Siedząc w ławach amfiteatru z widokiem na Etnę w Taorminie, stojąc u szczytu 142-stopniowych schodów prowadzących do kościoła Santa Maria Del Monte czy kosztując arancini – smażonych kulek ryżowych z nadzieniem z ragu, sera czy szpinaku – na 1000-letnim targu Ballaro, przy którym w 1882 r. pojawił się wraz z rozwojem kolei dworzec Palermo, smakuje się to, co Sycylia ma najlepszego do zaoferowania: gwar, pyszne jedzenie, nietuzinkowe alkohole i nieskrępowany śmiech.
Wyspa to niemal południe Europy w pigułce – to tutaj łączyły się szlaki Imperium Rzymskiego z wpływami arabskim, barokowa architektura z gajami cytrusowymi i miasteczkami żywcem wziętymi z „Ojca chrzestnego”, a nad wszystkim wciąż góruje niewzruszona pogonią śmiertelników wybuchowa Etna.
Likier z duszą południa
Nie dziwi więc fakt, że i tutaj eksperymentowano z jedzeniem i trunkami, korzystając przy tym z tego, co podsuwała natura, a na Sycylii cytryn nie brakuje. Aż sześć ich odmian otrzymało certyfikat Indicazione geografica prottetta, czyli oznaczenia geograficznie chronionego przez Unię Europejską. W skrócie więc można śmiało napisać, że cytryny z tej włoskiej wyspy są niepowtarzalne i niepodobne do hodowanych gdzie indziej.
Z tego dobrodziejstwa korzysta Stock Spirits Group, który swój likier Limonce produkuje w 100 proc. z odmiany Femminello, zbieranej ręcznie zimą. Ich skórka jest bowiem tak cienka i delikatna, że tylko takie zrywanie owoców jest najbardziej optymalne. Cytryny Femminello są bardzo soczyste, a co za tym idzie: zawierają aż 30 proc. soku więcej niż inne odmiany (co ciekawe, prawie nie mają pestek). Aby zachować ich niezwykły smak, producent likieru nie stosuje sztucznych konserwantów, barwników ani aromatów.
Dolce vita w kieliszku i na co dzień
To właśnie ten styl życia przyciąga do Włoch turystów (na równi oczywiście z zabytkami i kuchnią). Tu czuć bowiem, że czas zaciąga hamulec ręczny, pozwalając niemalże fizycznie rozciągnąć się dobie tak, by wystarczyło godzin na delektowanie się spotkaniami i doświadczeniami. Choć część wielbicieli Włoch upatruje początków tej filozofii w filmie Federico Felliniego z 1960 r., to nie ujmując temu dziełu światowego kina, korzenie tej akurat filozofii życia są znacznie starsze. Już w arii opery Giuseppe Verdiego „Traviatta” wyraźnie wybrzmiewają słowa: „Cieszmy się winem, winem i śmiechem, piękną nocą i śmiechem [...] Bawmy się, bo ulotne jest szczęście [...] Pijmy, pijmy ze szczęśliwych kielichów, które zdobi piękno [...]. Z Wami chcę dzielić radosne chwile”.
Prawie 40 lat temu dolce vita nabrało nowego smaku, kiedy Włosi po raz pierwszy szerzej poznali Limonce. Utrzymuje on „cytrynową” koszulkę lidera włoskiego rynku, osiągając 22 proc. sprzedaży. Ten likier Stocka cieszy się niezachwianą popularnością zarówno w hotelach, jak i sklepach – tych dużych i tych małych, wciśniętych w uliczki, w których ledwo mieści się fiat, co tylko potwierdza, że smakuje wszystkim podniebieniom bez względu na obywatelstwo.
Popularność Limonce przekłada się wprost na fakt, że jest on nieodłącznym towarzyszem zabaw. Nikogo nie trzeba przekonywać, że Włosi są mistrzami w cieszeniu się życiem z dystansem do codziennych problemów. Ich zdaniem to receptura na długowieczność – obiad przeciągający się w kolację z przyjaciółmi. Podczas tych spotkań rozmawiają, a nie tylko mówią, delektują się, a nie tylko jedzą – i dobrze się bawią, a nie tylko odhaczają spotkania. Podobnie jest z Limonce, którego nie można traktować „po macoszemu”. Wprost przeciwnie: należy poświęcić czas na schłodzenie likieru, gdyż taki smakuje najlepiej. Dobrze sprawdza się Limonce Spritz, na który składają się: 3 miarki Prosecco, 2 miarki Limonce, 1 miarka wody gazowanej i lód – do woli.
Choć skład Limonce pozostaje niezmiennie naturalny, to butelka przeszła transformację. W tym roku odbyła się premiera jej nowego wizerunku, który nawiązuje do korzeni… czyli sycylijskiej architektury barokowej, także niespotykanej nigdzie indziej. Co prawda przy tworzeniu prototypu butelki obyło się bez trzęsienia ziemi, które zrobiło miejsce właśnie dla baroku sycylijskiego, kiedy to większość budynków wyspy została zniszczona, jak i zabrakło na niej słynnych putta (czyli amorków), ale i tak widać na szklanym odlewie krzywizny, przypominające zgrupowania kolumn, będących jedną z cech charakterystycznych dla wyspiarskiego stylu.
Limonce to lekki drink nie tylko na gorące dni lata, ale też sposób na to, by wakacje mieć zawsze pod ręką – przeciągając je na długie wrześniowe wieczory w ogrodzie, listopadową słotę z książką (na przykład „Tamtego lata na Sycylii”) czy netfliksowy serial o zjednoczeniu Włoch „The Leopard”. A może nawet na karnawałowe szaleństwo – choćby w klimacie włoskiej mafii lub rodu Borgiów. To smak wolniejszego tempa, które nie wyklucza dobrej (czasem szalonej) zabawy oraz urokliwych miejsc.


