Wybieram złoto

Materiał partnera
opublikowano: 10-12-2017, 22:00

Rozmowa z Jarosławem Żołędowskim, prezesem Mennicy Skarbowej

Choć cena złota jest dziś daleka od historycznego szczytu, zainteresowanie kruszcem nie słabnie. Dlaczego?

Jarosław Żołędowski
Zobacz więcej

Jarosław Żołędowski

Powody, dla których Polacy kupują złoto, są różne, ale każdy z nich jest równie dobry. Na przykładzie klientów Mennicy Skarbowej mogę powiedzieć, że jedną z najczęściej wymienianych przyczyn jest chęć uniezależnienia się od systemu bankowego. Strach przed „porankiem na Cyprze”, czyli wydarzeniami z 2013 roku, gdy nieczynna była większość bankomatów, pozamykano oddziały banków i wprowadzono limity wypłat, wciąż pozostaje żywy. Inna sprawa, że do lokowania kapitału w bankach nie zachęcają również niskie stopy procentowe. Dewaluacja tradycyjnego pieniądza to kolejny popularny powód zakupu kruszcu. Działania wielu rządów i banków centralnych, sukcesywnie powiększających światową bazę monetarną, sprawiają, że pieniądz wart jest coraz mniej — nawet jeśli nie pokazują tego jeszcze wskaźniki inflacyjne. Ważnym czynnikiem jest także brak podatków. Złoto inwestycyjne w formie monet i sztabek jest zwolnione z VAT, a po pół roku od zakupu kruszcu realizowany na nim zysk nie podlega podatkowi od dochodów kapitałowych. Warto również wspomnieć o poszukiwaniu tzw. bezpiecznej przystani. To dziś nie frazes. Sytuacja geopolityczna na świecie uzasadnia niepokój, a strach przed kolejnym kryzysem, wojną czy rozpadem Unii Europejskiej powoduje, że inwestorzy zwracają się w kierunku bezpiecznych aktywów. Świadomość posiadania środków na czarną godzinę — czy to w skali własnej rodziny, czy światowego kryzysu — zawsze pozwala spać spokojnie.

Czy polski rynek złota ewoluuje? Jakie zmiany dokonały się na przestrzeni ostatnich lat?

Zmiany w sposobie myślenia o złocie widać na przykładzie struktury sprzedaży Mennicy Skarbowej. Jeszcze 5-6 lat temu, gdy złoto osiągało historyczny szczyt notowań i dotarła do nas światowa gorączka złota, najczęściej kupowanymi produktami były sztabki 1-gramowe i krugerrandy. Małe sztabki pozwalały ostrożnie wejść w tę obcą nam jeszcze inwestycję, a krugerrandy były często jedyną znaną przeciętnemu Polakowi złotą monetą. Dziś jest inaczej, co wynika z lepszego zrozumienia funkcji złota w portfelu inwestycyjnym. Najpopularniejszym rozmiarem sztabek stała się 1 uncja, która nie tylko ma lepszą relację ceny do wagi, ale jest też jednostką odpowiadającą giełdowym notowaniom. Z kolei wśród monet na prowadzenie wysunęły się kanadyjskie Liście Klonowe — równie rozpoznawalne, a przy tym tańsze niż krugerrandy. Polski inwestor sięga po coraz większe sztabki i mam przekonanie, że te zmiany będą postępować. W Niemczech, a więc na rynku, który jest dla nas wzorem do naśladowania, wśród najpopularniejszych produktów jest np. sztabka o wadze 250 gramów.

Oczywiście Niemcy mają głębsze portfele, ale i głębszą wiarę w złoto, stąd nie dziwi, że co roku kupują ponad 100 ton kruszcu. U nas jest to zaledwie ułamek tej liczby, w dodatku niemożliwy do określenia, ponieważ jedynie dwa podmioty sprzedające złoto inwestycyjne mają obowiązek raportowania wyników. W mojej ocenie jest to najwyżej 10 ton rocznie. Wierzę jednak, że rynek będzie się rozwijał,tak samo jak rośnie wiedza inwestycyjna Polaków. Mamy do złota coraz większe zaufanie i coraz chętniej kupujemy je nie tylko z myślą o własnym portfelu inwestycyjnym, ale także o naszych najbliższych. To jeden z powodów, dla których złoto inwestycyjne coraz częściej wypiera spod świątecznej choinki oklepaną kopertę z pieniędzmi. Tę tendencję, od lat zauważalną za granicą, można dostrzec również na przykładzie Mennicy Skarbowej. W grudniu ubiegłego roku obrót spółki przekroczył 31,5 mln złotych, co — w porównaniu z miesiącem poprzedzającym — stanowiło wzrost o 44 proc. W zestawieniu z grudniem 2015 roku jest to z kolei skok o blisko 177 proc.

O złocie mówi się, że to inwestycja długoterminowa; że najlepiej je kupić i na kilka lat o tym zapomnieć. Zgadza się pan z tą tezą?

Faktycznie, złota nie należy rozpatrywać w kategorii środka do szybkiego wypracowywania zysku. Jego głównym zadaniem jest długoterminowe zabezpieczenie kapitału i zachowanie siły nabywczej pieniędzy. Właśnie dlatego każdy rozwinięty kraj na świecie część swoich rezerw walutowych lokuje w złocie. Stany Zjednoczone, Niemcy, Włochy czy Francja w złocie ulokowały nawet 70 proc. zgromadzonych rezerw walutowych. Europejski Bank Centralny w tej formie przechowuje niemal 30 proc. funduszy. Nie z myślą o wychodzeniu z tej inwestycji i realizacji zysku, ale po to, by zabezpieczyć swój majątek. Przykładów na to, jak złoto zachowuje siłę nabywczą, nie trzeba szukać daleko. Wystarczy cofnąć się do lat 70. XX wieku, kiedy uncja złota kosztowała 35 dolarów. Jedno i drugie pozwalało na zakup dobrej jakości garnituru, więc teoretycznie można było postawić między nimi znak równości. Załóżmy jednak, że i dolary, i złoto zostały wówczas zamknięte w sejfie, który dziś otwieramy. Wynik jest jednoznaczny. Uncja złota kosztuje obecnie około 1300 dolarów i nadal możemy za nią kupić markowy garnitur. Tymczasem 35 dolarów to równowartość co najwyżej koszuli.

Jak złoto wypada w porównaniu z giełdą — wciąż najczęstszym skojarzeniem, gdy mowa o inwestowaniu?

Jeśli ma się szczęście, właśnie na giełdzie można zarobić najszybciej i najwięcej. Niestety, równie szybko można wszystko stracić. Przykładów ludzkich dramatów nie brakuje i choć historia giełdowych spekulacji sięga jeszcze słynnej XVII-wiecznej bańki na tulipanach, niektóre z nich większość z nas wciąż dobrze pamięta. W końcu to wielka bańka na nieruchomościach doprowadziła do największego kryzysu finansowego XXI wieku. Kilka lat wcześniej równie dotkliwa dla inwestorów okazała się bańka internetowa. Ludzie masowo decydowali się na zakup wszelkich akcji spółek typu „dot-com”, nieważne jakie generowały wyniki. Giełda oderwała się od rzeczywistości, a po szczycie w marcu 2000 roku zaczął się dramat setek tysięcy inwestorów, którzy stracili dorobek życia. Szkoda, że te wydarzenia lekko zatarły się już w pamięci, bo obecne zainteresowanie bitcoinem — kryptowalutą o której Warren Buffett mówi, że nie posiada żadnej wewnętrznej wartości — może skończyć się podobnie. Rozumiejąc giełdę, znając jej mechanizmy i ucząc się na błędach — także własnych — bez wahania wybieram złoto. Bo choć jego wycena się zmienia, nie zmienia się jego wartość. Na złocie po prostu nie da się stracić zgromadzonego majątku.

Na polskim rynku złota pojawia się coraz więcej nowych sprzedawców. Na co należy zwrócić uwagę przy wyborze dealera, żeby bezpiecznie kupować złoto?

Zacznę od tego, gdzie złota nie kupować. Z pewnością nie polecałbym zakupów w lombardach. Pamiętajmy, że podróbki złotych monet czy sztabek na pierwszy rzut oka niemal nie różnią się od pełnowartościowych produktów. Potrzeba wielu lat doświadczenia, aby stwierdzić, czy dany produkt to oryginał, czy tylko doskonały falsyfikat. Zakupy w miejscach, w których sprzedawcom brakuje takiej wiedzy jak również profesjonalnego sprzętu do pomiaru zawartości złota, w oczywisty sposób narażają nas na zakup podróbek. Z umiarkowanym optymizmem podchodziłbym też do kupowania złota za pośrednictwem drobnych sprzedawców. Należy mieć świadomość, że niewielkie firmy rzadko zaopatrują się bezpośrednio u producenta. Zazwyczaj dokonują zakupów u pośredników, a to oznacza nie tylko wyższą cenę produktu, ale także jego wydłużoną podróż do klienta. Przy tak delikatnym produkcie jak złoto, istnieje obawa, że na etapie kolejnych wysyłek sztabka lub moneta zostanie uszkodzona. Osobną kwestią pozostaje fakt, że małe firmy zwykle działają jedynie w kanale online. Klient jest pozbawiony możliwości zobaczenia towaru przed zakupem czy konsultacji z doradcą. Paradoksalnie, nie należy zakładać, że każdy duży dostawca gwarantuje nam korzystną formę zakupu złota. Przy wyborze dealera warto zwrócić uwagę na to, czy firma oferuje złoto w dostawie natychmiastowej,a tym samym fizycznie posiada je w skarbcu. Zastanowiłbym się dwa razy, zanim złożyłbym zamówienie w opcji tzw. odroczonej dostawy, wynoszącej zwykle 45 dni roboczych. To w gruncie rzeczy nic innego, jak tylko zapewnienie firmie darmowego kredytu i umożliwienie jej swobodnego operowania naszymi pieniędzmi przez dwa miesiące.

Firmy, które są stabilne finansowo, nie potrzebują tego typu dofinansowania. Dużo mówi się o zagrożeniach związanych z zakupem złota. Natomiast nie chciałbym pozostawić czytelników z przekonaniem, że najbezpieczniej będzie nie kupować złota w ogóle. Mam po prostu przeświadczenie, że o tym ryzyku należy mówić — nie po to, żeby straszyć, ale po to, żeby umożliwić klientowi świadomy wybór dobrego dealera. Tacy na rynku również istnieją i sądząc po wynikach Mennicy Skarbowej, mają się dobrze. Jak ich rozpoznać? Poza kwestiami, które już poruszyłem, warto sprawdzić, czy firma jest notowana na GPW, a tym samym ma obowiązek publikacji raportów finansowych. To ważne z punktu widzenia klienta, który powierza spółce swoje pieniądze. Dlatego, jeśli firma nie jest notowana na giełdzie albo — co gorsza — nagle postanawia z niej wyjść, powinna nam się zapalić czerwona lampka. Kolejna istotna kwestia to pozwolenie na działalność kantorową, wydawane przez NBP. W teorii jest ono niezbędne do sprzedaży złota inwestycyjnego, natomiast w praktyce wciąż zdarzają się podmioty, które działają bez niego, łamiąc tym samym prawo. Trudno sobie wyobrazić, że taka firma może okazać się zaufanym dealerem. Podobnie w przypadku spółek, które znajdują się na liście ostrzeżeń KNF. Podsumowując — budujmy naszą osobistą i narodową zamożność; inwestujmy w złoto, ale tylko na pewnych fundamentach i uczciwych zasadach.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Materiał partnera

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Wybieram złoto