Władcy poprzednio zdobyli 18,65 proc.

opublikowano: 10-10-2019, 22:00

W piątek do północy partie polityczne będą jeszcze stawały na rzęsach, walcząc o każdy dodatkowy głos oraz rozpowszechniając zgodnym chórem absurdalną tezę, że 13 października 2019 r. czekają nas wybory… najważniejsze po 1989 r.

Te, które faktycznie przeorały scenę publiczną oraz relacje społeczne w III RP, już się przecież odbyły — w 2015 r. pierwszy raz jakaś lista zdobyła w Sejmie samodzielną większość bezwzględną (wzięcie Senatu to standard). Przez cztery lata PiS równie bezwzględnie pokazywało, jak ów arytmetyczny (nieprzekroczenie progu sejmowego przez SLD oraz Korwina) dar od losu daje się wykorzystywać. Dlatego od razu w tytule przypominam strasznie niewygodną dla władców kraju prawdę — otóż 25 października 2015 r. PiS otrzymało na swych listach krzyżyki od 5 711 687 wyborców, czyli zaledwie 18,65 proc. wszystkich uprawnionych 30 629 150. Tzw. dobrą zmianę poparło znacznie mniej niż jedna piąta pełnoletnich Polaków.

Janusz
Korwin-Mikke jak zawsze tryska optymizmem, ale wynik może okazać się… także jak
zawsze.
Zobacz więcej

Janusz Korwin-Mikke jak zawsze tryska optymizmem, ale wynik może okazać się… także jak zawsze. Forum

W najbliższą niedzielę wskaźnik wyliczony uczciwie właśnie tak, w oderwaniu od frekwencji, naturalnie wzrośnie. Rozdawane przez PiS najróżniejszym grupom wyborców miliardy zostawią przecież ślad na kartkach wyborczych. Poza tym zbawienną dla lidera sondaży rolę odgrywa opracowana w XIX wieku przez Victora D’Hondta, belgijskiego prawnika i matematyka, metoda przeliczania głosów na mandaty. Żeby nie teoretyzować, zestawiłem podział miejsc w Sejmie z 2015 r. z dorobkiem teoretycznym, który przypadłby danej partii po zwykłym przeliczeniu proporcjonalnym ogólnokrajowej liczby głosów: PiS — 235/208, PO — 138/133, Kukiz ’15 — 42/48, Nowoczesna — 28/42, PSL — 16/28, MN — 1/1. To zestawienie dowodzi, jak ogromną premię profesor D’Hondt przyznaje zwycięzcy, wysysającemu mandaty z komitetów nieznacznie przekraczających procentowy próg. Brutalne reguły gry wyborczej oczywiście są znane każdemu do niej przystępującemu. W III RP klasyczna metoda D’Hondta obowiązywała przy rozliczaniu wyborów do Sejmu w latach 1993 i 1997, potem w 2001 r. została spłaszczona nieuczciwe przez spółkę z udziałem m.in. PiS, PO i PSL (cóż za interesowna solidarność…), obawiającą się zdominowania przez SLD, powróciła w 2005 r. i stosowana była bez zmian w latach 2007, 2011 i 2015. Obowiązuje także pojutrze, albowiem tzw. dobra zmiana przy najważniejszych przepisach ordynacji do Sejmu i Senatu na szczęście nie grzebała.

Uwzględniając stabilne sondaże oraz mechanizm D’Hondta, stawiam zatem tezę, że nowy Sejm jest już pozamiatany. Oznacza to powtórzenie samodzielnej większości bezwzględnej przez PiS, przydział mandatów dla komitetów opozycyjnych w kolejności sondażowej (KO, SLD, PSL) oraz tradycyjny rodzynek dla mniejszości niemieckiej na Opolszczyźnie. Tak naprawdę jedyną niewiadomą jest los kolejnej inicjatywy Janusza Korwin-Mikkego, który tym razem zmontował twór pod nazwą Konfederacja Wolność i Niepodległość. W krajowych wyborach Korwin tradycyjnie odbija się od szklanego sufitu zawieszonego na poziomie 5 proc., ale w 2014 r. do Parlamentu Europejskiego jednak udało mu się wskoczyć. Ewentualne wejście w niedzielę do Sejmu piątego komitetu ogólnopolskiego, który objąłby 12-16 mandatów, automatycznie okroiłoby porcje sejmowego tortu pewnej swego czwórce, w tym również PiS. Jednak generalnego wyniku wyborów to nie zmieni. Pozamiatane.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu