzie. Poza tym zmieni się sposób pracy. Młodzi ludzie, a średnia wieku w grupie Crédit Agricole to 34 lata, lubią pracować np. w kawiarniach, siedzieć na sofie z komputerem na kolanach... Dotychczasowy budynek był całkowicie silosowy: biura, zamknięte pomieszczenia, piętra, windy... To przeszłość. Nie krytykuję tego, bo to był sposób pracy 20 lat temu, ale jeśli chcemy przyciągać młode talenty, to nie osiągniemy tego w biurach sprzed dwóch dekad.

Pomówmy o młodych, bo przedmioty w pana biurze sugerują, że podoba się panu rola mentora. Czy prezes musi być w pewnym sensie nauczycielem czy to po prostu pana „konik”?

Jak można myśleć o przyszłości, kiedy się nie wie, kim ta przyszłość będzie? Tymczasem przyszłość to z natury i z definicji — młodzi ludzie. Jednym z moich obowiązków, i przyjemności zarazem, jest odkrywanie talentów i popychanie ich w kierunku, który pozwoli im się rozwinąć.

Ale to wcale nie jest powszechne podejście. Wielu prezesów woli koncentrować się na tworzeniu strategii, nadzorze nad firmą, a nie na odkrywaniu talentów.

Kiedy jest się prezesem, trzeba mieć swego rodzaju charyzmę, umiejętności przywódcze. Są ludzie, którzy świetnie przemawiają. Sam wielokrotnie słuchałem kogoś i byłem pod dużym wrażeniem. Dla mnie jednak słowa nie wystarczą. Prezes musi łączyć gadanie z rzeczywistością i dlatego wolę oddać inicjatywę młodym. Ja jako prezes nadaję sprawom bieg.

Był pan menedżerem w bankach włoskim, francuskim, jeździł pan trochę po świecie, a wylądował pan w Polsce. Czym polski klimat biznesu i pracy różni się od międzynarodowego?

Nauczyłem się naprawdę wielu rzeczy w Polsce. Polacy są przedsiębiorcami z natury. Historia nie była dla was zbyt łaskawa, dlatego musieliście często stosować różne zabiegi, by znajdować niestandardowe rozwiązania swoich problemów. Włochy i Francja w zestawieniu z Polską jawią mi się jako „stare” kraje. Gdy tam pracowałem, spędzałem dużo więcej czasu na wspólnych naradach, dyskusjach, grze w swoistego biurowego ping-ponga. Tu jest inaczej. Tu pracownicy mówią: szefie, decyduj, jesteś szefem, my proponujemy coś takiego. Moim zadaniem jest nadanie priorytetów tym pomysłom, bo często jest ich za dużo. Robię listę, a potem podejmuję decyzję, bo firmy nie stać na realizację wszystkiego jednocześnie.

Funkcjonuje pan w bankowym biznesie... ile? Ćwierć wieku?

Chyba dłużej.

To była wyboista droga czy pasmo sukcesów? Były jakieś trudne momenty w pana karierze?

Nie mam czegoś takiego jak ścieżka kariery, miałem po prostu szczęście. Przez całe moje życie zawodowe spotykałem ludzi, którzy byli zainteresowani moim sposobem bycia i dawali mi szansę. Jeszcze raz podkreślę: ludzie często mówią, że prezes powinien mieć wizję. Ja sam czasami się na tym łapię: „cholera, nie mam wizji”. Tyle że wizja bez realizacji to halucynacja. Tymczasem większość z rzeczy, które można osiągnąć w życiu, jest kwestią obmyślenia sposobu dojścia do celu.

PulsBiznesu.tv

„Fotel prezesa” to cykl programów wideo przedstawiających sylwetki kluczowych postaci w polskim biznesie. Rozmowy przeprowadzamy w ich naturalnym środowisku, czyli w przestrzeni, w której na co dzień pracują. Pokazujemy, jak wyglądają ich biura, gabinety, co mają w szufladzie biurka, jakie kolekcjonują pamiątki i obrazy, oraz oczywiście sprawdzamy, jak wygląda tytułowy fotel prezesa. Podczas nagrań prezesi oprowadzają widzów po swoim biurze, a także dzielą się przemyśleniami na temat filozofii zarządzania i przywództwa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Sołtys

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu